Sprawdziłem internet w samolocie szybszy niż u ciebie w domu. Za darmo, dla każdego
Szybki i stabilny internet podczas lotu przez lata bywał rzadkością, jednak linie SAS wprowadzają w tej kwestii istotne zmiany. Pasażerowie - w tym momencie - krótkich tras zyskują bezpłatny dostęp do satelitarnej łączności, która zawstydza niejedno połączenie naziemne.

Logistyka dostarczania stabilnej sieci w dynamicznie przemieszczających się pojazdach od zawsze stanowiła spore wyzwanie dla dostawców usług. Każdy, kto regularnie podróżuje polską koleją PKP, może osobiście potwierdzić te trudności, choć trzeba obiektywnie przyznać, że sytuacja wygląda dziś zauważalnie lepiej niż jeszcze jakiś czas temu.
Prawdziwe technologiczne schody zaczynają się jednak w powietrzu, kilkanaście kilometrów nad ziemią, gdzie maszyna porusza się z ogromną prędkością.
Nawet nasz rodzimy LOT miewa z tym odpowiednie problemy, co mogłoby sugerować, że u innych przewoźników sytuacja wygląda podobnie. Skandynawskie linie SAS zdołały mnie jednak pod tym względem mocno zaskoczyć – i to podwójnie.
Długie dystanse z darmowym komunikatorem
Pierwsza, choć nieco mniej spektakularna nowość dotyczy rejsów międzykontynentalnych. Na tych dalekich, transatlantyckich wojażach każdy pasażer otrzymuje bezpłatny dostęp do podstawowego internetu, który pozwala na swobodne korzystanie z komunikatorów tekstowych.
Taka opcja umożliwia darmowe pisanie ze znajomymi lub sprawia, że szef może bez przeszkód wysyłać kolejne wiadomości w trakcie podróży. Jeśli budżet ci na to pozwala, możesz wydać 15 euro na pełen pakiet sieciowy.
U mnie lot trwał nieco poniżej dziewięciu godzin, choć muszę zaznaczyć, że w moim przypadku połączenie było dość kapryśne i wystarczyło głównie do podstawowej pracy z tekstem czy lżejszymi stronami. I po 4 godzinach pracy przestało działać. Także tutaj w sumie i plus, i minus.
Starlink zmienia zasady gry (na krótkich trasach)
Najważniejsze i najbardziej rewolucyjne zmiany dzieją się jednak obecnie na krótszych, europejskich trasach. W wybranych samolotach (maszynach Airbus z serii 200) zainstalowano bowiem system Starlink.

Za to udogodnienie odpowiada satelitarna sieć od SpaceX. Abstrahując od licznych kontrowersji, jakie w ostatnich eonach wzbudza wokół siebie właściciel platformy X, sam system dostarczania sygnału sprawdza się w chmurach po prostu znakomicie.

Na wspomnianych trasach o krótszym dystansie można teraz całkowicie za darmo korzystać z internetu, który charakteryzuje się wyjątkowo wysoką prędkością. W praktyce parametry połączenia osiągają stabilne 60 Mb/s pobierania oraz 30 Mb/s wysyłania danych.
W warunkach lotniczych takie liczby robią ogromne wrażenie. O podobnych rezultatach pasażerowie wspomnianych wcześniej pociągów mogą na razie jedynie pomarzyć, zwłaszcza że satelitarny sygnał w samolocie nie wykazuje absolutnie żadnych tendencji do zrywania.
Konkurencja? Śpi
SAS nie jest jedynym przewoźnikiem eksperymentującym z szybkim internetem na pokładzie, jednak skala i sposób wdrożenia wyróżniają skandynawskie linie.

U wielu konkurentów - takich jak Lufthansa, Air France czy część linii amerykańskich - dostęp do sieci wciąż pozostaje usługą premium, która kosztuje od kilku do kilkunastu euro za lot. Co więcej, starsze rozwiązania sprawdzają się głównie przy przeglądaniu stron czy wysyłaniu wiadomości, ale zawodzą przy bardziej wymagających zadaniach.
Na tym tle SAS oferuje technologię, która jeszcze do niedawna była w lotnictwie rzadkością - szybkie, stabilne i darmowe połączenie, które realnie zmienia komfort podróży.
Streaming i duże pliki bez zająknięcia
Podczas podróży w SAS-ie sieć nie zacina się i nie sprawia większych problemów, pozwalając na swobodne pisanie wiadomości czy płynne oglądanie filmów w serwisie YouTube.
Przeprowadzony przeze mnie test pokazał, że bez większego trudu da się w ten sposób wysyłać nawet większe pliki robocze na komunikatorze (tutaj Slack - półtorej minuty i wysłałem kilkuset megabajtowy plik!), a o tradycyjnym streamingu audio czy wideo nawet nie trzeba wspominać – wszystko ładuje się błyskawicznie.
W praktyce tak wydajna sieć na pokładzie zmienia charakter samego lotu. Zamiast odcięcia od świata na kilka godzin, pasażerowie zyskują czas na pracę lub rozrywkę. Bez problemu można odpisać na maile, wrzucić materiał do CMS-a, przesłać pliki do redakcji czy prowadzić bieżącą komunikację na Slacku oraz Whatsappie.
Podobnie wygląda sytuacja w codziennych scenariuszach - od oglądania filmów na YouTube w wysokiej jakości, przez streaming muzyki, aż po przeglądanie mediów społecznościowych bez frustracji związanej z ciągłym ładowaniem treści. To moment, w którym granica między odizolowanym pokładem samolotu a standardowym połączeniem sieciowym zaczyna zanikać.
Jedynym faktycznym haczykiem na ten moment pozostaje ograniczona dostępność samej technologii. Obejmuje ona na razie węższą grupę maszyn we flocie przewoźnika, choć w przyszłości planowane jest jej znacznie szersze wdrożenie.
Całość działa niesamowicie sprawnie i zupełnie nie irytuje podczas pracy. Poza życzeniem zdecydowanie mniejszej aktywności Elona Muska w sieci, pasażerom linii SAS pozostaje po prostu wygodnie rozsiąść się w fotelu i cieszyć świetnie przygotowaną usługą.



















