Maszyny są, ludzi nie ma. Specjalsi szykują się do Black Hawków
Black Hawki mają trafić do PJOS, więc potrzebne są załogi i technicy. Szkolenie w Mielcu ma objąć loty oraz obsługę techniczną.

Polskie Black Hawki używane przez wojska specjalne mają dostać to, bez czego nawet najlepszy śmigłowiec zostaje tylko kosztowną maszyną w hangarze: wyszkolonych ludzi. 33. Baza Lotnictwa Transportowego w Powidzu chce bezpośrednio zlecić zakładom PZL Mielec szkolenie personelu Powietrznej Jednostki Operacji Specjalnych na S-70i Black Hawk w konfiguracji Wojsk Specjalnych.
Wojsko idzie do producenta, bo czasu po prostu zaczyna brakować
Sprawa dotyczy szkolenia personelu latającego i naziemnego PJOS. Plan zakłada, że kursy rozpoczną się dokładnie 1 czerwca i potrwają do 11 grudnia 2026 r. Po ich zakończeniu personel ma uzyskać uprawnienia do wykonywania lotów oraz obsług technicznych na śmigłowcach S-70i Black Hawk.
Pamiętajmy, że wprowadzenie nowego typu śmigłowca do jednostki oznacza przygotowanie pilotów, personelu pokładowego, techników, specjalistów od awioniki, płatowca, silnika, diagnostyki, jakości i procedur obsługowych. W przypadku lotnictwa operacji specjalnych dochodzi jeszcze konfiguracja misyjna, czyli wyposażenie i procedury związane z zadaniami, do których maszyny są wykorzystywane przez specjalsów.
Wojsko tym razem nie idzie utartą ścieżką przetargową. Nie będzie więc ogłoszeń, konkurencyjnych ofert i papierowej wojny. Chce negocjować bezpośrednio z Polskimi Zakładami Lotniczymi w Mielcu, które należą do Lockheed Martin. Powodem jest to, że wcześniejsze próby kupienia takich usług kończyły się fiaskiem, a potrzeba operacyjna nie może czekać na kolejną rundę biurokratycznych przepychanek. Gdy standardowa procedura zawodzi, zostaje bezpośredni dialog. To właśnie na niego stawia teraz armia.
Poprzednie przetargi nie dowiozły tematu
Szkolenie personelu PJOS na Black Hawki nie jest tematem nowym. 33. Baza Lotnictwa Transportowego już wcześniej próbowała kupić usługę szkoleniową w postępowaniach przetargowych. Te podejścia nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. W jednym przypadku procedura została unieważniona m.in. przez brak ofert w części zadań oraz przekroczenie budżetu w innych.
Problem nie dotyczy samego pomysłu, ale rzeczywistej dostępności kompetencji na rynku. Szkolenie na S-70i nie jest usługą, którą może wykonać dowolna firma szkoleniowa z zapleczem teoretycznym. Potrzebni są instruktorzy, dokumentacja, znajomość konkretnej konfiguracji śmigłowca, dostęp do wiedzy producenta i możliwość przeprowadzenia praktycznej części procesu.
Przeczytaj także:
Zwrócenie się wprost do PZL Mielec to bardzo logiczny ruch. Mieleckie zakłady od lat produkują śmigłowce S-70i Black Hawk, a stojący za nimi Lockheed Martin ma gotowe zaplecze szkoleniowe i doświadczonych instruktorów. W takim układzie bezpośrednie negocjacje z producentem to jedyna sensowna droga wyjścia z impasu. Gdy standardowe procedury zawodzą, armia idzie tam, gdzie jest sprzęt, wiedza i ludzie zdolni przeszkolić pilotów. Wszystko znajduje się właśnie w Mielcu.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: PZL Mielec



















