REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Social media

Wiecie, co jest gorsze od czelendży na TikToku? Politycy na TikToku

Donald Tusk założył konto na TikToku. Z miejsca zgarnął ponad 3600 obserwujących, a jego pierwsze nagranie z "debatą" Tusk vs Kaczyński obejrzało już blisko 277 tys. ludzi. Lider Platformy Obywatelskiej nie jest jednak ani pierwszym, ani jedynym polskim politykiem na TikToku, bo tych jest tam coraz więcej. I jest to bardzo zła wiadomość.

Donald Tusk na TikToku
REKLAMA

Polscy politycy na TikToku są od dawna. Swoje konta mają tam przedstawiciele bodajże wszystkich liczących się ugrupowań (i tych nieliczących się też, patrz: konta polityków Konfederacji). Ba, nawet sam prezydent RP założył konto na TikToku w marcu 2020 r., by dotrzeć do młodych odbiorców z komunikatami odnośnie do pandemii. Chwilę później konto Andrzeja Dudy zostało jednak zawieszone, ale o tym za chwilę.

REKLAMA

Teraz swoje konto ma też Donald Tusk i coś czuję, że w ślad za nim pójdą wszyscy politycy wysokiego szczebla, którzy jeszcze tam nie występują. Wszak wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami, więc politycy muszą świecić swoimi twarzami ze wszystkich stron, a to oznacza nie tylko wciskanie nam do gardeł ulotek ze swoim wizerunkiem i łypanie wzrokiem z billboardów, ale także wzmożoną aktywność w mediach społecznościowych.

Polscy politycy na TikToku - jest kilka plusów.

Największym plusem wzmożonej aktywności polityków na TikToku (i prawdopodobnie najbardziej pożądanym zwrotem inwestycji polityków w TikToka) jest wyższa frekwencja przy urnach. Młodzi ludzie nie głosują, to jasne na każdych jednych wyborach. W 2019 r. frekwencja była relatywnie wysoka, bo wynosiła blisko 62 proc., ale to wciąż oznacza, że blisko połowa uprawnionych do głosowania osób nie poszła oddać głosu. Nagrania na TikToku mają więc dotrzeć do tych, którzy się politykom nie interesują, by ściągnąć ich na głosowanie i przy okazji przekabacić na stronę tej czy innej partii politycznej.

Drugi plus to ekspozycja polityków na współczesność, jakkolwiek to brzmi. Ok, być może politycy tacy jak Donald Tusk czy Andrzej Duda nigdy nie skorzystają samodzielnie z TikToka, bo mają od tego ludzi. Wielu polityków jednak angażuje się w social mediach osobiście i nawet jeśli nie prowadzą kont samodzielnie, to aktywnie uczestniczą we wszelkich działaniach. Tacy politycy mogą zobaczyć, o co w tym TikToku chodzi i może choć odrobinkę lepiej zrozumieć młode pokolenie, do którego próbują trafić.

Sęk w tym, że TikTok to bodajże najgorsza ze wszystkich platform do uprawiania polityki.

Politycy na TikToku? To ja już wolę głupie czelendże.

TikTok jest fatalnym miejscem dla szeroko pojętej polityki z kilku względów. Pierwszym i najmniej oczywistym jest... bezpieczeństwo. Konto prezydenta Andrzeja Dudy zostało zawieszone ledwie kilka miesięcy po jego założeniu, a filmy ukryte. Dlaczego? Można domniemywać, że prezydentowi RP po udanej kampanii prezydenckiej po prostu znudziła się ta platforma, tym bardziej, że o reelekcję ubiegać się już nie będzie musiał.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, iż głównym tego powodem była ekspertyza kontrwywiadu, iż należący do chińskiej firmy Byte Dance serwis stanowi potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Do podobnych wniosków doszedł zresztą Departament Bezpieczeństwa Narodowego USA, rekomendując zakaz wykorzystywania aplikacji na urządzeniach rządowych, który wszedł w życie w sierpniu 2020 r., zaś administracja Joego Bidena zamierza jeszcze w tym roku ograniczyć użytkowanie TikToka w Stanach Zjednoczonych.

Pomijając jednak kwestie bezpieczeństwa i tego, czy Chińczycy mogliby szpiegować polskich polityków czy też nie… TikTok ze względu na swoją formę jest bardzo groźnym narzędziem w rękach polityków i może sporo namieszać.

