Muszę mieć Anker SOLIX S2000. To najwydajniejsza mała stacja zasilania
Podczas Anker Days 2026 producent pokazał nowe słuchawki, roboty sprzątające, powerbanki oraz kamery. Na mnie największe wrażenie zrobił jednak Anker SOLIX S2000 – tak wydajna mała stacja zasilania 2010 Wh, jakiej świat jeszcze nie widział.

Widziałem, jak kilkaset złotych gnije w lodówce. W postaci warzyw, mięsa, nabiału. Najbardziej bolały rozmrożone porcje w kieszeni zamrażarki. Okropny smród. Nie było mnie raptem przez weekend, ale latem tyle wystarczy. Wszystko było do wyrzucenia. Zapowiadało się generalne czyszczenie oraz wietrzenie domku. Kilka dni później kupiłem pierwszą stację zasilania.
Początkowo stacja zasilania miała służyć jako alternatywne źródło energii dla kluczowych sprzętów domowych. Wakacyjny domek jest bowiem przyłączony do starej instalacji, która lubi siadać w najmniej oczekiwanym momencie. To koniec świata, zaraz pod piękną puszczą, tutaj żaden serwisant nie dojedzie w godzinę. Czasem dzwoni, że nie dojedzie wcale, na przykład przez warunki pogodowe. Asfalt? Ha, dobre sobie.
Szybko odkryłem, że stacja może być nie tylko zabezpieczeniem, ale też cudnym, choć ciężkim, powerbankiem
Zacząłem zasilać z niej projektor w ogrodzie, rzucając ponad 100-calowy obraz na ścianę stodoły. Na ogródku działkowym to ze stacji zasilaliśmy telewizor oraz konsolę, oczywiście jednocześnie. Kilka godzin zabawy na wypasie, zero kombinowania z kablami. Do stacji podłączyłem także piłę szablastą, pozbywając się pniaków, z którymi od lat nieskutecznie walczyłem siekierą.

Teraz względnie małe, poręczne, przenośne stacje zasilania to jeden z moich pobocznych koników. Czytam o nich, śledzę branżę i fantazjuję, jak kiedyś rozłożę się na kilka dni z taką jednostką, panelami słonecznymi oraz namiotem gdzieś w okolicach Yellowstone. Albo Wielkiego Kanionu. Czymże jest bowiem wrzucić 16-kilową stację na pakę samochodu. Regularnie znosiłem z 2 piętra podobnie ciężkie hulajnogi elektryczne.
Z tej perspektywy Anker SOLIX S2000 wygląda jak spełnienie moich marzeń. Nie było tak wydajnej, małej i lekkiej stacji
SOLIX S2000 to magazyn o pojemności 2010 Wh z mocą wyjściową 1500W oraz mocą szczytową do 3000W. Tego typu stacje nie powalają zapasem mocy, ale Anker wprowadza tutaj małą rewolucję: ich magazyn pobiera tylko 6W w trybie czuwania, co przekłada się na dłuższe działanie nawet o 1/5. Przykładowo, S2000 ma zasilać przeciętną lodówkę aż do 35 godzin, wobec 22 - 25 godzin u konkurencji.
Anker SOLIX S2000 potrafi też zasilać inne urządzenia podczas ładowania własnych baterii (pass through) z sieci lub panelami solarnymi do 400W. Stacja została też wyposażona w tryb UPS, automatycznie przejmując obciążenie z sieci w czasie mniejszym niż 20 ms. Większość telewizorów, klimatyzatorów i lodówek nie powinna mieć czasu, aby się wyłączyć.
No i te porty oraz gniazda! Anker SOLIX S2000 ma trzy gniazda sieciowe na przedzie oraz dwa na tyle (łącznie pięć). Dobre rozłożenie, pozwalające uniknąć plątaniny kabli. Do tego dochodzą zasilające porty USB: USB-A 12W, USB-C 15W oraz USB-C 100W. Jest także wejście solarne oraz gniazdo AC uzupełniające 80% baterii w 80 minut. Łatwo zapamiętać. Z taką kolekcją portów można jednocześnie zasilać nie tylko lodówkę, ale też kilka innych kluczowych urządzeń: lampę, telewizor, laptopa czy smartfony.

Najbardziej przemawiają do mnie jednak gabaryty. Anker SOLIX S2000 jest tak poręczny, że nic tylko przenosić
Anker chwali się, że ich najnowsze urządzenie jest o 30% mniejsze i 25% lżejsze względem konkurencji. Mamy bowiem do czynienia ze stacją o masie wynoszącej nieco ponad 16 kg, z 32 cm wysokości, 28 cm długości oraz 21 cm szerokości. Pod względem objętości to jak zgrzewka wody mineralnej. Albo kabinówka do samolotu.
- Wysokość: 32,3 cm
- Długość: 28,2 cm
- Szerokość: 20,8 cm
- Masa: 16,2 kg
Oczami wyobraźni widzę, jak wyciągam taki sprzęcik z szopki, przenoszę do ogrodu, stawiam na stole, a potem podłączam do niego telewizor i konsolę. 5 godzin zabawy w Mario Kart World wycisnę leciutko. Możliwe, że znacznie więcej. Z kolei wysoka wydajność sprawia, że w połączeniu z panelami i dobrą pogodą Anker SOLIX S2000 jest w zasadzie samodzielny, pozwalając na długie, weekendowe wypady pod namiot albo na ryby. Wszystko z jednym sprzętem o wielkości sporej mikrofali.
Sam design także jest niczego sobie. Wrażenie robi również żywotność urządzenia

Litowo-żelazowo-fosforanowe akumulatory LiFePO4 zapewniają według producenta około 10000 cykli ładowania. Według Ankera jest to czas zbliżony do 15 lat użytkowania. Czyli mamy sprzęt na solidnie ponad dekadę intensywnego użytkowania. Do tego taki, który nie wymaga żadnego specjalnego miejsca do działania. Pionowa, wolno stojąca obudowa w kształcie małego PC bez problemu zmieści się przy każdej ścianie, na każdym stole, nawet na krześle. Z takimi gabarytami S2000 ustawimy także na kuchennym blacie, o ile będzie taka potrzeba.
Z kolei rzut oka na ekran na froncie obudowy wystarczy, aby zyskać wgląd w trzy najważniejsze parametry: poziom naładowania stacji, moc na wyjściu oraz moc na wejściu. Dzięki tym informacjom wiemy, jak zasobożerne są podłączone urządzenia, jak wydajne są panele fotowoltaiczne (o ile z nich korzystamy) oraz ile godzin działania (w przybliżeniu) nam pozostało. Bardziej zaawansowane ustawienia znajdują się z kolei w aplikacji na smartfonie.
Co najlepsze, Anker SOLIX S2000 będzie niezwykle przystępny cenowo. Przynajmniej tak się zapowiada
Cena przedpremierowa stacji Anker SOLIX S2000 ma wynosić 679 dolarów. Dodajmy do tego podatki, a wychodzi plus minus 3500 zł. Baaardzo korzysta stawka. Wręcz nazbyt korzystna. Markowa konkurencja w segmencie 2000 Wh jest prawie dwukrotnie droższa. Anker tworzy produkty jakościowe, zwłaszcza w segmencie zasilania, dlatego wciąż trudno uwierzyć mi w tę premierową cenę. Nawet mając prasówkę przed oczami.
Jeśli nic się nie zmieni, zapowiada się zakupowy pewniak. Na wiosnę i jesień do ogrodu, na lato do domku wakacyjnego. Do tego przez cały rok jako zabezpieczenie kluczowych sprzętów domowych. Nie każdy zdaje sobie bowiem z tego sprawę, ale wystarczą tylko 4 godziny bez prądu, aby wewnątrz lodówki temperatura zaczęła szybko rosnąć. Boleśnie (i kosztownie) się o tym przekonałem.



















