REKLAMA

Różne składy, te same etykiety. Klienci mają pytania do Biedronki

Niby ten sam produkt, w tym samym opakowaniu, a jednak różnica jest - Biedronka zadbała o różnorodność i smak produktu może zależeć od lokalizacji. A przynajmniej w teorii nie powinien. 

biedronka
REKLAMA

Znamy te wszystkie śmieszne obrazki, uszczypliwości, wbijane szpileczki. Przypomina się historyczne podziały, dzieli kraj na Polskę A i Polskę B. Niby dziś te różnice wydają się marginalne, ale mają się dobrze w tego typu przekomarzaniach. 

Gdzie jak gdzie, ale w dyskoncie już na pewno nie powinno być miejsca na kontrasty i niezgodności. Plusem sieciówek jest pełna zbieżność - wszędzie dostaje się to samo. I chociaż czasami produkty nie są dostępne wszędzie, to jednak jogurt marki własnej dyskontu powinien smakować tak samo w Tatrach, jak i jedzony nad morzem. 

REKLAMA

Okazuje się, że różnice są. Sprawę opisał portal wyborcza.biz. "Biedronka ten sam produkt sprzedaje z różnym składem, w zależności od regionu Polski" - mogliśmy przeczytać na łamach serwisu. 

W efekcie mieszkaniec np. Torunia czy Warszawy dostaje produkt z zagęszczaczem, a Częstochowianin "czysty". Albo odwrotnie. Wszystko zależy od decyzji dyskontu - wyjaśniono.

Różnice nagłośnił autor profilu Pomysłodawcy na Facebooku.

Dlaczego w jednej części Polski konsumenci dostają ten produkt bez zbędnych dodatków, którego skład to tylko 'śmietanka', a w moim regionie serwujecie zestaw z karagenem i dodanym białkiem mleka jako TEN SAM produkt? Karagen to stabilizator/zagęszczacz, pozyskiwany z alg czerwonych, który wzbudza kontrowersje w świecie nauki - napisał. 

REKLAMA

Na podobny krok zdecydował się Lidl

Tyle że sieć zmienia skład swoich produktów w zależności od wagi opakowania. Jak zauważa wyborcza.biz, opakowanie sera carskiego marki własnej Pilos o wadze 300 g ma inny skład niż ten sam ser o wadze 500 g. Podobnie jest w przypadku śmietanki. 

REKLAMA

Portal dodaje, że o ile jednak w Lidlu możemy dopasować skład do wagi - jeśli nie pasuje nam zawartość jednego produktu, do koszyka wkładamy mniejszy bądź większy - bo oba produkty są w sklepie, tak w przypadku Biedronki opcji wyboru już nie ma. Konieczna jest wizyta w innym regionie. 

UOKiK odpowiadając na pytania "Wyborczej" uznał jedynie, że "etykieta, jej szata graficzna oraz informacje o składzie produktu znajdujące się na etykiecie, nie powinny wprowadzać w błąd konsumentów". Tutaj o żadnych nieścisłościach mowy nie ma, więc urząd sprawą się nie zajmie. Klient wie, co kupuje. A że w innym sklepie, 200 km dalej, skład wygląda inaczej? To już polityka sieci. 

REKLAMA

- Sytuacja, w której w tym samym kraju, w tej samej sieci, sprzedawane są produkty tej samej marki sieci handlowej i tym samym wyglądem opakowań, w tej samej cenie, ale o różnych składach, może być, ale nie musi, oceniana pod kątem niedozwolonej praktyki rynkowej. Wszystko zależy od powodu takiej sytuacji. Czy nie występuje np. różnica w jakości tych dwóch produktów, czyli czy konsument nie jest celowo wprowadzony w błąd? - mówi w rozmowie z "Wyborczą" Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności.

To tylko testy

Biedronka tłumaczyła, że chce sprawdzić, który produkt smakuje klientom bardziej. Trudno jednak o porównanie, skoro w jednym sklepie nie ma dwóch tych samych opakowań z różnym składem. 

Dyskont nie ujawnia również, ile produktów w ofercie różni się składem w zależności od regionu. 

REKLAMA

Zdjęcie główne: Magda Wygralak / Shutterstock

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-18T08:44:27+02:00
Aktualizacja: 2026-05-18T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-18T06:00:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA