Miliony puszek omijały kaucję. Furtkę musiał zamknąć sąd
Sklepy przy granicy sprzedawały napoje w puszkach bez kaucji. Teraz sąd uznał, że taka praktyka narusza prawo.

System kaucyjny działa dobrze tylko wtedy, gdy jest prosty i szczelny. Klient kupuje napój, płaci dodatkową kwotę za opakowanie, a potem odzyskuje ją po zwrocie pustej butelki lub puszki. W niemiecko-duńskim handlu granicznym przez lata funkcjonował jednak model, który to omijał. Sklepy po niemieckiej stronie granicy sprzedawały klientom ze Skandynawii napoje w jednorazowych puszkach bez doliczania niemieckiej kaucji. Sprzedawcy zakładali, że kupujący wywiozą napoje z Niemiec i spożyją je już poza krajem, więc kaucji doliczać nie trzeba.
Dla klientów był to korzystny układ, bo zakupy w Niemczech pozwalały oszczędzić na cenach, podatkach i kaucji. Dla handlu przygranicznego był to natomiast bardzo dochodowy model sprzedaży. Problem polegał na tym, że puszki wypadały poza system, który miał zapewniać ich powrót do recyklingu. Teraz sąd uznał, że taka praktyka narusza prawo, a sprawa może dotyczyć setek milionów opakowań rocznie.
Sama deklaracja klienta nie wystarcza
Czy sprzedaż w sklepie przy granicy można traktować tak, jak bezpośredni eksport towaru? Sąd uznał, że nie. Klient, który kupuje napoje w sklepie na terytorium Niemiec, nadal jest końcowym odbiorcą. Samo podpisanie oświadczenia, że puszki zostaną wywiezione i napoje wypite poza Niemcami, nie zmienia charakteru transakcji.
Bezpośredni eksport oznacza kontrolowaną sprzedaż towaru poza krajowy rynek. Tymczasem w przypadku zakupów detalicznych przy granicy urząd musiałby zaufać indywidualnym deklaracjom klientów i potem nie miałby jak sprawdzić, czy zostały dotrzymane. Sąd wskazał więc, że takiego mechanizmu nie da się porównać z normalnym eksportem handlowym.
Okręg Schleswig-Flensburg ma po uprawomocnieniu się wyroku obowiązek podjęcia działań wobec sklepów. Chodzi o zakazanie sprzedaży jednorazowych opakowań objętych kaucją bez jej pobierania. Wyrok nie kończy jeszcze całej sprawy, bo samorząd i zainteresowani handlowcy mogą odwołać się do wyższej instancji. Sąd zakwestionował jednak praktykę, która przez lata była tolerowana. Ponadto sąd uznał, że obowiązek pobierania kaucji w tym przypadku nie narusza ani niemieckiego porządku konstytucyjnego, ani prawa Unii Europejskiej.
Praktyka była tolerowana dłużej niż niejeden system działa
Organizacje ekologiczne od lat alarmowały, że w Niemczech puszki sprzedawane bez kaucji wypadają z obiegu i nie trafiają do skutecznego systemu zwrotu. Formalny konflikt sądowy rozpoczął się po tym, jak władze okręgu Schleswig-Flensburg zostały wezwane do działania, ale nie zareagowały w sposób oczekiwany przez skarżących. W 2021 r. sprawa trafiła do sądu jako skarga na bezczynność. Sytuacja więc pokazuje, jak bardzo systemy kaucyjne grzęzną tam, gdzie zderzają się ze sobą prawo, ekologia i lokalne interesy gospodarcze.
Przeczytaj także:
Pamiętajmy, że kaucja nie jest podatkiem od picia napojów ani karą dla konsumenta. To finansowa zachęta, która ma sprawić, że opakowanie wróci do obiegu. Kaucja działa nie dlatego, że ludzie nagle stają się bardziej ekologiczni, lecz dlatego, że opakowanie zyskuje ekonomiczny sens. Każda furtka osłabia ten mechanizm. Jeśli miliony opakowań można sprzedać poza systemem, cały model przestaje być konsekwentny i robi się po prostu bezsensowny.



















