64-metrowa rakieta Artemis III zaczyna się składać. NASA wchodzi w kluczowy etap
Największy segment rakiety SLS dla Artemis III dotarł na Florydę. To ważny krok przed misją planowaną na 2027 r.

NASA poinformowała, że do Florydy dotarły właśnie górne elementy głównego członu SLS przeznaczonego dla Artemis III. Ten segment obejmuje zbiornik ciekłego wodoru, zbiornik ciekłego tlenu, sekcję pośrednią i forward skirt, czyli górną część strukturalną członu. Pełny człon po połączeniu z wcześniej dostarczoną sekcją silnikową ma mieć 64,6 m. Po przybyciu do Kennedy element miał zostać przetransportowany do Vehicle Assembly Building, gdzie zostanie wyposażony i zintegrowany pionowo z resztą rakiety.
SLS nie jest rakietą, którą składa się w jednym miejscu od początku do końca. Jej elementy powstają i są przygotowywane w różnych ośrodkach, a dopiero potem trafiają do Kennedy, gdzie całość zaczyna wyglądać jak maszyna gotowa do startu, a nie osobne moduły z katalogu. W przypadku misji Artemis III ten etap właśnie się zaczął. Rakieta schodzi z poziomu przemysłowych komponentów i wchodzi na poziom finalnej integracji lotnej konfiguracji.
To rdzeń, bez którego nie ma misji
Główny człon SLS to zasadnicza część całej rakiety. Dwa zbiorniki w tej sekcji mieszczą łącznie ponad 2 mln litrów superchłodzonego paliwa i utleniacza dla czterech silników RS-25. Podczas startu i lotu zintegrowany człon ma pracować przez ponad 8 min i generować ponad 900 ton ciągu, wynosząc Oriona z załogą na orbitę.
Bez tego elementu nie ma czego składać, a bez złożenia nie ma ścieżki do startu. Jeśli kapsuła Orion jest statkiem dla astronautów, to ten człon jest mięśniem całego systemu. To on wykonuje najbardziej brutalną pracę energetyczną potrzebną, by oderwać misję od Ziemi i nadać jej odpowiedni profil lotu.
Kilka miesięcy temu NASA przebudowała architekturę programu Artemis i Artemis III nie ma już być pierwszym lądowaniem ludzi na Księżycu. Agencja ogłosiła niedawno, że dodała nową misję demonstracyjną w niskiej orbicie okołoziemskiej, a właśnie tę rolę ma pełnić Artemis III. Jej zadaniem będzie przetestowanie manewrów rendezvous i dokowania między Orionem a jednym lub oboma komercyjnymi lądownikami rozwijanymi przez SpaceX i Blue Origin. NASA chce dzięki temu sprawdzić zintegrowane operacje, systemy podtrzymywania życia, łączność, napęd i nowe skafandry xEVA przed właściwym lądowaniem.
Zamiast wielkiego medialnego finału w postaci pierwszego powrotu ludzi na powierzchnię Księżyca, Artemis III staje się czymś w rodzaju orbitalnej próby generalnej. I choć brzmi to mniej spektakularnie, z punktu widzenia inżynierii może być ruchem rozsądnym. NASA najwyraźniej uznała, że lepiej sprawdzić krytyczne elementy układanki w kontrolowanym środowisku blisko Ziemi niż ryzykować, że zbyt ambitny profil misji rozsypie się na etapie integracji różnych systemów.
Pierwsze lądowanie przesunęło się na misję Artemis IV
Po zmianie architektury to dopiero Artemis IV ma być pierwszą misją, która ponownie wyśle ludzi na powierzchnię Księżyca. NASA nadal celuje w początek 2028 r. jako termin tej wyprawy. Załoga ma wtedy przejść z Oriona do komercyjnego lądownika, polecieć na powierzchnię i wrócić do Oriona w orbicie księżycowej. Oznacza to, że Artemis III ma dziś ogromne znaczenie właśnie dlatego, że jest misją przygotowawczą dla czegoś dużo trudniejszego i bardziej ryzykownego.
Przeczytaj także:
To również tłumaczy, dlaczego NASA tak mocno podkreśla obecnie testowanie dokowania i współpracy z prywatnymi partnerami. Teraz sukces misji zależy od tego, czy państwowy Orion i SLS będą w stanie bezpiecznie współdziałać z komercyjnymi lądownikami i całą nową logistyką misji księżycowych. Artemis III ma więc przygotować nie tyle kolejny lot, ile nowy model współpracy całego programu.



