Polscy politycy na TikToku
Polscy politycy na TikToku

Zacznijmy może od tego, że na TikToku - bardziej niż w jakimkolwiek innym serwisie - panuje totalna tyrania beki. Wszystko musi być śmieszne. Jak nie jesteś śmieszny, to nie istniejesz. Nawet Donald Tusk na swoim pierwszym wideo próbuje być śmieszny. Sęk w tym, że nie powinniśmy chcieć, żeby politycy byli śmieszni, tylko żeby byli skuteczni. Pan wybaczy, Panie Tusk, ale nie chcę się śmiać z wyimaginowanej debaty z Kaczyńskim, bo tym cała Polska rzyga od dwóch dekad. Chcę zobaczyć realny program Platformy Obywatelskiej na przetrwanie i wyjście z kryzysu.

Co prawda podejrzewam, że politycy opozycji modlą się, by ich nie wybrano, bo musieliby naprawdę zająć się sprzątaniem całego tego gospodarczego bałaganu, ale jednak od polityków oczekuję przedstawiania konkretów, a nie śmiesznych filmików. Od tego mamy influencerów i innych internetowych błaznów.

Niestety młode pokolenie jest bardzo podatne na te filmiki, a to bardzo niedobrze, bo nie można dopuścić do sytuacji, w której o sympatii lub antypatii do polityka będzie decydować to, który sztab wyborczy umie wymyślić śmieszniejsze wideo. I nawet nie mówcie mi, że jak ktoś będzie chciał, to sobie sprawdzi program wyborczy gdzie indziej. Niczego nie sprawdzi, bo TikTok skonstruowany jest tak, żebyśmy po 3 minutach nie pamiętali, co oglądamy. Zostają w nas tylko mgliste pozostałości emocji, bez konkretów. Na retencję informacji nie ma czasu.

I to prowadzi mnie do kolejnego problemu - TikTok nie jest miejscem na jakiekolwiek niuanse.

Przekaz musi być łopatologiczny, szybki i prosty, a to oznacza, że politycy będą tam jeszcze bardziej niż gdziekolwiek indziej dopuszczać się uproszczeń i populizmu, posługiwać się zdaniami wyrwanymi z kontekstu celem ośmieszenia strony przeciwnej i uciekać się do półprawd, byle tylko postawić na swoim. Robią to już na Twitterze i obserwujemy codziennie, jakie niesie to ze sobą skutki: nie ma drugiej grupy społecznej, która w równym stopniu szkodziłaby debacie publicznej, co politycy. Nawet użytkownicy Wykopu nie mogą się z nimi równać. A przez naturę TikToka, która nie zachęca do weryfikacji czegokolwiek, ludzie będą łykać te bzdury jak pelikany. Na Twitterze, który jest równie powierzchowny, relatywnie łatwo jest wypunktować polityka plotącego bzdury i wszyscy to widzą. Na TikToku nikt nie zawraca sobie głowy patrzeniem w komentarze. Z tego względu TikTok jest też siedliskiem fake newsów, których - co za niespodzianka - również prawie nikt nie weryfikuje.

Polscy politycy na TikToku

W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, od kilku lat widać drastyczny spadek poziomu debaty publicznej. Politycy, dziennikarze, zdawałoby się - prominentni przedstawiciele społeczeństwa - posługują się językiem rynsztokowym i uciekają się do absolutnie tanich, podłych zagrywek, byle tylko podminować swoich politycznych oponentów. TikTok nadaje się do tego jak żadne inne medium, bo nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, by weryfikować oglądane rewelacje. W końcu to tylko jeden ze śmiesznych filmików. A sztaby wyborcze nie są głupie. Ludzie w bezpośrednim otoczeniu wyrachowanych polityków doskonale wiedzą, jak wykorzystać specyfikę medium na swoją korzyść, tak jak wykorzystują algorytmy profilowania na Facebooku czy troll-konta na Twitterze.

REKLAMA

Są oczywiście politycy, którzy potrafią korzystać z mediów społecznościowych w mniej podły sposób i którzy wykorzystują platformy internetowe do rzeczywistej komunikacji z wyborcami. W przeważającej większości social media służą politykom przede wszystkim do siania fermentu i ciągłych starć z politykami innych ugrupowań.

Niestety nie mam dla tego tekstu mądrej pointy, a apel "politycy: wara od social mediów" byłby niczym więcej, jak zawołaniem starego człowieka krzyczącego na chmury. Powiem tylko tyle, że tęsknię do czasów, gdy szczytem bezczelności polityków w mediach (nie tylko społecznościowych) było rzucanie się sztućcami w porannym programie Moniki Olejnik.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA