REKLAMA

Hale zamiast potężnego miasta przyszłości. Saudyjczycy liżą rany

Nikt chyba nie jest zaskoczony, że Neom, wart 1,5 bln dol. futurystyczny sen saudyjskiego księcia Mohammeda bin Salmana, zderzył się ze ścianą rzeczywistości.

Hale zamiast potężnego miasta przyszłości. Saudyjczycy liżą rany
REKLAMA

Monumentalne miasto na środku pustyni miało być domem dla milionów, a jego perłą w koronie miał stać się The Line, wieżowiec rozciągający się na ponad 160 kim. Dziś z wielkich wizji zostają zgliszcza, a Rijad w panice szuka planu B. Rozwiązanie? Zamiast ludzi, w szklanych pałacach zamieszka sztuczna inteligencja.

To, co od początku wydawało się technologiczną fatamorganą i gwałtem na prawach ekoenomii, właśnie przechodzi bolesną weryfikację. Jak wynika z najnowszych doniesień Financial Times, saga budowy Neom może przybrać zaskakujący obrót.

REKLAMA

Saudyjski rząd rozważa drastyczne zmniejszenie skali linearnego miasta-wieżowca, by zamiast luksusowej metropolii stworzyć tam gigantyczny hub dla centrów danych. Choć brzmi to jak ponury żart, propozycja ta obnaża desperację saudyjskiego przywództwa, które próbuje wygrzebać się z wielomiliardowej dziury, jaką samo pod sobą wykopało.

Od utopii do serwerowni

Dla obserwatorów regionu nagła fascynacja Rijadu infrastrukturą cyfrową nie jest dowodem na innowacyjność, lecz na chaos decyzyjny. Dysfunkcyjna monarchia, widząc fiasko pierwotnych założeń, gorączkowo próbuje podpiąć się pod globalny wyścig zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji. To klasyczna ucieczka do przodu.

Jednak osoby z otoczenia dworu królewskiego, cytowane przez brytyjski dziennik, upierają się przy innej narracji. Według nich ta wolta to dowód na elastyczność rządu.

W rzeczywistości zwrot ten zbiega się z zakończeniem rocznego audytu postępów prac nad Neom i wpisuje się w szerszy trend zaciskania pasa przez saudyjski rząd. Rijad przez lata szastał pieniędzmi na prawo i lewo, inwestując w niezliczone, często horrendalnie drogie projekty: od wykupywania całych lig sportowych i drużyn piłkarskich, po próby dominacji na rynku gier wideo.

Oficjalnie celem była dywersyfikacja gospodarki uzależnionej od ropy. Dziś, gdy ceny surowca spadają, a bilionowy Państwowy Fundusz Inwestycyjny zaczyna świecić pustkami, te megalomańskie inwestycje stają się kamieniem u szyi królestwa.

Pustynia chłodzona wodą morską

Wskoczenie do pociągu z napisem AI wydaje się Saudyjczykom łatwym sposobem na zarobek i ratowanie twarzy. Źródła Financial Times wskazują, że bliskość Zatoki Akaba czyni Neom idealnym miejscem dla serwerowni, mimo że chłodzenie wodą morską nie jest standardem w tej branży.

Argumentacja jest prosta: skoro centra danych potrzebują wody do chłodzenia, a miasto leży na wybrzeżu, problem rozwiązuje się sam. W ten sposób niedoszły raj dla ludzi ma stać się "głównym ośrodkiem dla centrów danych".

Nie jest jeszcze jasne, jak bardzo The Line zostanie okrojony i czy projekt trafi w całości do kosza. Architekci już pracują nad przeprojektowaniem megastruktury na coś znacznie skromniejszego i radykalnie odmiennego od pierwotnych wizualizacji, które obiegły świat. Jak donosi informator, "The Line będzie zupełnie inną koncepcją, wykorzystującą istniejącą infrastrukturę w zupełnie inny sposób". To dyplomatyczne określenie na totalną zmianę planów.

Więcej na Spider's Web:

Kosztowna lekcja pokory

Linearny wieżowiec od samego początku budził kontrowersje, nie tylko ze względu na swoją absurdalną skalę i kosmiczne koszty, ale przede wszystkim przez pryzmat kosztów ludzkich. Organizacje praw człowieka alarmowały o nadużyciach wobec robotników budowlanych. Szacuje się, że tysiące pracowników mogło stracić życie, realizując kaprysy księcia korony. Mimo to Neom wielokrotnie zaprzeczał wcześniejszym doniesieniom o możliwym ograniczeniu inwestycji.

Teraz jednak projekt staje przed największym sprawdzianem w swojej historii. Jego ostateczny los zależy od wyników trwającego przeglądu, który ma zakończyć się w pierwszym kwartale tego roku. Niezależnie od tego, czy na piaskach pustyni staną ostatecznie luksusowe apartamentowce, czy rzędy migających serwerów, Neom pozostanie pomnikiem pychy, która zderzyła się z twardą ekonomią i prawami rzeczywistości.

Szejkowie nie są jedyni

Pycha kroczy przed upadkiem, a w przypadku inżynierii i urbanistyki, pycha kroczy przed bankructwem. Saudyjski Neom nie jest odosobnionym przypadkiem megalomanii, która zderzyła się z rzeczywistością. Historia współczesnej architektury pełna jest "pomników przyszłości", które zamiast tętnić życiem, stały się domem dla hulażącego wiatru, dzikich zwierząt i rdzewiejących marzeń o potędze. Oto spektakularne megaprojekty, które miały zmienić świat, a stały się najdroższymi ruinami w historii.

Każda epoka ma swoje piramidy, ale XXI wiek wyspecjalizował się w budowaniu piramid finansowych z betonu i szkła. Mechanizm jest zazwyczaj ten sam: nieograniczony budżet, wizja ignorująca prawa ekonomii (a czasem fizyki) i polityczna presja, by stworzyć coś największego na świecie.

Kiedy opada pył po fajerwerkach z ceremonii otwarcia,lub częściej, gdy dźwigi stają w połowie pracy, okazuje się, że król jest nagi, a inwestorzy zostają z miliardowymi stratami.

Malezyjskie miasto duchów za 100 mld dolarów

Najbardziej aktualnym i bolesnym przykładem takiej katastrofy jest Forest City w Malezji. Projekt chińskiego dewelopera Country Garden miał być rajem na ziemi: futurystyczną ekometropolią zbudowaną na czterech sztucznych wyspach, docelowo zamieszkaną przez 700 tys. ludzi. Inwestycja warta 100 mld dol. miała przyciągnąć chińską klasę średnią, oferując luksus z widokiem na Singapur.

Dziś Forest City przypomina scenografię do filmu postapokaliptycznego. Zamiast tłumów mieszkańców, po pustych bulwarach przechadzają się nieliczni turyści i dzikie małpy.

Problemy zaczęły się, gdy Pekin przykręcił kurek z wypływem kapitału za granicę, a pandemia dobiła rynek nieruchomości. Obecnie zamieszkany jest zaledwie ułamek wybudowanych lokali. Mieszkańcy, którzy dali się skusić na zielony raj, skarżą się na izolację i brak podstawowych usług.

Forest City stało się symbolem pęknięcia chińskiej bańki na rynku nieruchomości, betonowym memento, że nie da się zadekretować powstania miasta, jeśli nie stoją za tym realne potrzeby społeczne.

Archipelag, który tonie w zapomnieniu

Zanim świat usłyszał o The Line, symbolem arabskiej ekstrawagancji były The World Islands w Dubaju. Koncepcja była oszałamiająca: usypać na morzu archipelag 300 sztucznych wysp ułożonych w kształt mapy świata. Każdy miliarder mógłby kupić sobie "Francję" czy "Wielką Brytanię". Projekt ruszył z kopyta w 2003 r., ale marzenia szejków rozbiły się o kryzys finansowy z 2008 r. Prace stanęły, a natura upomniała się o swoje.

Raporty sugerują, że wyspy zaczęły ulegać erozji, a kanały nawigacyjne zamulać. Przez lata większość "świata" pozostawała jedynie kupą piachu na środku morza. Choć deweloperzy próbują reanimować projekt, otwierając pojedyncze kurorty w części europejskiej, całościowa wizja okazała się logistycznym i finansowym koszmarem. The World to dziś przestroga dla każdego, kto uważa, że walka z siłami natury to kwestia wyłącznie odpowiednio dużej ilości pieniędzy.

Stolica bez ludzi

W kategorii politycznej megalomanii trudno przebić Naypyidaw w Mjanmie (Birmie). W 2005 r. wojskowa junta postanowiła przenieść stolicę z tętniącego życiem Rangunu w głąb dżungli. Zbudowano miasto sześciokrotnie większe od Nowego Jorku, wyposażone w szerokie autostrady, gigantyczne gmachy rządowe, pola golfowe i hotele. Wszystko to za miliardy dolarów w jednym z najbiedniejszych krajów Azji. Problem w tym, że zapomniano o ludziach.

Dziś Naypyidaw nazywane jest miastem duchów. Szerokie na kilkadziesiąt metrów aleje świecą pustkami, jedynym ruchem drogowym są sporadyczne samochody urzędników. Miasto nie posiada duszy, centrów kultury ani naturalnych miejsc spotkań.

Jest sterylną makietą zaprojektowaną przez paranoicznych generałów, którzy chcieli odizolować się od społeczeństwa. To dowód na to, że miasto to żywy organizm, a nie tylko zbiór budynków naniesionych na mapę przez dyktatora.

Lotnisko Don Kichota

Europa również ma swoje pomniki marnotrawstwa, a jednym z najbardziej jaskrawych jest lotnisko Ciudad Real w Hiszpanii. Port lotniczy, który kosztował ponad miliard euro, miał być alternatywą dla Madrytu i obsługiwać 2,5 miliona pasażerów rocznie. Otwarty w 2009 r., już w trakcie krachu gospodarczego, nigdy nie przyciągnął znaczących linii lotniczych. Przez trzy lata z jego gigantycznego pasa startowego odlatywały niemal puste samoloty, aż w końcu ogłoszono bankructwo.

Absurd sytuacji podkreślił finał sagi: w 2019 r. lotnisko zostało wystawione na aukcję i sprzedane za 10 tys. euro (choć ostateczna transakcja opiewała na wyższą, wciąż ułamkową kwotę). Przez pewien czas obiekt służył jako parking dla uziemionych samolotów podczas pandemii COVID-19 oraz plan filmowy. Ciudad Real Central Airport pozostaje w historii jako pomnik nieuzasadnionego optymizmu i błędnej alokacji funduszy unijnych oraz kredytowych. We wrześniu 2019 r. lotnisko otwarto ponownie jednak bez żadnego regularnego ruchu pasażerskiego.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-29T10:27:03+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T10:08:09+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T08:30:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T06:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-29T06:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T20:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T19:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T17:53:11+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T17:47:29+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T17:09:22+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T15:39:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T15:18:17+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T15:08:44+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T14:57:05+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T14:55:34+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T14:52:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T11:08:45+01:00
Aktualizacja: 2026-01-28T10:40:50+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA