Zbroją się w drony kamikadze. Wzmocnią wschodnią flankę NATO
Wchodzą w erę dronów kamikadze. Pakiet za setki milionów euro ma wzmocnić brygadę na Litwie i otwiera drogę do większych zakupów amunicji krążącej.

Berlin właśnie zrobił kolejny krok w stronę wojny dronów. Budżetowa komisja Bundestagu zgodziła się na pierwszy, warty około 540 mln euro pakiet na amunicję krążącą, czyli drony kamikadze od firm Helsing i Stark Defence. To zaliczka na większy program, który ma stworzyć w Bundeswehrze 6 wyspecjalizowanych jednostek dronowych i wzmocnić niemiecką brygadę NATO w Litwie.
Co tak właściwie kupują Niemcy?
W oficjalnych dokumentach mówi się o amunicji krążącej średniego zasięgu, ale chodzi tak naprawdę po prostu o drony, które startują z wyrzutni, mogą przez dłuższy czas krążyć nad rejonem celu, a gdy dostaną rozkaz, to spadają na wskazany obiekt i detonują głowicę bojową. To właśnie dlatego potocznie nazywa się je dronami kamikadze.
Takie systemy łączą cechy pocisku kierowanego i bezzałogowca rozpoznawczego. Z jednej strony są jednorazową bronią, bo po uderzeniu nie wracają. Z drugiej, przed atakiem mogą obserwować pole walki, korygować namiary i czekać na idealny moment, co radykalnie zwiększa precyzję uderzenia.
Pierwszy zatwierdzony pakiet zakłada zakup kilku tysięcy dronów od dwóch niemieckich startupów: Helsing i Stark Defence. Każda z firm dostanie na początek kontrakt o wartości mniej więcej 269 mln euro, co składa się na łączną kwotę około 540 mln euro.
Dla Bundeswehry to wejście na zupełnie nowy poziom uzbrojenia. Do tej pory niemiecka armia korzystała z uzbrojonych dronów w ograniczonym zakresie, a amunicja krążąca była raczej domeną innych państw NATO. Teraz Berlin buduje własną, masową zdolność do precyzyjnych uderzeń na średnim dystansie.
Pakiet za 540 mln euro z twardym limitem wydatków
Pieniądze, o których mowa, to dopiero pierwszy krok w ramach dużo szerszego planu. Pierwotnie resort obrony rozważał ramowe umowy sięgające łącznie około 4,3-4,4 mld euro na amunicję krążącą od kilku dostawców.
Posłowie budżetowej komisji Bundestagu mocno jednak przycięli te ambicje. Ustalono, że łączny limit dla tej kategorii uzbrojenia zostanie zredukowany mniej więcej do 2 mld euro, a na każdego producenta nałożono sufit w wysokości 1 mld euro. Każde dalsze zwiększenie zamówień ponad ten pułap będzie wymagało osobnej zgody parlamentu i dodatkowego raportowania ze strony resortu obrony.
Oznacza to więc, że obecne 540 mln euro to po prostu zaliczka. Niemcy biorą wojnę dronów na serio, ale jednocześnie chcą trzymać w ryzach zarówno koszty, jak i wpływ przemysłu zbrojeniowego. Umowy ramowe przewidziano na około 7 lat. W tym czasie Berlin może stopniowo zwiększać zamówienia, ale za każdym razem będzie musiał przekonać posłów, że sprzęt jest potrzebny, sprawdzony i sensownie wyceniony.
Litwa pierwszym poligonem. Powstanie 6 jednostek dronowych
Nowe systemy mają w pierwszej kolejności trafić do niemieckiej brygady stacjonującej na Litwie. To brygada NATO wysunięta na wschodnią flankę Sojuszu, której zadaniem jest odstraszanie Rosji i szybka reakcja na kryzysy w regionie.
Wraz z decyzją o zakupie amunicji krążącej Bundeswehra projektuje nową strukturę wojskową. Plan zakłada utworzenie 6 jednostek przeznaczonych specjalnie do obsługi dronów kamikadze. Każda z nich ma być wielkości niewielkiej kompanii, czyli od ok. 60 do 150-250 żołnierzy. Pierwsza bateria ma osiągnąć gotowość operacyjną w 2027 r., a pozostałych 5 do 2029 r.
Przeczytaj także:
Na tle skali wojny w Ukrainie liczby te wciąż wyglądają skromnie. Po stronie ukraińskiej mowa bywa nawet o około 10 tys. dronów używanych każdego dnia – od najprostszych quadcopterów po bardziej zaawansowane konstrukcje. Niemiecki program ma być raczej krokiem w stronę systemowego włączenia amunicji krążącej do doktryny, niż próbą dorównania tej intensywności.



















