REKLAMA

Rozsypujesz po polu i hamujesz globalne ocieplenie. Odkrycie zdumiewa

Nowa analiza pokazuje, że wzbogacanie gleb pyłem skalnym może jednocześnie schładzać klimat i poprawiać plony.

Pył ze skał nowym orężem na CO2. Rolnicy mogą zyskać najwięcej
REKLAMA

Zamiast kolejnej kosztownej fabryki do wychwytywania CO2 – kopalnia, kruszarka i zwykłe pole uprawne. Naukowcy pokazują, że rozsypywanie drobno zmielonych skał na glebach może zahamować globalne ocieplenie, a przy okazji poprawiać plony i portfele rolników. Technika musi wyjść poza niszowe eksperymenty i stać się częścią światowej polityki klimatycznej.

REKLAMA

Jak skały zamieniają CO2 w trwały magazyn?

W przyrodzie od milionów lat trwa proces wietrzenia skał: minerały krzemianowe reagują z dwutlenkiem węgla rozpuszczonym w deszczu i wodzie glebowej, wiążąc go w stabilne formy mineralne. To naturalny, bardzo powolny odkurzacz dla atmosferycznego CO2.

Badacze proponują jego przyspieszenie, czyli tzw. enhanced rock weathering. Oznacza to rozdrobnienie skał bogatych w krzemiany do postaci pyłu i rozsypanie go na polach uprawnych. Im drobniejsza frakcja, tym większa powierzchnia kontaktu z wodą i gazami, a więc szybsza reakcja z CO2. Uwięziony węgiel nie znika po kilku latach, tylko pozostaje w glebie i produktach wietrzenia przez tysiące lat.

Pył skalny wnosi do gleby wapń, magnez czy żelazo, które mogą zmniejszyć zakwaszenie i częściowo zastąpić nawozy mineralne. Ceny nawozów i ryzyko susz sprawiają, że dla rolników może to być nie lada gratka – wyższe plony i znacznie niższe koszty uprawy.

Gigatona węgla mniej, ale tylko przy globalnej skali

Nowa analiza sprawdza, co się stanie, jeśli ta technika naprawdę ruszy w świat. Zespół badaczy z uczelni zajmującej się rozwojem obszarów wiejskich zbudował modele przyjęcia technologii w różnych regionach, korzystając z historycznych danych o tym, jak rolnicy wdrażali wcześniej np. nawozy sztuczne czy nawadnianie.

Wynik jest ostrożnie optymistyczny. W najbardziej ambitnym scenariuszu, przy szerokim wykorzystaniu pyłu skalnego w rolnictwie, do połowy wieku można byłoby usuwać z atmosfery od 0,35 do 0,76 gigatony węgla rocznie. Do 2100 r. potencjał rośnie do 0,7-1,1 gigatony. Dla porównania, jedna gigatona to miliard ton – mniej więcej tyle, ile rocznie emituje dziś cała duża gospodarka uprzemysłowiona.

Istotne jest jednak, gdzie skały miałyby trafić. Modele pokazują, że na początku liderami byłyby bogate państwa Północy, które mają kapitał i infrastrukturę, by inwestować w nowe techniki. Z czasem jednak pałeczkę przejmują kraje tzw. Globalnego Południa – ciepłe i wilgotne regiony, takie jak Indie czy Brazylia. Tam wietrzenie skał zachodzi szybciej, więc każda tona pyłu daje większy efekt klimatyczny, a poprawa żyzności gleb jest szczególnie cenna.

Z badań wynika, że bez pełnego włączenia tych państw trudno mówić o przełożeniu na globalny bilans węgla. To nie jest technologia zarezerwowana dla kilku zamożnych krajów – jej sens pojawia się dopiero wtedy, gdy zyska wymiar prawdziwie światowy.

Rolnicy, kredyty węglowe i wyścig z czasem

W tle wyłania się oczywisty wątek, a mianowicie pieniądze. Pył skalny trzeba przecież wydobyć, rozdrobnić, przewieźć i rozsypać. Ktoś musi za to zapłacić. Autorzy badań zwracają uwagę, że naturalnym źródłem finansowania mogą stać się rynki tzw. kredytów węglowych. Za każdą tonę CO2 trwale usuniętego z atmosfery można wystawić certyfikat, który kupią firmy kompensujące własne emisje.

Jeśli takie mechanizmy zostaną dobrze skonstruowane, to część pieniędzy mogłaby trafić do gospodarstw rolnych, także w biedniejszych krajach. Dla małych producentów z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej dodatkowy dochód z węgla uwięzionego w glebie mógłby stać się poważnym wsparciem. To szansa, by walka z ociepleniem nie była wyłącznie kosztem, lecz także źródłem nowych przychodów.

Zobacz także:

Badacze sprawdzili również, jak na scenariusze wpływają tzw. punkty krytyczne klimatu – momenty, w których system klimatyczny zaczyna zmieniać się skokowo, np. w wyniku gwałtownego topnienia lodowców czy wysychania lasów tropikalnych. W wariancie, w którym świat przekracza takie progi, przyjęto, że presja społeczna i polityczna rośnie do tego stopnia, iż rządy przestają zwlekać i przyspieszają wdrażanie technologii, w tym wietrzenia skał.

REKLAMA

To dość ponury scenariusz, bo zaczynamy działać dopiero wtedy, gdy skutki ocieplenia są już wyraźnie odczuwalne. Ale nawet w nim widać, że nowa metoda jest tylko jednym z elementów układanki. Gigatona węgla rocznie to dużo, lecz świat emituje dziś kilkadziesiąt gigaton CO2. Bez głębokich redukcji emisji u źródła żadna pojedyncza technologia nie odwróci trendu. A szkoda.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-17T20:31:15+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T20:08:19+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T17:35:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T16:12:53+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T13:56:07+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T13:47:38+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T13:19:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T10:30:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T08:08:17+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T07:14:35+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T06:31:56+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T06:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T20:11:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T19:57:45+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T18:33:26+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T18:08:50+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T17:48:45+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA