Flixbus rusza na Hel. Szatańską linią
Ktoś tu nie boi się dolać oliwy do ognia - a o kontrowersje nietrudno, bo polskie piekiełko już dało o sobie znać przy podobnych sprawach.

"Jesteśmy 666… a ty nie!" - mógłby zaśpiewać Flixbus PKS-owi Gdynia, gdyby tylko zielony przewoźnik znał zespół 666 Aniołów, coverujący utwory grupy Misfits (i gdyby przewoźnicy autobusowi właśnie tak ze sobą się komunikowali...). To właśnie Flixbus będzie realizował połączenia na Hel linią 666.
W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie wakacyjnymi podróżami nad Bałtyk, FlixBus uruchamia nowe, bezpośrednie połączenia na Hel z Krakowa i Warszawy. Nowa linia będzie kursować pod numerem 666 - wyjaśnia przewoźnik w komunikacie.
Trzy szóstki jadące na Hel - hell to po angielsku piekło - wydają się być marketingowym samograjem. Zresztą o połączeniu już piszą zagraniczne media. Co dla jednych jest świetną reklamą, dla innych stało się utrapieniem. Numeracja nawiązująca do liczby Bestii, szatana, wcześniej wykorzystywana była przez PKS Gdynia. I rozpętało się piekło.
Jak przypominał portal trojmiasto.pl, linia 666 funkcjonowała od 2006 r. Trasa na Hel trzy szóstki dostała może nie tyle co przez przypadek, ale wbrew pozorom nie był to stuprocentowy chwyt marketingowy. Wcale nie silono się na kontrowersje. Po prostu pojawiła się całkiem logiczna opcja.
Ówczesny PKS Wejherowo, którego spadkobiercą jest PKS Gdynia, przeprowadził rewolucję w rozkładach i trasach przejazdu autobusów. Wszystkie linie autobusowe, które kursowały w powiecie puckim w roku szkolnym, otrzymały numery od 650 do 664. Linie sezonowe otrzymały numerację od 665 do 669 - wyjaśniał serwis.
Komuś trzy szóstki przypaść musiały, więc uznano, że da się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i skierować linię prosto do Helu. A że był to ogień piekielny - cóż, stało się.
Z czasem ta symbolika zaczęła uwierać, pojawiły się głosy niezadowolenia, protesty. Walka z demonicznym autobusem okazała się skuteczna, bo PKS Gdynia odwrócił ostatnią szóstkę i na Hel jeździł ostatecznie pojazd oznaczony liczbą 669.
Po zmianie do przewoźnika pisali zwolennicy starej numeracji, ale ostatecznie przewoźnik bał się kontrowersji. Z ogniem nie boi się igrać za to FlixBus, który właśnie linią 666 wyśle na Hel autobusy.
Jest 2026 r., a liczba 666 dalej może budzić niemałe kontrowersje
Przekonano się o tym w Mysłowicach, którym prawa miejskie nadano w 1360 roku. Ktoś spojrzał w kalendarz, chwycił za kalkulator i wyszło mu, że miasto obchodzi może nie okrągłą, ale jednak wpadającą w oczy rocznicę. Od tego istotnego wydarzenia minęło w końcu 666 lat.
Część obchodów, w postaci koncertu alternatywnych kapel, zaplanowano na 6 czerwca 2026 r., czyli… 6.6.(202)6. Za dużo tych szóstek jak na jedno miasto, więc impreza rocznicowa została oprotestowana.
Sytuację zaostrzał fakt, że w Boże Ciało w mieście od lat organizowany jest wielki koncert muzyki chrześcijańskiej "Bądź jak Jezus". W tym roku to święto kościelne przypada 4 czerwca, czyli zaledwie dwa dni przed planowanym koncertem jubileuszowym. Zderzenie święta religijnego z imprezą reklamowaną "szatańską" datą wywołało spory zgrzyt światopoglądowy - relacjonował portal ctmyslowice.pl.
- My wiemy w jakiej kulturze jesteśmy, nawet jak ktoś nie wierzy, to ogólnie ta liczba nie jest dobrze kojarzona, więc jest to po prostu głupi pomysł. (...) Tak czy inaczej, realnie myślę, że tworzenie sobie jakiegoś PR czy clickbaitu, czy fajnego nagłówka, ze robimy 666-lecie 6 czerwca 2026 roku jest dla mnie po prostu ruchem głupim. Tak to nazwę – głupim, nie będę tego może bardziej rozwijał - grzmiał radny Grzegorz Sałata w trakcie marcowej sesji rady miasta.
Doszukujący się symboliki mogą uznać, że dobro po raz kolejny wygrało ze złem, bo koncert muzyki alternatywnej z okazji 666 rocznicy nadania praw miejskim odwołano.
Nie, żebym cokolwiek podpowiadał albo zachęcał do płatania figli, ale wyobrażam sobie, że komuś siada na ramieniu mały diabełek, szepcze coś do ucha, po czym autobus linii 666 jadący na Hel robi sobie przystanek w Mysłowicach…
A pisząc już całkowicie poważnie, rozumiem, że różni ludzie wierzą w różne rzeczy, więc niektóre kwestie mogą być wyjątkowo drażliwe. Sam zdaje mi się wyrosłem już z tanich prowokacji i znam lepsze rozrywki niż wymachiwanie czerwoną płachtą, byle tylko wkurzyć byka. Ale warto znać proporcje i zachowywać umiar, jeśli dana akcja nikomu wprost krzywdy nie robi. Jeżeli Prawdziwe Zło istnieje to raczej objawia się w innej formie niż w postaci liczby na autobusie czy specyficznej dacie koncertu. A skoro tak, to lepiej przeznaczyć siły na walkę z prawdziwymi przejawami diabelskich sił. Na niewinne igraszki lepiej po prostu machnąć ręką.
Zdjęcie główne: K-FK / Shutterstock



















