REKLAMA

Rząd miesza w sprawie podatku od kaucji. Jedni mówią "bzdura", inni "to zależy"

Niby trzeba spełnić bardzo określone warunki, ale rząd nie jest w stu procentach jednomyślny. 

kaucja podatki
REKLAMA

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi branżowego eksperta. O ile zwrot własnych butelek i puszek nie jest sprawą dla fiskusa, tak wszystko komplikuje się, gdy oddawane są opakowania, których wcześniej się nie nabyło. Do automatu przychodzi się więc po nieswoją kaucję, a co za tym idzie - zarabia się, bo to nie są pieniądze, które do nas wracają. 

Mówiąc wprost, gdy ktoś dorabia kilkaset złotych dziennie codziennie przez cały rok, to już nie zbieracz-amator, tylko przedsiębiorca, nawet jeśli sam siebie tak nie postrzega. I nie ma tu znaczenia, że pieniądze "wypluwa" automat, każda taka transakcja zostawia ślad cyfrowy, a operatorzy systemu kaucyjnego prowadzą szczegółową ewidencję – wyjaśniał Piotr Juszczyk z InFaktu. 

REKLAMA

Samo "dorabianie kilkaset złotych dziennie" pokazuje, że analizowane jest niezbyt prawdopodobne źródło zarobku. Furtka teoretycznie się otwiera, choć trudno wyobrazić sobie, by ktokolwiek był jeszcze w stanie znaleźć tyle opakowań ot tak i to dzień w dzień.

Do tematu odniósł się wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda, wyjaśniając, że wszystko zależy od skali przedsięwzięcia. 

Jeśli to jest w wersji zorganizowanej, kiedy mamy osoby, które dla nas zbierają, a my tylko i wyłącznie korzystamy, to wtedy ślady organizacyjne i przede wszystkim systemowe działalności gospodarczej są widoczne i takie rzeczy na pewno będą opodatkowane  - zaznaczył szef KAS.  

REKLAMA

Mowa więc o bardzo hipotetycznej sytuacji

Musiałby to być prawdziwy kaucyjny biznesowy moloch, aby komukolwiek opłacało się wynagradzać pracowników za zbieranie opakowań. Po co jednak ci mieliby znosić butelki i puszki w dużych liczbach, skoro mogliby ominąć pośrednika i samemu udać się do butelkomatów, zgarniając pełną kwotę kaucji? Chyba że taka działalność byłaby tylko jednym z obowiązków. Tak czy siak, sytuacja z cyklu "co by było gdyby". 

REKLAMA

Polska Agencja Prasowa postanowiła jednak drążyć temat. Ministerstwo Finansów odpowiedziało na pytania PAP, wyjaśniając, że kaucja ma charakter zwrotny, a osoby fizyczne, które "poniosły wydatek na kaucję, którą następnie odzyskują, dokonując zwrotu opakowań objętych systemem kaucyjnym, nie osiągają przychodu w rozumieniu przepisów ustawy PIT".

REKLAMA

No dobrze, a co z kaucyjnymi przedsiębiorcami? 

(...) w przypadku, gdy uzyskane świadczenie nie ma charakteru zwrotnego, czyli osoba, która je uzyskała, nie odzyskuje w ten sposób swojego wydatku, to może to rodzić obowiązek podatkowy w podatku PIT. Na gruncie ustawy PIT obowiązuje bowiem zasada powszechności opodatkowania. Oznacza to, że opodatkowaniu podatkiem dochodowym podlegają wszelkiego rodzaju dochody, z wyjątkiem dochodów zwolnionych z opodatkowania - dodano.

REKLAMA

Resort zastrzega jednak, że "oceny, czy uzyskane świadczenie podlega opodatkowaniu oraz w jaki sposób, w jakiej wysokości dokonuje się zawsze w konkretnym stanie faktycznym". Czyli - wszystko zależy, to trzeba usiąść na spokojnie, sprawdzić. Zabrakło tylko klasyka: "jutro mi pokażesz". 

Nie da się ukryć, że jest to trochę burza w szklance wody

Owszem, czasami robi się głośno o kaucyjnych rekordzistach, którzy są w stanie odbierać kupony na kilkaset złotych, ale to jednak mniejszość. Biedronka swego czasu zwracała uwagę, że zwroty obejmujące ponad 50 opakowań stanowiły "nieco ponad 5 proc. wszystkich wydanych voucherów". Większość na systemie kaucyjnym najpewniej nie zarabia i nie dorabia, a jedynie odzyskuje swoje własne już wcześniej zarobione pieniądze.    

Co nie zmienia faktu, że te różnice w głosach zaskakują. Ministerstwo Klimatu na swoich stronach cytuje wiceministrę klimatu i środowiska Anitę Sowińską, dla której pogłoski o podatku za kaucję to "kompletna bzdura" i jeszcze jeden dowód na dezinformację. Nie wiemy jednak, czy chodzi o podatek dla osób, które zwracają kaucję, czy też o hipotetyczną sytuację, kiedy ktoś zatrudnia innych do zbierania puszek i butelek. O takim scenariuszu mówił w końcu szef KAS. A jak w takim razie traktować komunikat Ministerstwa Finansów przesłany PAP?

Można zrozumieć, że sprawa jest skomplikowana i w sumie to nikt nic nie wie, jak w czeskim filmie - to w końcu problem nowy, a na dodatek mocno teoretyczny. Ale skoro rząd doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy absurd może zostać wykorzystany jako kij do bicia, to można byłoby spodziewać się spójnych, konkretnych odpowiedzi. Tymczasem jeden resort widzi to tak, drugi inaczej, dostrzegając niuanse i haczyki. 

REKLAMA

Zdjęcie główne wygenerowane przy pomocy SI.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-02T07:43:10+02:00
Aktualizacja: 2026-06-02T06:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T21:23:24+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T17:32:30+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T16:41:42+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T16:00:12+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T15:30:18+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T13:58:03+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T13:18:05+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA