Biznes  /  Felieton

Pisz do szuflady, milionów nie zarobisz. Self-publishing w Polsce to porażka

Self-publishing w Polsce nadal ma sens tylko dla wybranych

Z każdą kolejną historią sukcesu self-publishingu znanej internetowej persony ogarnia mnie frustracja. Kiedy Polska doczeka się narzędzi do samopublikacji dostępnych dla wszystkich?

Polska pomimo cudacznego krajobrazu społeczno-politycznego pełna jest ludzi zdolnych i przedsiębiorczych. Nie brakuje u nas artystów i twórców, którzy nie potrzebują do szczęścia klasycznych struktur, by osiągnąć sukces. Spójrzmy tylko na YouTuberów i influencerów w social mediach: można ich nie lubić, nie uznawać ich pracy za prawdziwą (chociaż bez przesady, który mamy rok?), ale trzeba im oddać, że ta scena w Polsce jest wybitnie sprofesjonalizowana.

YouTuberzy, influencerzy w social media, muzycy – oni wszyscy mają na podorędziu wszystkie niezbędne narzędzia, aby być w swojej twórczości samowystarczalni. Wystarczy „tylko” (i aż) budować społeczność i tworzyć treści, które do niej trafią.

A potem patrzę na rynek książki i… w sumie nie wiem, co się dzieje.

Self-publishing w Polsce stanął w miejscu.

Dwa lata temu opisywałem pierwszy spektakularny sukces Elizy Wydrych-Strzeleckiej, która dziś ów sukces powtarza, sprzedając swojego nowego e-booka w zawrotnym tempie. Jeszcze wcześniej bank rozbił Michał Szafrański, zarabiając na swojej książce miliony. W międzyczasie do tego szacownego grona dołączyły kolejne internetowe persony, w tym niektórzy posiłkując się stworzonym przez Radka Kotarskiego wydawnictwem Altenberg. Mama Ginekolog przekazała absurdalnie wysoką kwotę na WOŚP, sprzedając swoją książkę.

Wiecie, co się zmieniło przez te dwa lata? Absolutnie nic. Self-publishing w Polsce nadal jest zarezerwowany dla influencerów z ogromnymi zasięgami i dużym budżetem na przygotowanie książki.

Self-publishing w Polsce
Self-publishing w Polsce

Z jednej strony nie ma w tym absolutnie nic złego. Ci, którzy zbudowali dookoła swoich działań silną społeczność, zapracowali na to, by mieć komu sprzedawać wydane przez siebie książki. Sęk w tym, że zagraniczny rynek self-publishingu tak nie działa (przynajmniej ten rozwinięty). Self-publishing powinien być dostępny dla wszystkich. Powinien być tak przystępny i powszechny jak możliwość samodzielnego publikowania w innych dziedzinach. Niestety nadal nie jest.

Amazon.pl niczego nie zmienił.

Dwa lata temu upatrywaliśmy zbawienia w rychłym wejściu Amazonu do Polski. Amazon wszedł do Polski i… nic się nie zmieniło. Póki co funkcjonuje u nas jedynie e-commerce’owa strona giganta, która swoją drogą nie ma wiele do zaoferowania Polakom. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Nadal nie mamy w Polsce dostępnych narzędzi KDP (Kindle Digital Publishing), które umożliwiałyby samodzielną publikację e-booków i druk na żądanie w platformie Amazonu. Rzecz o tyle kuriozalna, iż sprzedawane tą drogą książki papierowe są drukowane tu, nad Wisłą!

Nadal nie pojawiły się też żadne alternatywy, oferujące porównywalną skalę do tej amazonowej. Mamy Ridero.eu, które niezmiennie świadczy usługi self-publisherom. Mamy Motyle Książkowe – księgarnię specjalizującą się w wydawnictwach niszowych i self-publisherach. I mamy drukarnię Sowa, bodajże jedyne miejsce w Polsce, które oferuje prawdziwy druk na żądanie i dystrybucję książek do sieci sprzedaży.

Jak wydać książkę samodzielnie? W Polsce nie jest to łatwe.a
Jak wydać książkę samodzielnie? W Polsce nie jest to łatwe.

Wszystkie historie spektakularnego sukcesu polskich self-publisherów mają cechy wspólne. Np. sprzedaż własnym kanałem, a nie w sieci księgarskiej. Albo składowanie książek na magazynie i wysyłka, czy to samodzielna, czy przy użyciu wynajętej do tego firmy logistycznej. To wymaga potężnych nakładów finansowych na start – nakładów, których nie mają np. aspirujący pisarze marzący o samodzielnym wydaniu książki, by pominąć aparaturę wydawniczą, która zostawi im marne grosze zysku z każdego sprzedanego egzemplarza.

Oczywiście mamy w Polsce całkiem solidne możliwości samodzielnego wydania e-booka i jego dystrybucji. Sęk w tym, że w Polsce książki czyta niespełna 40 proc. ludności, a mniej niż 3 proc. sięga po formaty elektroniczne. To za mała grupa docelowa, by skupiać na niej całe swoje wysiłki.

Samodzielne wydanie książki w Polsce kontra samodzielne wydanie książki zagranicą.

Gdybym chciał dzisiaj wydać książkę w Polsce, mam ku temu kilka opcji:

  • skorzystać z Ridero, które kompleksowo ogarnie moją sprzedaż, ale z papierowym wydaniem dostępnym wyłącznie w jednym miejscu,
  • skorzystać z drukarni Sowa, z ograniczoną dystrybucją i koniecznością wydania pieniędzy na start,
  • przygotować książkę samodzielnie, zlecić druk offsetowy i sprzedawać we własnym zakresie.

A to wszystko i tak nie miałoby najmniejszego sensu bez uprzedniego zbudowania społeczności wokół swojej twórczości, bo w Polsce self-publisher nie ma innej opcji dotarcia do czytelników. Można kupować reklamy w social mediach, ale to by było na tyle.

Tymczasem autorzy z rozwiniętych rynków, takich jak Stany Zjednoczone, Kanada czy Wielka Brytania, mają o wiele szersze spektrum możliwości:

  • Pierwszą opcją jest oczywiście Amazon (lub Kobo w Kanadzie), który pozwala na kompleksowe przygotowanie, sprzedaż i promowanie książek we wszystkich możliwych formatach, także audio. Autor może się nawet zgodzić na czasową wyłączność w zamian za wyższy zarobek.
  • Jeśli autor chce być dostępny w większej liczbie miejsc niż tylko Amazon, ma do dyspozycji globalną sieć dystrybucji i druku na żądanie Ingram Spark oraz wspomniane Kobo.
  • Do przygotowania i globalnej dystrybucji audiobooków można wykorzystać albo amazonowe Audible, albo na szeroką skalę – Findaway Voices. Findaway Voices pozwala nawet na rozliczanie się z aktorem głosowym na dwa sposoby: albo płacimy wyższą kwotę za przygotowanie i niższy procent od sprzedaży, albo niższą kwotę za nagranie w zamian za wyższy procent dla aktora.
  • Do promocji można wykorzystać reklamy Amazonu, które są głównym narzędziem promocji dla zagranicznych selfów, albo newslettery pokroju BookBub.

O ile różnice wydają się niewielkie, to w praktyce są ogromne i sprowadzają się do dwóch kwestii: taniej dystrybucji i większych możliwości szeroko zakrojonego promowania. Autor w Polsce, który nie ma skupionej wokół siebie społeczności w social media, nie ma innej możliwości przebicia się do czytelników niż przez płatne reklamy w social media i/lub rozsyłanie we własnym zakresie swoich dzieł do influencerów i recenzentów książek. Musi też dysponować sporym budżetem na start, aby w ogóle wydrukować książkę i wprowadzić ją do obiegu.

Zagranicą autor może skorzystać z druku na żądanie lub – na początek – z potężnego ekosystemu Amazonu bez żadnych dodatkowych kosztów prócz przygotowania okładki i redakcji tekstu. Narzędzia promocyjne z kolei pozwalają mu dotrzeć do czytelników bezpośrednio tam, gdzie oni się znajdują – w księgarniach i wprost na ich skrzynki mailowe.

Dodajmy do tego, że Polski model udanego self-publishingu dotyczy niemal w całości książek non-fiction i nie ma absolutnie żadnego przełożenia na sprzedaż fikcji literackiej. Dookoła literatury nieporównywalnie trudniej jest zbudować społeczność przed wydaniem książki; znakomita większość pisarzy buduje swoją społeczność, wydając książki, a nie – jak autorzy non-fiction – rozdając wiedzę za darmo.

Nie twierdzę, że samodzielne wydanie książki w Polsce jest niemożliwe.

Jest ono jednak nieporównywalnie trudniejsze u nas, niż zrobienie tego samego na rozwiniętym rynku. Dlatego za każdym razem, gdy czytam lub opisuję historię self-publishingowego sukcesu influencerki czy YouTubera, z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej jestem strasznie sfrustrowany, bo te historie budują fałszywy obraz samopublikowania w Polsce. Gdyby spojrzeć na rynek książkowego self-publishingu przez pryzmat tych historii, zobaczylibyśmy krainę mlekiem i miodem płynącą. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna i nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie cokolwiek miało się zmienić. Te historie sukcesu są nie do powtórzenia dla „zwykłych ludzi”, a już na pewno nie dla autorów fikcji literackiej.

Morał płynie z tego tylko jeden. Jeśli chcesz wydać w Polsce książkę, zwłaszcza fikcję, i zależy ci na tym, żeby przeczytało ją więcej osób niż twoja mama i siostra: zrób to z wydawcą. Jeśli chcesz wydać książkę samodzielnie – powodzenia. Czeka cię ciężka próba.