UOKiK łapie dwa znane sklepy online na kręceniu rabatów. Tak manipulują
Rabaty, które na ekranie wyglądały jak złoty interes, w rzeczywistości mogły być zwykłą podwyżką opakowaną w zgrabny marketing. UOKiK zakończył postępowania wobec dwóch dużych platform zakupowych, uznając, że obie nie informowały klientów w uczciwy sposób o promocjach.

Z punktu widzenia konsumenta sprawa jest prosta: jeśli widzi komunikat o obniżce, ma prawo wiedzieć, od jakiej realnej ceny liczony jest rabat. Od 2023 r. w Polsce obowiązuje zasada, że przy promocji trzeba pokazać najniższą cenę z 30 dni przed jej ogłoszeniem. To właśnie ona jest punktem odniesienia dla zniżki.
Kontrola UOKiK wykazała, że na platformach Zalando i Temu ta zasada była nagminnie łamana lub obchodzona. Kupujący widzieli procenty i czerwone ceny, ale często nie dostawali kluczowej informacji: ile ten produkt faktycznie kosztował wcześniej i czy okazja w ogóle istnieje. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że to naruszenie podstawowego obowiązku wobec klientów. Skutkiem są dwie decyzje, w których na Zalando nałożono karę blisko 31 mln zł, a na Temu prawie 6 mln zł.

Jak Zalando pompowało atrakcyjność obniżek?
W przypadku Zalando urząd wytyka kilka problemów. Po pierwsze – przez wiele miesięcy po wejściu w życie nowych przepisów w polskiej wersji serwisu po prostu nie pokazywano najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. Informacji brakowało zarówno na kartach produktów, jak i w reklamach kierujących z zewnętrznych stron.
Gdy platforma wreszcie zaczęła wyświetlać wymagany komunikat, nie oznaczało to, że wszystko wróciło do normy. UOKiK odnotował powtarzające się sytuacje, w których najniższa cena z 30 dni była sztucznie zawyżana, mimo że aktualna cena sprzedaży pozostawała taka sama. Na papierze rabat rósł, choć produkt wczoraj i dziś kosztował tyle samo.
Inny problem dotyczył sposobu liczenia zniżki. Zamiast odnosić obniżkę do ustawowo wymaganej najniższej ceny z 30 dni, Zalando chętnie pokazywało rabat względem ceny regularnej czy początkowej. Dla użytkownika wyglądało to jak większa korzyść, choć faktycznie proporcje były mniej imponujące.
UOKiK przywołuje skargi konsumentów, którzy zauważali, że ten sam towar jednego dnia był oferowany jako promocja, podczas gdy dzień wcześniej kosztował identycznie – tylko bez wielkich komunikatów o obniżce.
Temu też pod lupą. Bałagan w cenach i najniższej z 30 dni
Platforma Temu, obsługiwana w Europie przez spółkę z siedzibą w Dublinie, miała kłopot nie tylko z przestrzeganiem prawa, ale też ze spójnością informacji w różnych częściach serwisu.
Analiza UOKiK wykazała, że informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką raz się pojawiała, raz znikała. Klient, który oglądał ofertę na liście produktów, mógł zobaczyć inne dane niż ten, który wszedł na kartę konkretnego towaru. W niektórych przypadkach informacja o najniższej cenie była przypisana wyłącznie do jednego rozmiaru czy wariantu kolorystycznego, choć promocja obejmowała cały produkt.
Dodatkowo urząd zidentyfikował błędy w samych wartościach. Zdarzało się, że zmieniała się cena sprzedaży, ale najniższa cena z 30 dni była podawana w niewłaściwej wysokości. Były też sytuacje odwrotne: cena się nie zmieniała, a widoczna dla klienta najniższa z 30 dni wędrowała z dnia na dzień, tworząc wrażenie coraz lepszej okazji.
Pod presją postępowania Temu poprawiło sposób prezentowania promocji i zrezygnowało z najbardziej problematycznych praktyk. To jednak nie uchroniło platformy przed karą blisko 6 mln zł za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.
UOKiK nie kończy na Zalando i Temu. Na liście kolejne marki
Decyzje w sprawie Zalando i Temu nie są jedynymi działaniami UOKiK-u w tym obszarze. Urząd przygląda się temu, jak sklepy – zarówno internetowe, jak i stacjonarne – oznaczają promocje i obliczają obniżki.
Prowadzonych jest obecnie kilka kolejnych postępowań, w których zarzuty usłyszały już m.in. znane sieci handlowe i platformy zakupowe. Równolegle UOKiK wysyła do firm tzw. miękkie wystąpienia, w których przypomina, jak prawidłowo informować o promocjach i najniższej cenie z 30 dni przed obniżką.
Złote napisy mega rabat i czerwone etykiety nie wystarczą.
Przeczytaj także:
Jeśli za marketingowym hasłem nie stoi prawdziwa obniżka, przedsiębiorcy muszą liczyć się nie tylko z utratą zaufania klientów, ale też z bardzo konkretnymi sankcjami finansowymi. Jeśli platformy chcą, by konsumenci im ufali, muszą przestać traktować prawo o promocjach jak przeszkodę i zacząć je traktować jak element uczciwej gry rynkowej.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Frank Lv, Pexels; Canva; własne







































