REKLAMA

Na Bałtyku wyrosły gigantyczne, lodowe góry. Robią piorunujące wrażenie

Nad Bałtykiem zrobiło się nagle jak na dalekiej, mroźnej północy. Przy brzegu wyrosły wielometrowe zwały kry, które na zdjęciach bardziej przypominają arktyczne paki lodowe, niż marcowy Bałtyk.

To nie Arktyka, tylko Bałtyk. Rugia pokazała lodowy spektakl
REKLAMA

Góra lodowa zwykle oznacza duży blok lodu oderwany od lodowca lub lądolodu i dryfujący po morzu. Na niemieckiej Rugii widać coś innego, a mianowicie płyty i fragmenty lodu morskiego, które zostały dociśnięte do wybrzeża, połamały się i zaczęły nasuwać jedne na drugie. W literaturze opisuje się to jako nasuwanie się i spiętrzanie lodu przy brzegu. Powstał widowiskowy lodowy wał, wyglądający jak biała ściana albo pagórek.

REKLAMA

Jak wiatr buduje lodową ścianę?

Co tu się stało? Choć sam mechanizm jest bardzo widowiskowy, to stoją za nim po prostu natura i fizyka. Najpierw potrzebna jest pokrywa lodowa albo dryfująca kra. Potem silny wiatr zaczyna pchać ją ku wybrzeżu. Gdy lód dociera do płycizny lub lądu, przestaje mieć gdzie się rozsunąć, więc zaczyna pękać, wspinać się po sobie i tworzyć grzbiety.

Przy cieńszym lodzie częściej powstają stosy połamanych bloków przy samej linii brzegowej. Przy grubszym i bardziej zwartym lodzie cała tafla może częściowo nasuwać się na ląd. Badania nad interakcją lodu z brzegiem, opublikowane w 2013 r. w Estonian Journal of Earth Sciences, pokazują, że taki materiał może zostać przepchnięty nawet na dziesiątki metrów w głąb lądu, a samo zjawisko jest ważne także dla erozji wybrzeża i bezpieczeństwa infrastruktury.

Na Bałtyku nie potrzeba do tego klimatu oceanicznego. Wystarczy odpowiednio długi odcinek, po którym wiatr może rozpędzić lód i warunki sprzyjające jego pękaniu. W pracy Matti Leppäranty podkreślono, że grubość lodu, siła wiatru i tzw. fetch, czyli długość odcinka wody, nad którym wiatr oddziałuje na taflę, decydują o tym, czy lód tylko się połamie, czy zacznie naprawdę agresywnie piętrzyć się na brzegu.

Dlaczego właśnie teraz Rugia wygląda jak wycinek Arktyki?

Tegoroczna zima na niemieckim wybrzeżu była bardzo lodowa. Niemiecki BSH ocenił sezon 2025/26 jako najsilniejszy zimowy sezon lodowy u niemieckich wybrzeży od zimy 2010/2011, a wzdłuż wschodnich wybrzeży Rugii i Uznamu utworzył się szeroki pas lodu. Na przełomie stycznia i lutego w osłoniętych wodach przy Rugii lód osiągał lokalnie około 15 cm grubości, co potwierdzały zarówno mapy lodowe, jak i obrazy satelitarne.

To bardzo ważne, bo bez samego surowca całe to widowisko by po prostu nie powstało. Najpierw trzeba mieć lód w odpowiedniej ilości, dopiero potem można go zacząć ściskać. Już na początku lutego na Rugii pojawiały się metrowe zwały lodu, a w połowie marca część z nich nadal pozostawała przy brzegu, mimo że powietrze było już dodatnie. Sam moment utworzenia lodowego wału i moment jego zniknięcia wcale nie muszą przypadać na tę samą falę mrozu.

Dodatnia temperatura nie wystarcza, żeby lód po prostu zniknął

Tu wchodzimy w drugą część zagadki. Wiele osób intuicyjnie zakłada, że skoro powietrze ma ponad 10 st. C, to lód powinien się błyskawicznie topić. Tymczasem fizyka jest bardziej uparta. Jasna powierzchnia lodu odbija dużą część promieniowania słonecznego. To właśnie efekt albedo: zamiast pochłaniać energię i szybko się nagrzewać, lód odsyła sporą jej część z powrotem. Właśnie dlatego lód topi się znacznie wolniej, niż podpowiadałaby sama temperatura powietrza.

Ponadto samo ogrzanie lodu do punktu topnienia to dopiero połowa roboty. Żeby zmienić stan skupienia z lodu w wodę, trzeba jeszcze dostarczyć ciepło topnienia, czyli dodatkową porcję energii potrzebnej do rozerwania struktury kryształu.

Jeśli od spodu lód styka się z wodą mającą temperaturę bliską zera, z tego kierunku nie napływa wiele ciepła. A jeśli noce nadal przynoszą przymrozki, powierzchnia może znowu lekko zamarzać i cały proces jeszcze bardziej się wydłuża.

Bałtyk ma własną lodową dynamikę, więc nie jest to anomalia znikąd

Choć widok z Rugii wygląda dosłownie spektakularnie, to sam mechanizm nie jest tak naprawdę żadną naukową sensacją. W badaniach nad Bałtykiem od lat opisuje się strefę kontaktu lądu i lodu jako środowisko bardzo dynamiczne.

Przeglądy oceanograficzne wskazują, że właśnie tam zachodzą procesy istotne nie tylko dla samego lodu, lecz także dla erozji brzegu, transportu osadów i uszkodzeń infrastruktury. Nad płytkim morzem kra nie musi zachowywać się jak spokojna tafla; może pracować, pękać, wciskać się na mielizny, tworzyć kile lodowe pod wodą i wały nad wodą.

Przeczytaj także:

REKLAMA

W długiej skali Bałtyk doświadcza coraz mniejszego zlodzenia, ale właśnie dlatego pojedyncze mocniejsze zimy potrafią robić jeszcze większe wrażenie – są rzadsze, bardziej lokalne i mniej zgodne z naszym przyzwyczajeniem do łagodniejszego wybrzeża. Innymi słowy, widowiskowe spiętrzenie kry nie przeczy ociepleniu klimatu. Pokazuje raczej, że nawet w cieplejszym świecie lokalne epizody lodowe nadal mogą się zdarzać i w określonych warunkach wyglądać bardzo dramatycznie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-16T12:20:19+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T07:41:32+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T06:14:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-15T16:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-15T16:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA