REKLAMA

Kupiliśmy samoloty za 120 mln zł. Zamiast latać, stoją w serwisie

Dwa nowe Turbolety Straży Granicznej za 120 mln zł prawie nie latają. Formacja już zamawia do nich części, rozbijając zamówienie poniżej progu przetargu. To chyba nie powinno tak wyglądać.

Samoloty za 120 mln zł stoją. Straż Graniczna bez pilotów
REKLAMA

Nowe samoloty Straży Granicznej miały dać formacji oczy z powietrza na całą dobę i w każdych warunkach. Zamiast tego Turbolety za 120 mln zł stoją miesiącami w hangarze, a formacja zamawia do nich drogie przeglądy i wymianę części bez przetargu. Do patrolowania granic brakuje nie sprzętu, lecz ludzi, którzy mogliby go wykorzystać.

REKLAMA

Turbolety miały pilnować granicy, a utknęły w hangarze

Jesienią 2025 r. Straż Graniczna i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji prezentowały nowe samoloty z przytupem. Dwa Turbolet L-410, warte łącznie blisko 120 mln zł, miały wzmocnić nadzór nad granicą lądową i morską, pozwolić na patrole przez 24 godziny na dobę i szybkie reagowanie na każde naruszenie przestrzeni powietrznej czy wód terytorialnych.

Maszyny wyposażono w nowoczesne systemy obserwacji i łączności, zdolne wykrywać inne samoloty, statki i łodzie, a także prowadzić misje zagraniczne w ramach Frontexu – unijnej agencji odpowiedzialnej za ochronę zewnętrznych granic Unii i walkę z przestępczością transgraniczną.

Na papierze wszystko wyglądało wspaniale. Niestety w praktyce nowe Turbolety po dostarczeniu do bazy w Gdańsku przez miesiące stały w hangarze. Według relacji funkcjonariuszy cytowanych przez Radio ZET, samoloty nie latały ani razu, a w formacji mówiło się o problemach z rejestracją maszyn i braku ludzi, którzy mogliby dowodzić załogami.

Tymczasem starsze Turbolety, kupione jeszcze w 2020 r. za kolejne 110 mln zł, wysłano na remont. W efekcie przez pewien czas wszystkie 4 samoloty – 2 stare i 2 nowe – były dla Straży Granicznej praktycznie niedostępne. Modernizacja za ponad 230 mln zł została więc zamknięta w hangarach.

Cztery samoloty, dwóch dowódców. Wąskie gardło kadrowe blokuje Turbolety

Problem nie kończy się na formalnościach i papierach. Najistotniejszym ograniczeniem, na które zwracają uwagę ludzie z wewnątrz formacji, jest brak wyszkolonej kadry dowódczej.

Załoga Turboleta to nie tylko dwóch pilotów. Na pokładzie potrzebny jest dowódca, drugi pilot oraz jeden lub dwóch operatorów systemów obserwacyjnych. Tyle że w Biurze Lotnictwa Straży Granicznej są zaledwie 2 funkcjonariusze z uprawnieniami dowódcy.

Po powrocie z remontu dwóch starszych maszyn w formacji będą więc 4 Turbolety i dalej tylko 2 dowódców. To oznacza, że nie da się wykorzystać całej floty równocześnie, a samoloty za dziesiątki milionów zł przez większość czasu będą stały na ziemi.

To nie pierwszy sygnał, że lotnictwo Straży Granicznej ma kłopoty kadrowe. Wcześniej opinię publiczną obiegały informacje o uziemionych śmigłowcach i poważnych perturbacjach personalnych, w tym o śmierci pilota i odejściu dyrektora Biura Lotnictwa. Teraz nowe samoloty tylko uwypuklają problem: sprzęt sam z siebie nie rozwiązuje niczego, jeśli brakuje ludzi z odpowiednimi kompetencjami.

Lot dopiero po pytaniach dziennikarzy

Przez 3 miesiące, od połowy listopada do połowy lutego, nowe Turbolety praktycznie nie pojawiały się w powietrzu. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy RadioZET zapytało oficjalnie rzeczniczkę komendanta głównego Straży Granicznej o powody braku lotów, problemy z wdrożeniem maszyn do służby i planowany termin rozpoczęcia regularnych patroli.

