Oprogramowanie  / Felieton

Google najpierw uzależnił miliardy użytkowników od Zdjęć Google, a teraz wystawił im rachunek

Wraz z czerwcem przyszłego roku, za miejsce w Google Photos powyżej 15GB trzeba będzie zapłacić. Niektórzy przejdą do innej usługi, inni zrezygnują ze przechowywania swoich zdjęć online, jeszcze inni będą budować własne rozwiązania oparte o NAS lub prywatną chmurę.

Sam dostrzegam w tej sytuacj problem zupełnie innego rodzaju niż konieczność płacenia za to, co dotychczas było darmowe. Jest to coraz większe uzależnianie się od usług jednej firmy i traktowanie ich tak, jakby był to standardowy element internetu.

Gdy Zdjęcia Google zaczęły zyskiwać popularność na rynku była konkurencja

W 2015 roku Zdjęcia Google zyskiwały popularność, jednak jeszcze nie ogłoszono darmowej i nieskończonej powierzchni na zdjęcia o zredukowanej jakości. Na rynku wegetowało lub dogorywało właśnie kilka innych aplikacji do przechowywania i dzielenia się zdjęciami: 500px, Flickr, Everpix, Loom, czy Picturelife. Pamiętacie przynajmniej niektóre z nich?

Wtedy na tym rynku było coś, czego już dziś nie ma. Konkurencja. Wszystkie te usługi przegrały z darmowym planem Zdjęć Google'a. A nie można powiedzieć, że nie próbowały przeżyć: dla przykładu Flickr próbował ratować się zaoferowaniem aż jednego terabajta na zdjęcia.

Od tamtego czasu Google Photos stał się usługą de facto standardową dla wielu użytkowników. Ja sam polecałem go wielu nietechnicznym osobom, które pytały mnie o rozwiązanie umożliwiające tworzenie kopii zapasowych zdjęć. Ustawiałem go wielu znajomym i członkom rodziny - ustawiając darmową wersję.

W 2019 roku Zdjęcia Google przekroczyły próg miliarda użytkowników.

Dla miliarda ludzi Google Photos stało się częścią standardowego zestawu usług i aplikacji, używanych głównie na telefonach. Trudno im się dziwić: aplikacja pozwala łatwo wyszukiwać zdjęcia, dzielić się nimi, a nawet zamawiać fotoksiążki prosto z aplikacji. Nie jest więc tak, że nie oferuje niczego wartościowego swoim użytkownikom.

Dziś mamy rok 2020. Usług konkurencyjnych praktycznie nie ma (nie liczymy serwisów-widmo skazanych na porażkę), Marcinowi udało się wymienić zaledwie garstkę, do tego zazwyczaj niezoptymalizowanych pod fotografię cyfrową (jak np. Dropbox). Całą konkurencję wymiótł Google ze swoją usługą. I, zgodnie z logiką rynkową - podnosi ceny, bo wie, jak duża liczba użytkowników jest uzależniona od tej usługi. Uzależnienie jest tym większe, że przenoszenie między tego typu usługami przy dużej liczbie zdjęć nie jest wcale łatwe i szybkie (żeby daleko nie szukać - ja mam w tej usłudze ponad 93 tysiące zdjęć). Można więc zakładać, ze wielu użytkowników po prostu pogodzi się z płaceniem.

Jest to zachowanie racjonalne - rynek nie zareaguje negatywnie, bo rynku takich aplikacji już prawie nie ma. Można sobie pozwolić na takie zachowanie, gdy się jest de facto monopolistą.

Niestety, Google / Alphabet jest monopolistą w kilku innych dziedzinach. Myślicie, że wyszukiwarka Google Search czy poczta e-mail na Gmail to standardowe usługi, niejako wbudowane w Internet, które musza pozostać darmowe?

To spójrzcie na Google Photos i pomyślcie raz jeszcze.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst