Chiny, Rosja i Iran ćwiczą razem na morzu. Coś się szykuje
Największy okręt Iranu pojawia się w Zatoce False Bay obok jednostek Rosji i Chin. Waszyngton obserwuje, opozycja w RPA grzmi.

U wybrzeży Republiki Południowej Afryki trwa właśnie pokaz siły, który trudno uznać za zwykłe ćwiczenia nawigacyjne. Rosyjskie, chińskie i irańskie okręty weszły razem na wody południowego Atlantyku pod banderą BRICS Plus. Pretoria upiera się, że to tylko rutynowe manewry dla bezpieczeństwa żeglugi, ale kontekst jest aż nadto czytelny: napięcia ze Stanami Zjednoczonymi, wojna sankcyjna wokół Wenezueli i coraz wyraźniejsze ambicje państw spoza zachodniego bloku.
Wola Pokoju 2026 u krańcach Afryki
False Bay, rozległa zatoka nieopodal Kapsztadu, oraz oblegana od lat baza morska Simonstown. To właśnie tam zaczęły się manewry Wola Pokoju 2026, które południowoafrykańska armia reklamuje jako ćwiczenia mające zapewnić bezpieczeństwo żeglugi i działalności gospodarczej na morzu.
Na wodach wokół Przylądka Dobrej Nadziei spotkały się okręty trzech państw, które od lat pozostają na kursie kolizyjnym z Waszyngtonem: Rosji, Chin i Iranu. Oficjalnie chodzi o szkolenie w zakresie bezpieczeństwa morskiego, wspólne procedury i interoperacyjność flot. W praktyce to demonstracja, że rozszerzony BRICS nie jest już tylko forum gospodarczym, ale coraz śmielej wchodzi w obszar współpracy wojskowej.
Według komunikatów południowoafrykańskiej armii, do udziału lub obserwacji zaproszono wszystkich członków BRICS Plus. Podczas inauguracji chińscy wojskowi poinformowali, że jako obserwatorzy pojawili się przedstawiciele Brazylii, Egiptu i Etiopii. Na morzu prym wiodą jednak trzy floty: rosyjska, chińska i – ku zaskoczeniu części opinii publicznej – irańska.
Makran wpływa do gry. Iran na horyzoncie
Największe poruszenie wywołało pojawienie się w Zatoce False Bay irańskiego okrętu Makran. To jednostka wsparcia o dużym zasięgu, którą Teheran wykorzystuje jako pływającą bazę logistyczną i platformę dla dronów oraz łodzi patrolowych.
W oficjalnych zapowiedziach ćwiczeń w RPA Iran w ogóle się nie pojawiał. O jego rzeczywistej obecności poinformowali dopiero eksperci i media, powołując się na relacje z portu Simonstown. Dwóch południowoafrykańskich urzędników miało potwierdzić, że Makran rzeczywiście dołączył do manewrów.
Z punktu widzenia Pretorii nie jest to wcale wypadek przy pracy. Analitycy przypominają, że RPA i Iran od lat utrzymują bliskie relacje polityczne i gospodarcze. Dla południowoafrykańskich władz Teheran jest nie tyle niewygodnym partnerem, co bratnim państwem, które podobnie jak RPA szuka dróg wyjścia spod presji zachodnich sankcji i nacisków.
BRICS Plus wychodzi z cienia
BRICS powstawał jako klub dużych gospodarek, które chciały zbudować przeciwwagę dla dominacji Stanów Zjednoczonych i Europy. Dziś to już nie tylko skrót złożony z pięciu krajów. Do pierwotnego składu – Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA – w ostatnich latach dołączyły Egipt, Etiopia, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Indonezja.
Rozszerzenie bloku pokrywa się z ambitnymi planami jego członków: od prób rozliczania handlu z pominięciem dolara, po rozwijanie własnych finansowych i infrastrukturalnych instytucji. Morskie manewry u wybrzeży Afryki są kolejnym sygnałem, że współpraca w ramach BRICS Plus coraz wyraźniej zahacza także o obronność.
Południowoafrykańskie siły zbrojne starają się tonować emocje. Ich przedstawiciele przekonują, że nie jest to żadne polityczne porozumienie, a RPA nadal współpracuje także z marynarką wojenną Stanów Zjednoczonych. Opozycja na miejscu widzi to jednak zupełnie inaczej, ostrzegając, że kraj staje się pionkiem w rozgrywce państw określanych na Zachodzie jako państwa buntownicze.
Trump, sankcje i tankowiec z Wenezueli
Na ćwiczenia BRICS Plus nakłada się jeszcze jeden wątek, a mianowicie narastający konflikt wokół sankcji USA wobec Wenezueli i Iranu. W tym samym czasie, gdy Rosja, Chiny i Iran ćwiczą wspólne działania morskie, amerykańska armia zatrzymuje na oceanie tankowiec Bella-1 przewożący wenezuelską ropę wbrew ograniczeniom nałożonym przez Waszyngton.
Jednostka próbowała zmylić śledzących ją urzędników, zmieniając nazwę i banderę na rosyjską i rejestrując się jako statek Marinera przypisany do portu w Soczi. Po kilku dniach pościgu została przejęta przez siły USA, a Biały Dom zapowiedział postępowanie przeciw załodze za omijanie sankcji. Kilka dni później w rejonie Trynidadu i Tobago zatrzymano Olinę, czyli jednostkę, która pod różnymi nazwami i banderami przewoziła towary objęte sankcjami.
Na tym tle słowa Donalda Trumpa o antyamerykańskiej polityce państw BRICS brzmią jak zapowiedź dłuższego sporu. Były prezydent regularnie atakuje kraje zrzeszone w bloku i straszy je dodatkowymi, wyższymi taryfami celnymi. Dla takich gospodarek jak RPA, nieposiadających tarczy nuklearnej ani skali Indii, członkostwo w BRICS staje się jedną z niewielu realnych dźwigni nacisku w relacjach z Waszyngtonem.
RPA między neutralnością a bratnimi rewolucjonistami
Władze w Pretorii z uporem maniaka powtarzają, że pozostają neutralne i nie wybierają stron w globalnym sporze. Na papierze wygląda to spójnie: RPA ćwiczy zarówno z marynarką USA, jak i z flotami Chin czy Rosji. W praktyce symbolika ma jednak znaczenie.
Poprzednie wspólne manewry z Rosją i Chinami, przeprowadzone w pierwszą rocznicę pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, wywołały ostrą reakcję Zachodu. Teraz gdy do gry wchodzi jeszcze irańska flota, interpretacja staje się jeszcze prostsza: państwa spoza zachodniego obozu pokazują, że są w stanie wesprzeć się nawzajem także na morzu, tysiące kilometrów od własnych portów.
Część południowoafrykańskich komentatorów ostrzega, że flirt z autorytarnymi partnerami może mieć swoją cenę – od sankcji po problemy w relacjach handlowych z Europą i USA. Inni zwracają uwagę, że agresywna polityka Waszyngtonu, polegająca na sankcjach i groźbach ceł, tylko wypycha państwa Globalnego Południa w objęcia BRICS.
Co się naprawdę szykuje na południowym Atlantyku?
Czy Wola Pokoju 2026 to wstęp do nowego morskiego bloku, który będzie w stanie rzucić wyzwanie flotom NATO? Na razie bliżej tu do politycznego sygnału niż do pełnoprawnego sojuszu wojskowego. Rosja, Chiny i Iran pokazują, że potrafią współpracować operacyjnie na morzu, że mają przyczółki w zaprzyjaźnionych portach oraz że potrafią wykorzystać rozszerzone BRICS Plus jako parasol dla swoich inicjatyw.
Przeczytaj także:
To, czy manewry pod banderą Woli Pokoju pozostaną jednorazowym pokazem flag, czy staną się powtarzalnym formatem, pokażą kolejne lata. Jedno jest pewne już dziś: południowy Atlantyk przestaje być spokojnym, odległym akwenem, a staje się kolejną sceną światowej gry o wpływy, w której linia podziału na Zachód i resztę świata wyraźnie odciska się także na mapach morskich.
*Grafika wprowadzająca: AI, Canva
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google







































