REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Nokia nie będzie ścigać się z Apple i Google

REKLAMA
REKLAMA

Wywiad z George Linardosem, wiceprezesem Nokii. O tym, czy Ovi Store świeci pustkami, Nokiach z Androidem, zarabianiu na darmowej nawigacji i o… pięknie Nokii.

George Linardos jest wiceprezesem Nokii ds. mediów. Do jego obowiązków należy przede wszystkim rozwijanie platformy Ovi. Miałem okazję rozmawiać z nim podczas tegorocznego Nokia World.

Michał Młynarczyk: – Jedną z nowości zaprezentowanych na Nokia World są dodatkowe metody zarabiania na aplikacjach. Jak to działa?

George Linardos: – To, co próbujemy zbudować od lat pod marką Ovi to globalna platforma dystrybucji mediów. Jeśli spojrzymy na to, jak ten rynek wyglądał pięć lat temu, zobaczymy niewielką grupę zaawansowanych użytkowników, którzy instalują w swoich telefonach gry i dzwonki. Tak to wtedy wyglądało.

W międzyczasie rynek dojrzał – upowszechniły się szybkie sieci 3G, świadomość użytkowników się zwiększyła. Dzisiaj ludzie (mam na myśli mainstream) rozumieją, że komórka służy nie tylko do rozmawiania i wysyłania SMSów. Jesteśmy w punkcie przegięcia. Gdy trend się zmienia, biznes musi za tą zmianą nadążyć. Modele biznesowe dystrybucji mediów muszą dojrzeć. Niektórzy z naszych konkurentów zarabiają mnóstwo pieniędzy mając stosunkowo niewielu klientów. Nam jednak zależy na stworzeniu platformy, która pozwoli temu nowemu trendowi w pełni się rozwinąć.

Co to oznacza w praktyce?

– Chcemy mieć platformę, która jest możliwie najprostsza w obsłudze – zarówno dla użytkowników, jak i dla dostawców treści (developerów, itd.). Korzystając z międzynarodowej pozycji Nokii (doświadczenia, marketingu), z jednej strony staramy się zwiększać popyt na te treści, a z drugiej dajemy twórcom narzędzia do ich tworzenia. Gdzieś po środku mieszczą się metody monetyzacji, takie jak płatności wewnątrz aplikacji (zaprezentowane na Nokia World 2010).

Jeśli już jesteśmy przy pieniądzach – Ovi to jedyny sklep z aplikacjami, w którym na tak dużą skalę dostępne są płatności za pośrednictwem operatora (opłata jest dopisywana do rachunku, nie wymaga się karty kredytowej). Jak popularna jest ta opcja?

– Oferujemy taką możliwość w 90 sieciach na całym świecie. Jeśli na rynku, na którym dotąd można było płacić tylko kartą dodajemy opcję operatorską, obserwujemy trzynastokrotny (!) wzrost liczby transakcji. Dwie trzecie wszystkich transakcji, które realizujemy w Ovi Store przechodzi dziś przez kanał operatorski. Tyle, że wprowadzenie takiej możliwości nie jest wcale proste. Standardowy podział dochodów 70/30 (70% dla developera, 30% dla operatora sklepu) kompletnie się nie sprawdza, bo trzeba doliczyć jeszcze marżę operatora komórkowego (i dopiero potem dokonać podziału). A różni operatorzy mają różne marże i developer nigdy nie może być pewny, ile zarobi.

My upraszczamy ten model. Jeśli aplikacja zostaje kupiona za pomocą karty kredytowej, utrzymujemy podział 70/30, ale w przypadku płatności przez dopisanie do rachunku za telefon, od 1 października obowiązuje zasada 60/40 (60% dla developera, 40% dla Nokii i operatora). W wielu przypadkach Nokia subsydiuje opłaty operatorskie.

Telefony Nokii działają na wielu różnych platformach. Czy nie sądzicie, że to spory problem dla twórców aplikacji?

– Naszą odpowiedzią jest Qt [zestaw bibliotek programistycznych ułatwiających przenoszenie tego samego kodu na różne platformy, technologia została kupiona przez Nokię w 2008 roku – przyp. MM]. Uważamy, że to rozwiązuje problem fragmentacji.

Według Nokii, Ovi Store ma 13.000 aplikacji. To chyba niezbyt dużo, zwłaszcza na tle konkurencji?

– Trudno to porównywać. Ovi Store obsługuje 120 modeli urządzeń w 190 krajach. To zupełnie inny biznes [niż w przypadku konkurencji]. Ważne jest, że ludzie dostają właściwy produkt, we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Na przykład, podczas Ramadanu na niektórych rynkach pojawiły się lokalne treści związane z tematyką religijną – natychmiast trafiły na pierwsze miejsca rankingów Ovi Store. Budujemy system, w którym zarabia się na aplikacjach, a nie magazyn zaśmiecony programami, których nikt nie chce ściągać. Nie będziemy ścigać się na ilość dostępnych treści.

To ma działać tak, jak telewizor albo radio. Włączam i chcę dostać coś ciekawego. Nie jest dla mnie istotne, czy stacja telewizyjna ma 200.000 audycji w swoich zasobach. Ważne jest, że w danym momencie znajduję to, co mnie interesuje.

Jaki jest model biznesowy Ovi Maps? Zapłaciliście mnóstwo pieniędzy za Navteq [dostawca map cyfrowych – przyp. MM], a teraz rozdajecie nawigację za darmo. To bardzo miłe, z waszej strony, ale jak się na tym zarabia pieniądze?

– Nie wchodząc w szczegóły, nawigacja stanowi dodatkową wartość dla kogoś, kto kupuje telefon. A zainteresowanie nawigacja w komórce jest duże. Ovi Maps to jedna z przyczyn, dla których Nokia pozostaje liderem rynku. Klienci wybierają telefony Nokii, bo chcą korzystać z tej usługi. Nie mogę powiedzieć nic na temat konkretnych liczb, ale zapewniam, że ma to sens.

Czy zobaczymy Nokię z Androidem?

– Na razie najważniejszy jest Symbian. Zainwestowaliśmy też dużo w MeeGo. Dla rynków rozwijających się mamy S40. Tak w skrócie wygląda nasz plan.

Zanim jeszcze Nokia N8 trafiła do sklepów, poinformowaliście, że to ostatni smartfon serii N oparty na Symbianie. Jak chcecie przekonać potencjalnych klientów, że warto wydać pieniądze na coś, co za pół roku będzie przestarzałe?

– Cały czas pokazujemy nowe modele i dla użytkownika nie powinno to mieć znaczenia, czy w środku jest Symbian czy też MeeGo. Ważne jest to, czy produkt spełnia oczekiwania. Na przykład, dla mnie w przypadku N8 najważniejszy jest aparat. Nie obchodzi mnie to, czy w środku pracuje Symbian, MeeGo, Android albo iOS. Ważne, że mam świetne zdjęcia z wakacji.

Czyli software jest nieistotny, może być jakikolwiek? Liczy się tylko sprzęt?

– Chodzi o całościowe doświadczenie. Różni ludzie potrzebują różnych rzeczy, a Nokia jest bardzo dobra w zaspokajaniu tych unikalnych potrzeb. Szarość ma wiele odcieni. Nie istnieje jeden rozmiar dobry dla wszystkich, zwłaszcza gdy mówimy o globalnym rynku. Może w przypadku Coca Coli i Big Maka strategia jednego produktu dla całego świata się sprawdza, ale co do tego też nie jestem przekonany – w końcu każdy kraj ma swoją nieco inną recepturę. My rozumiemy lokalne różnice i dlatego jesteśmy liderem rynku. To piękne.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA