Poznajcie Daisy. To z nią iPhone spotka się w dniu swej śmierci
Zastanawiałeś się kiedyś, po co Apple’owi te wszystkie stare iPhone’y? Poleciałem do Holandii, aby sprawdzić, co właściwie Daisy z nimi robi.

Apple co kwartał produkuje dziesiątki milionów telefonów, które trafiają do klientów z całego świata. Chociaż cykl życia iPhone’ów jest, jak na tę kategorię produktów, wyjątkowo długi, bo często z powodzeniem służą przez kilka lat kilku kolejnym osobom, to i tak z czasem każdy smartfon swój żywot kończy. Wiele z nich ląduje w szufladach i piwnicach, a potem trafia prosto do śmietnika. Apple od lat dba jednak o to, aby jak najwięcej z nich wracało na łono producenta.
Z jednej strony mamy najróżniejsze programy pozwalające wymienić okazyjnie sprzęt na nowszy, jeśli pozbędziemy się starszego modelu, a taki już kompletnie zużyty można firmie oddać do utylizacji bez żadnych opłat. iPhone’y, jeśli to możliwe, są refurbowane i wprowadzane ponownie do obiegu, ale jeśli nie, to zostają poddane procesowi recyclingu, w którym kluczową rolę pełni wspomniana maszyna ochrzczona przez Apple’a mianem Daisy.
A kim, a właściwie czym, jest Daisy?
To maszyna zaprojektowana w jednym celu: rozkładania starych iPhone’ów na kawałki. Powstała już w 2018 r. i zastąpiła swoich protoplastów z serii Liam. Jest teraz stale usprawniana i to dzięki niej firma Tima Cooka jest w stanie rozbierać dziś rocznie na kawałki 1,2 mln iPhone’ów. Do tego na świecie obecnie działają dwie takie Daisy: jedna zlokalizowana jest w Austin w Teksasie, a druga w holenderskiej Bredzie, którą miałem okazję ostatnio odwiedzić.
A po co firma zaprząta sobie głowę recyclingiem? Z jednej strony to korzystane dla środowiska, ale przy okazji ze starych telefonów można odzyskać cenne surowce, a te są potrzebne do produkcji… nowych urządzeń z logo nadgryzionego jabłka! Aluminium, metale ziem rzadkich, kobalt, złoto… to wszystko i jeszcze więcej tego typu materiałów da się wyciągnąć ze starych smartfonów i użyć ponownie bez konieczności wydobywania kolejnych złóż od zera z ziemi.

























Daisy z kolei potrafi obecnie przemielić na przysłowiowe żyletki aż 36 różnych modeli iPhone’ów i do tego sama wykrywa, który akurat model trafił pod nóż - no i co dokładnie powinna z nim zrobić. Maszynę określa się przy tym mianem robota, ale to tak naprawdę dziesiątki mechanizmów działających z ogromną precyzją i współpracujących ze sobą. Składają się na to taśmy, robotyczne ramiona z chwytakami, przekładnie, dźwignie i masa innych autorskich komponentów.
Całość, jak na swoje możliwości, wygląda przy tym… niepozornie i wcale nie tak futurystycznie, jak można byłoby się spodziewać. Diabeł tkwi jednak, jak zawsze, w szczegółach, bo to optymalizacja działania Daisy robi tu największe wrażenie. Maszyna powstała, by nie tylko cały proces recyclingu przebiegał sprawniej, ale też po to, by jak najmniej materiałów traciło się w wyniku zanieczyszczeń. A jak właściwie wygląda proces metodycznego rozbierania iPhone’a na czynniki pierwsze?









W jaki sposób Daisy rozbiera iPhone’y?
Daisy umieszczono w sporej wielkości hali, ale sam robot wcale nie jest tak duży, jak można byłoby się podziewać. Jego obudowa to taki prostopadłościan nieco wyższy od człowieka, a każdy z jego boków ma na oko ze 2-3 m długości. Za szkłem w jego ściankach zamknięte jest kilka współpracujących ze sobą mechanizmów, które podczas mogłem podglądać podczas pracy. Co ciekawe, całość obsługuje zaledwie dwóch operatorów wyciągających ze środka wybrane podzespoły.
Mamy tu rzecz jasna panel kontrolny sterujący funkcjami Daisy (z którego poziomu można ją poprosić, by do nas pomachała), ale te wszystkie podprocesy zachodzące wewnątrz są zautomatyzowane. Oglądanie demontażu kolejnych podzespołów jest zaś wręcz hipnotyzujące, gdyż mechanizmy z jednej strony pracują z zabójczą precyzją, a z drugiej - nie ceregielą się za specjalnie z przestarzałymi lub niesprawnymi już iPhone’ami, które mają przecież zostać popsute do końca.













Wszystko zaczyna się niezwykle prosto: od wrzucenia telefonu lub całej garści telefonów do pojemnika w jednym z rogów maszyny. Smartfony kolejno trafiają na taśmę, a nieszczęśnika, który właśnie na nią wjechał, błyskawicznym ruchem zgarnia bezlitosne robotyczne ramię. Pierwszy krok faktycznej rozbiórki iPhone’a to oderwanie ekranu od reszty obudowy. Telefon trafia w coś a la imadło, a mechanizm odrywa wyświetlacz, dzięki czemu na wierzch wychodzi akumulator.
Ten usuwany jest zaraz w kolejnym kroku, gdyż kolejne robotyczne ramię przyciska telefon czegoś przypominającego piankę, co wyciąga ogniwo zasilające ze środka. To spada z głuchym hukiem do umieszczonego niżej wiaderka na szynie, w którym to wyjeżdża sobie poza maszynę, by pierwszy z operatorów mógł przełożyć je do większego pojemnika pełnego akumulatorów, które mogą być dzięki temu procesowane dalej. Na tym oczywiście cały proces się oczywiście nie kończy.













W chwili, gdy akumulator wyjeżdża z maszyny, reszta telefonu rozpoczyna drogę wgłąb niej, a kolejne robotyczne ramiona rozpracowują pozostałe podzespoły, by usunąć silniczek wibracyjny, moduł aparatu itd. Potem części wyjęte z obudowy wyjeżdżają na wibrującej taśmie odseparowującej zanieczyszczenia, na okrągłą, obracającą się tackę. Z obudowy usuwane są też śruby, ale uznano, że szkoda czasu na ich precyzyjne odkręcanie, skoro i tak wszystko idzie na przemiał.
Daisy nie kręci tu śrubokrętami, tylko wybija te śruby w sposób siłowy. Po dosłownie chwili od wjechania telefonu na taśmę, ogołocona ze wszystkiego i podziurawiona obudowa wypada z drugiego końca maszyny wprost do rąk drugiego z operatorów, który dokonuje oględzin - i to… tyle! Telefon zmienia się w stertę posegregowanych części w zaledwie kilkanaście sekund, dzięki czemu w godzinę robot jest w stanie rozmontować nawet dwieście sztuk iPhone’ów.













Apple Daisy ma kuzynów takich jak Dave i Taz.
Daisy nie jest jedynym tego typu robotem używanym dziś przez Apple’a. Jej kuzyn, czyli Dave, służy do rozmontowywania silniczków wibracyjnych, aby odzyskać z nich magnesy, wolfram i stal, podczas gdy kolejny, nazwany z kolei Taz, wyciąga magnesy oraz metale ziem rzadkich z modułów audio. Apple zapowiedział też właśnie nową linię recyclingową o nazwie Cora zlokalizowaną w Kalifornii, która zapewnia firmie możliwość odzyskiwania surowców na niespotykaną w branży skalę.
Opracowano również oprogramowanie A.R.I.S. wykorzystujący uczenie maszynowe do rozpoznawania komponentów elektronicznych poddawanych recyklingowych, który można uruchomić na Maku mini. Te wszystkie roboty wraz z autorskim oprogramowaniem, oraz inne podjęte przez Apple’a działania, mają z kolei swój jasny, konkretny cel związany z ogłoszoną na początku tej dekady strategią Apple 2030, która określa założenia firmy Tima Cooka w kontekście ekologii.

Zanim do omawiania jej przejdziemy, dodam tylko, że zaraz obok Daisy, którą miałem okazję nie tylko podziwiać podczas pracy, ale i nakarmić telefonem do rozbiórki, znalazły się ogromne kosze. Te są pełne odseparowanych od siebie podzespołów, które jeszcze chwilę temu były połączone ze sobą i tworzyły wykorzystywane przez klientów smartfony. Aby zapełnić te pojemniki trzeba było rozebrać na części nie setki, a tysiące iPhone’ów.
W oczach Apple’a zawartość tych pojemników to nie są jednak śmieci do utylizacji, tylko źródło materiałów do produkcji kolejnych sprzętów firmy. Ta postawiła sobie natomiast ambitne cele, w tym dotyczące neutralności klimatycznej, emisji oraz poziomu używania w swoich produktach surowców z recyclingu - czy to odzyskanego dzięki Daisy, czy to innymi, klasycznymi metodami. No i je metodycznie realizuje, czym dzisiaj się chwali.

Apple 2030
W ubiegłym roku Apple pobił kolejny rekord, bo teraz już aż 30 proc. materiałów wykorzystanych do produkcji jego sprzętów dostarczonych na rynek pochodzi właśnie z recyclingu. W przypadku niektórych z nich, takich jak kobalt używany w akumulatorach, ten odsetek wynosi już 100 proc.; to samo dotyczy zresztą magnesów z metali ziem rzadkich, a także złota i cyny w płytkach drukowanych Apple usunął też wreszcie w całości plastik ze swoich opakowań.
Tworzywa sztuczne w pudełkach zastąpiona materiałami wykonami z włókien, które można łatwo recyclingować. Cała armia inżynierów pracowała od dekady nad tym, by te opakowania nadal były praktyczne i dobrze chroniły wrażliwe podzespoły takie jak chociażby matryce w monitorach. Miejsce styropianu zajął tutaj odpowiednio wyprofilowany, wyginający się elastycznie karton, a do tego najnowsze opakowania projektowano tak, by można było sprawnie rozłożyć je na płasko.

















Aby z kolei zobrazować, co to znaczy w kontekście skali prowadzonej działalności, firma wyliczyła, że uniknęła wprowadziła do obiegu plastiku, który mógłby posłużyć do stworzenia 500 milionów plastikowych butelek na wodę. Oprócz tego Apple stawia teraz, gdy to możliwe, na transport lądowy lub wodny w miejsce lotniczego, a jeden z jej najnowszych produktów, czyli MacBook Neo, jest już w 60 proc. wykonany z odzyskanych surowców.
Do tego w procesie produkcji tego laptopa wykorzystywane jest o połowę mniej aluminium w porównaniu do tradycyjnych metod, a wodę używaną w procesie anodyzacji umieszcza, gdzie to możliwe, w obiegu zamkniętym. MacBook Neo zaprojektowany został przy tym tak, by jego naprawa, gdy zajdzie taka konieczność, była możliwie prosta, co potwierdzają niezależni eksperci, którzy po premierze od razu go rozebrali i byli pełni podziwu.

Pozostaje trzymać kciuki, by kolejne sprzęty Apple’a były projektowane w tym samym duchu.
Wszystkie opisane powyżej, a także masa innych działań Apple’a ma doprowadzić zaś przede wszystkim do tego, by ten stał się neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla i to jeszcze przed końcem tej dekady. Poczynione w tym kontekście zmiany dotyczą całego łańcucha dostaw, a już teraz udało się zredukować emisje gazów cieplarnianych o 60 proc. w stosunku do 2015 r., w którym te osiągnęły apogeum.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone marce Apple:
Apple podkreśla, że udało się to osiągnąć pomimo tego, że biznesowo urósł w tym czasie o 75 proc. Wpływ jego działalności na środowisko nie powiększa się, tylko wpierw zmalał, a od roku utrzymuje się na stałym poziomie, ale do 2030 r. emisje mają spaść względem tych sprzed ponad dekady o 75 proc. Apple stawia przy tym oczywiście na energię odnawialną, ogranicza zużycie wody i bierze udział w programach związanych z ochroną środowiska.



















