Supertajny samolot przyglądał się startowi Artemis II. Przyleciał ze Strefy 51
Widok tej maszyny na niebie to prawdziwy ewenement, a jej obecność zawsze zwiastuje wydarzenia najwyższej wagi. Mowa o NT-43A.

NT-43A jest jednym z najbardziej pilnie strzeżonych sekretów amerykańskich sił powietrznych. Ten naszpikowany elektroniką i radarami samolot opuścił właśnie swoje bezpieczne gniazdo w Nevadzie, by pojawić się nad słoneczną Florydą. Cel? Wsparcie historycznej misji Artemis II, która po dekadach ma zabrać ludzkość z powrotem w okolice Srebrnego Globu.
Zobaczyć NT-43A na własne oczy to jak wygrać na loterii, zwłaszcza jeśli mówimy o wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Maszyna oznaczona kryptonimem RAT55 zazwyczaj operuje w głębokim cieniu, krążąc nad tajnymi bazami wojskowymi.
Jej nagłe pojawienie się w okolicach Melbourne na Florydzie, w bezpośrednim sąsiedztwie kompleksów startowych NASA, wywołało niemałe poruszenie wśród pasjonatów lotnictwa i technologii kosmicznych. Wszystko wskazuje na to, że agencja kosmiczna postanowiła sięgnąć po najpotężniejsze wojskowe narzędzia, by upewnić się, że powrót człowieka na Księżyc przebiegnie bez najmniejszych zakłóceń.
Latające laboratorium, które bada to, co niewidzialne
Aby zrozumieć fenomen tej sytuacji, trzeba przyjrzeć się samej maszynie. NT-43A nie grzeszy urodą. To mocno zmodyfikowany Boeing 737-200, który ze względu na doklejone z przodu i z tyłu gigantyczne kopuły radarowe przypomina nieco podniebnego potwora Frankensteina.
Ten pokraczny wygląd ma jednak głębokie uzasadnienie. Samolot służy na co dzień Dowództwu Logistycznemu Sił Powietrznych USA (Air Force Materiel Command) jako latająca platforma do pomiaru sygnatur radiolokacyjnych. RAT55 testuje najnowocześniejsze, niewidzialne dla radarów myśliwce i bombowce zbudowane w technologii stealth.
Zazwyczaj można go spotkać wyłącznie w okolicach legendarnych poligonów, takich jak lotnisko Tonopah Test Range w Nevadzie, baza Edwards w Kalifornii czy słynna Strefa 51. To tam, z dala od wścibskich oczu, NT-43A weryfikuje jakość powłok pochłaniających fale radarowe oraz ocenia skuteczność egzotycznych modyfikacji konstrukcyjnych.
Jego potężne radary oraz sensory podczerwieni umieszczone na dziobie i ogonie potrafią z chirurgiczną precyzją prześwietlić dowolny statek powietrzny. Dzięki temu wojsko jest w stanie ustalić tak zwaną Niebieską Linię, idealną trasę lotu, która gwarantuje pilotom maszyn stealth najwyższe szanse na uniknięcie wykrycia przez wrogą obronę przeciwlotniczą.
Więcej na Spider's Web:
Dlaczego NASA potrzebuje wojskowego szpiega?
Co zatem samolot stworzony do ukrywania myśliwców przed rosyjskimi czy chińskimi rakietami robi przy starcie pokojowej misji kosmicznej? Serwis The War Zone podaje, że odpowiedź kryje się w bezprecedensowych możliwościach analitycznych RAT55. Podczas startu rakiety Space Launch System (SLS) ze statkiem Orion, ogromne potężne matryce radarowe oraz modułowe czujniki elektrooptyczne i podczerwone NT-43A były idealnym narzędziem do zbierania zaawansowanej telemetrii.
Szczególnie intrygujący jest wątek powłok termicznych. Jednym z głównych zadań RAT55 w wojsku jest badanie specjalistycznych materiałów pokrywających kadłuby samolotów. W przypadku rakiet kosmicznych i kapsuł załogowych ochrona termiczna to absolutnie krytyczny element decydujący o życiu i śmierci astronautów.
Bardzo możliwe, że NASA chciała wykorzystać syntetyczne radary wojskowego Boeinga do precyzyjnego monitorowania zachowania tych materiałów w trakcie ekstremalnych obciążeń podczas startu. Żaden inny samolot nie jest w stanie zebrać tak szczegółowych, surowych danych radarowych i termicznych w czasie rzeczywistym.
Nowe życie weterana przestworzy
Decyzja o zaangażowaniu NT-43A jest tym bardziej fascynująca, że amerykańskie wojsko, a zwłaszcza Marynarka Wojenna, dysponuje całą flotą nowoczesnych maszyn do wsparcia testów rakietowych. Mowa tu chociażby o zmodyfikowanych odrzutowcach biznesowych Gulfstream G550 (NC-37B) czy dronach RQ-4 Global Hawk, które w przeszłości pomagały już NASA.
Wydaje się jednak, że ogromny, stary kadłub Boeinga 737 oferuje coś, czego brakuje nowszym dronom - gigantyczną przestrzeń. Pojemne wnętrze pozwala na zainstalowanie dodatkowych, specjalistycznych systemów pomiarowych, które agencja kosmiczna mogła uznać za niezbędne.
Nie bez znaczenia może być również fakt, że standardowa flota badawcza NASA uległa niedawno osłabieniu. Agencja dysponuje zaledwie trzema samolotami WB-57F, które zazwyczaj dbają o śledzenie optyczne startów. Jeden z nich zaliczył jednak w styczniu twarde lądowanie na brzuchu w Houston, a jego obecny status pozostaje wielką niewiadomą.
Niezależnie od tego, czy RAT55 jest po prostu zastępstwem, czy jedynym narzędziem zdolnym podołać nowym wymaganiom, jego misja nad Florydą to fascynujący zwrot akcji. Dla starzejącej się maszyny, która całe swoje życie spędziła w cieniu wojskowych tajemnic, udział w programie Artemis to przede wszystkim powrót na absolutny front technologicznej historii ludzkości.



















