REKLAMA

Polskie miasta toną w dzikich wysypiskach. A my za to płacimy

Polskie miasta mają olbrzymi problem ze śmieciami. Mieszkańcy wyrzucają je nie tam, gdzie trzeba. 

odpady
REKLAMA

Za sprawą systemu kaucyjnego przez kraj przetoczyła się dyskusja o tym, że nowe przepisy uczyniły z nas śmieciarzy. Sprzątanie po kimś przedstawione zostało jako coś złego, hańbiącego, czyn, który nie przystoi. Przymykało się za oczy na tych, którzy śmiecą i zostawiają swoje odpady gdzie popadnie, jakby właśnie to było czymś normalnym. Jak bardzo sprawa została postawiona na głowie pokazuje problem, z którym mierzyć musi się wiele miast w Polsce. Mnóstwo osób wyrzuca odpady w niedozwolonych miejscach, a płacą za to wszyscy.

Radio Łódź poinformowało, że miasto tylko w ubiegłym roku wydało 1,2 mln zł na usuwanie dzikich wysypisk śmieci. Łącznie zebrano 600 ton nielegalnie składowanych odpadów. 

REKLAMA

Łodzianie podkreślają, że ludzie wyrzucają śmieci do lasu, by uniknąć opłat za ich utylizację - zaznacza rozgłośnia. 

To nie tylko problem Łodzi, a wręcz całej Polski. Krakowski oddział TVP 3 opisał przykład parku Aleksandry, który niedawno przeszedł rewitalizację i miał być "wizytówką południowej części miasta". Tymczasem park nierzadko zamienia się w wysypisko. Śmieci przybywa i to nierzadko bardzo dużych, jak np. meble. 

Podobny problem dotknął centrum Opola, gdzie na dzikim wysypisku lądują kartony, niepotrzebne meble czy stare ubrania. 

Ze specjalnym apelem do mieszkańców zwróciły się władze gminy Dukla. Dotyczył właśnie problemu nielegalnego wyrzucania odpadów na terenie gminy. 

REKLAMA

W ostatnim czasie coraz częściej ujawniane są tzw. "dzikie wysypiska" zlokalizowane w lasach, na polach, przy drogach oraz na terenach należących do gminy. Wśród porzucanych odpadów znajdują się m.in. odpady budowlane, zużyte opony, sprzęt RTV i AGD, meble oraz inne odpady komunalne - opisano. 

Władze gminy zwróciły uwagę, że tak naprawdę tracą na tym wszyscy. I nie tylko dlatego, że środowisko jest zanieczyszczone. Jak wyjaśniono, utrzymanie obecnych stawek - a te, jak dodano, są jedne z najniższych w okolicy - jest "możliwe wyłącznie wtedy, gdy system gospodarowania odpadami funkcjonuje prawidłowo i nie generuje dodatkowych kosztów związanych z usuwaniem dzikich wysypisk".

Już teraz podkreślono, że wraz z narastaniem problemu konieczne będą działania w postaci podniesienia stawek za gospodarowanie odpadami komunalnymi. 

REKLAMA

"Efekt kuli śniegowej" 

W rozmowie z Radiem Kielce Bogusław Kmieć, rzecznik Straży Miejskiej w Kielcach, zauważa, że śmieci dorzucane są do istniejących odpadów. Tworzy się więc efekt kuli śniegowej, a sytuacja bardzo szybko może wymknąć się spod kontroli.

(...) inne osoby, korzystając z tego, że już coś tam leży, dosypują również swoje. Jeśli nie zostanie ono wykryte odpowiednio szybko, to może rozrosnąć się do dużych rozmiarów – podkreślił. 

REKLAMA

Prosty efekt psychologiczny: skoro wszyscy wyrzucają w tym miejscu śmieci, to odpowiedzialność się rozmywa. 

Na inny pozornie usprawiedliwiający czynnik zwrócili także uwagę naukowcy z Wydziału Nauk Geograficznych na Uniwersytecie Łódzkim, którzy badają temat nielegalnych wysypisk powstających na terenie miasta. Tam, gdzie już jest zaniedbana przestrzeń - dzika, nieuporządkowana, nieposprzątana - łatwiej dołożyć swoją cegiełkę do śmieciowego chaosu. W końcu podrzucający odpady może tłumaczyć się sam przed sobą: to nie ja, tak już było. 

REKLAMA

Paradoks polega na tym, że potrzebujemy miejsc dzikich

Autorzy badania wyjaśniają, że "enklawy dzikiej przyrody pełnią funkcję korytarzy ekologicznych, poprawiają odporność miast na zmiany klimatu czy też ograniczają efekt miejskiej wyspy ciepła". 

REKLAMA

"W wielu przypadkach ich wartość wynika właśnie z braku intensywnej ingerencji człowieka" - dodają. Niestety, człowiek pojawia się bardzo szybko, a wraz z nim zużyte opony, zepsute szafy, stare telewizory i lodówki, dawno nienoszone spodnie, sukienki, bluzy. Pozytywny efekt dzikich, zapuszczonych stref zanika, a środowisko traci, zamiast zyskiwać.

Nielegalne wysypiska to nie tylko problem odpadów pozostawionych w przestrzeni miejskiej, ale także zjawisko odsłaniające szersze mechanizmy społeczne związane z odpowiedzialnością za wspólną przestrzeń, codziennymi praktykami mieszkańców i sposobami organizowania miejskiego ładu - podkreślają jeszcze autorzy badania. 

W tym właśnie rzecz. Czkawką odbija nam się popularne podejście, że wspólne oznacza niczyje. Skoro coś jest dla każdego, to tak naprawdę należy do nikogo, więc można o to nie dbać, zanieczyszczać, niszczyć. 

REKLAMA

Tymczasem prędzej czy później rachunek zostanie wystawiony. Dosłownie i w przenośni: w postaci zanieczyszczonego środowiska, ale też za sprawą rosnących stawek za gospodarowanie odpadami komunalnymi. 

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-01T21:23:24+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T17:32:30+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T16:41:42+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T16:00:12+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T15:30:18+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T13:58:03+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T13:18:05+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T12:45:27+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T12:00:44+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T11:49:03+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T09:32:13+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T09:04:11+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA