Pixel 10a trafi do Polski szybciej. Mamy oficjalną datę premiery
Pixel 10a nie czeka na wiosnę, bo Google wystartuje z jego przedsprzedażą już 18 lutego. Producent odsłonił karty, pokazując płaską wyspę aparatów i nowe kolory.
Pixel 9a był jednym z tych urządzeń, o których łatwo zapomnieć, że w ogóle ma się je w kieszeni - i to jego największa zaleta. Przez cały 2025 rok udowadniał, że nie trzeba bić rekordów w benchmarkach, żeby telefon działał płynnie i był niezawodny na co dzień. Nie był to sprzęt bez wad, ale specyficzna dla Google kombinacja świetnych zdjęć i czystego oprogramowania sprawiała, że po prostu chciało się z niego korzystać. To definicja solidnego rzemiosła, które nie krzyczy o atencję, ale dowozi wyniki.
Obecnie ten model można kupić za bardzo rozsądne pieniądze, co czyni go jeszcze atrakcyjniejszym wyborem dla oszczędnych. Naturalną koleją rzeczy jest jednak zmiana warty. Google właśnie odsłoniło karty i oficjalnie zapowiedziało Pixela 10a. Jeśli liczyliście na rewolucję i fajerwerki, możecie poczuć lekki niedosyt, bo producent poszedł utartą ścieżką, stawiając na delikatną ewolucję zamiast drastycznych zmian.
Co nowego w Pixelu 10a?
Google oficjalnie potwierdziło istnienie Pixela 10a, publikując krótki materiał wideo, który zdradza wygląd urządzenia. Najważniejszą informacją wynikającą z zapowiedzi jest data rozpoczęcia przedsprzedaży, którą wyznaczono na 18 lutego. To znacznie wcześniejszy debiut niż w przypadku poprzednich generacji serii A, które zazwyczaj pojawiały się wiosną lub latem. To może być próbą wyprzedzenia konkurencji, w tym nadchodzących premier Samsunga.
W kwestii designu Google postawiło na kontynuację stylistyki znanej z poprzednika, choć z jedną istotną zmianą. Charakterystyczna wyspa na aparaty, która w starszych modelach mocno odstawała od obudowy, została spłaszczona.
W Pixelu 10a podwójny układ kamer jest niemal zrównany z tylnym panelem, tworząc jednolitą, płaską powierzchnię. To minimalistyczne podejście, które może się podobać fanom prostoty, choć sprawia też, że telefon wygląda nieco mniej charakterystycznie na tle flagowych modeli.
Materiał promocyjny ujawnił również wariant kolorystyczny urządzenia. Na wideo widać telefon w odcieniu niebiesko-fioletowym, przypominającym kolor „Iris” lub lawendowy.
Przecieki sugerują, że do sprzedaży trafią łącznie cztery kolory: Obsidian (czarny), Berry (czerwony/jagodowy), Fog (biały/szary) oraz wspomniany Lavender.
Hasło promocyjne „A phone with more in store” sugeruje jednak, że mimo niemal identycznego hardware'u firma może szykować niespodzianki w oprogramowaniu. Możemy spodziewać się nowych funkcji opartych na sztucznej inteligencji, które stały się już wizytówką tej marki, choć szczegóły poznamy dopiero w dniu pełnej prezentacji.
Na stronie Google Store pojawiła się już możliwość zapisania się na newsletter dotyczący premiery. Co ciekawe, osoby, które to zrobią (i nie subskrybowały wcześniej newslettera), mają otrzymać „ekskluzywną ofertę” na zakup Pixela 10a.
Fakt, to standardowa taktyka budowania bazy klientów przed premierą, ale może zwiastować ciekawe promocje na start, na przykład zniżki na akcesoria lub bonusy przy wymianie starego telefonu. Ale to w Stanach Zjednoczonych. W Polsce możliwe, że dostaniemy np. słuchawki.
Google Pixel 9a nie był taki zły. Był świetny:
Pixel 10a, specyfikacja techniczna
Chociaż Google milczy na temat wnętrzności, przecieki są dość zgodne. Pixel 10a ma zostać wyposażony w ekran AMOLED o przekątnej 6,3 cala (lub 6,28 cala) z odświeżaniem 120 Hz, co jest już standardem w tej klasie. Sercem urządzenia będzie prawdopodobnie układ Tensor G4 - ten sam, który napędza serię Pixel 9, ewentualnie w nieco zmodyfikowanej wersji. To dobra wiadomość, bo oznacza solidną wydajność i długie wsparcie aktualizacjami. Bateria ma mieć pojemność 5100 mAh, co przy tym procesorze powinno zapewnić bardzo dobry czas pracy.
Zestaw aparatów najpewniej pozostanie bez rewolucji, ale w przypadku Pixeli to żaden problem. Główna matryca 48 MP oraz ultraszerokokątna 13 MP, wsparte algorytmami Google, gwarantują zdjęcia z najwyższej półki w swojej kategorii cenowej. Na froncie znajdziemy kamerę 13 MP do selfie. Telefon będzie dostępny w konfiguracjach ze 128 GB lub 256 GB pamięci na dane oraz 8 GB pamięci RAM.
A przewidywana polska cena? W USA cena ma wynosić 499 dolarów, czyli bez zmian względem poprzednika. Biorąc pod uwagę polski podatek VAT i kurs walut, w Polsce powinniśmy spodziewać się kwoty w okolicach 2399-2499 zł na start. Jeśli Google zdecyduje się na agresywniejszą politykę cenową, być może zobaczymy 2299 zł, ale bezpieczniej zakładać wyższy pułap.
Czy warto czekać?
Pixel 10a zapowiada się na do bólu poprawny telefon i wbrew pozorom to może być jego największy atut. Google wyraźnie doszło do wniosku, że w serii A nie trzeba wymyślać koła na nowo. Wystarczy wziąć to, co działało w dziewiątce, wygładzić obudowę (dosłownie i w przenośni) i zaktualizować podzespoły, by zapewnić kilkuletnie wsparcie. To propozycja dla pragmatyków, którzy chcą czystego Androida i świetnego aparatu, a nie ekscytują się cyferkami w tabelkach.
Kluczem do sukcesu będzie jednak wycena. Przy braku drastycznych zmian względem Pixela 9a nowy model musi kosztować odpowiednio mniej, by nie kanibalizować sprzedaży starszego brata, którego cena rynkowa już spadła. Jeśli Google przesadzi z kwotą na start, Pixel 10a może stać się tym gorszym wyborem w zestawieniu z przecenionymi flagowcami z serii 9. Jeśli jednak cena będzie agresywna, 10a ma szansę stać się nowym królem opłacalności.
PS. Na miniaturce Pixel 9a. Ale czy się zorientowałeś?







