Kilka dni później na profilach Straży Granicznej pojawił się materiał wideo, w którym formacja chwali się nowymi samolotami. Widać maszynę odpalającą silniki przed hangarem, a potem ujęcia z lotu. W opisie zapewnienia o stałym nadzorze z powietrza, szybkiej reakcji i pełnej gotowości operacyjnej niezależnie od pory roku.

Ślady w serwisie Flightradar24 wskazują jednak, że w tamten poniedziałek odbyły się w sumie 2 loty, każdy trwający około 2 godz. Samoloty krążyły na południe od Lęborka, po czym wróciły do Gdańska. Nie był to więc regularny patrol granicy, tylko raczej przelot szkoleniowy, zorganizowany w momencie, gdy sprawą zainteresowały się media.

Według relacji funkcjonariuszy, żeby w ogóle wykonać te loty, trzeba było zaangażować obu dostępnych dowódców. Trudno więc mówić o pełnej gotowości operacyjnej, skoro do wykorzystania dwóch nowych maszyn konieczne jest jednoczesne wyciągnięcie z grafiku całej dowódczej obsady.

Nowe samoloty, stare pytania o wydawanie publicznych pieniędzy

Kolejny wątek budzący wątpliwości dotyczy tego, co dzieje się z fabrycznie nowymi maszynami jeszcze przed ich rzeczywistym wejściem do służby.

Z dokumentów, do których dotarła redakcja źródłowego materiału, wynika, że Straż Graniczna zleciła usługę przeglądu i wymiany sprzęgieł oraz serwomechanizmów w obu nowych Turboletach. Serwomechanizmy i sprzęgła to elementy układów napędowych i sterowania – kluczowe dla bezpieczeństwa lotu.

Usługę powierzono firmie JB Investments, czyli temu samemu podmiotowi, który wcześniej dostarczył samoloty. Na każdy z dwóch samolotów wystawiono osobną fakturę, każda na 122 385 zł. W sumie daje to prawie 250 tys. zł brutto, czyli około 200 tys. zł netto, wydane na obsługę techniczną maszyn, które na dobre nie zaczęły jeszcze patrolować granic.

W uzasadnieniu decyzji wpisano, że realizacja usługi wynika z harmonogramu obsługi technicznej określonego przez producenta i opisanego w instrukcji obsługi technicznej statku powietrznego. Zapytanie ofertowe w praktyce skierowano jednak tylko do jednej firmy – właśnie JB Investments.

Próg przetargowy i rozbite zlecenia

Cała sprawa nabiera dodatkowego wymiaru, gdy spojrzeć na nią przez pryzmat prawa zamówień publicznych. Od stycznia 2026 r. próg, od którego instytucja publiczna musi organizować przetarg, wynosi 170 tys. zł netto. Jeśli wartość zamówienia jest niższa, można skorzystać z uproszczonej procedury, np. wysyłając zapytania ofertowe do wybranych firm.

W przypadku przeglądu i wymiany części w nowych Turboletach wartość całej usługi zbliża się do 200 tys. zł netto. Gdyby potraktować ją jako jedno zamówienie, SG musiałaby rozpisać przetarg i pozwolić na start kilku wykonawcom. Tymczasem zlecenie rozbito na dwa osobne postępowania – po jednym na każdy samolot – co pozwoliło wpasować się pod próg przetargowy.

Przeczytaj także:

Formalnie nie ma informacji o tym, aby do zapytania ofertowego zaproszono kogokolwiek poza koncernem, który samoloty sprzedał. Z punktu widzenia funkcjonariuszy, którzy rozmawiają anonimowo z dziennikarzami, jest to co najmniej wizerunkowo problematyczne: publiczne pieniądze wydawane są bez otwartej konkurencji, a opinia publiczna nie dostaje jasnej odpowiedzi, dlaczego w ogóle wymienia się części w sprzęcie objętym gwarancją.

REKLAMA

Na pytania o rozbicie zamówienia na dwie faktury, o liczbę firm zaproszonych do złożenia oferty i o przyczyny wyboru konkretnego wykonawcy odpowiedzi są lakoniczne. Straż Graniczna ogranicza się do zapewnienia, że zlecenia realizowane są zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych i ze środków przydzielonych formacji. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, do którego również wysłano pytania, do czasu publikacji materiału źródłowego nie odpowiedziało.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-19T20:23:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T19:37:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T16:22:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T15:19:34+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T12:44:12+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:21:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T21:00:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T20:00:05+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T17:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T16:32:03+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T16:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA