REKLAMA

Dlaczego uważam, że Apple jest w tarapatach?

Sukces Spider's Web to wypadkowa wielu czynników, m.in. wyprowadzenia prawa do dyskusji na temat technologii z wąskiego grona, często bardzo specyficznych na tle społeczeństwa fachowców, do ogółu jej użytkowników. 

Dlaczego uważam, że Apple jest w tarapatach?
REKLAMA
REKLAMA

Ale to też rezultat niezwykle emocjonalnego podejścia do technologii w wykonaniu Przemka i jego redaktorów. Dziś na Spider's Web trudno nam pisać o gadżetach bez uwzględniania sfery emocjonalnej, a wam trudno jest pisać pozbawione jej komentarze. Kiedy więc przed kilkoma dniami w tekście o słabych wynikach sprzedaży HTC 10 napisałem o tarapatach Apple, część z was zareagowała dość... emocjonalnie.

Zupełnie niepotrzebnie, bo - po pierwsze - i ja chciałbym być w takich tarapatach, w jakich znajduje się obecnie Apple.

Po drugie - nawet jeśli ktoś napisze coś nieprzychylnego na temat firmy, za którą byłbyś gotów oddać życie, nie znaczy od razu, że jest jej/twoim wrogiem.

REKLAMA

Jeśli jesteś Realem Madryt to tarapatami nie jest spadnięcie z Primera Divison (to by była kompletna katastrofa łamana przez armageddon) - tarapatami jest drugie miejsce w lidze albo odpadnięcie przed półfinałem Ligi Mistrzów. Nie mam najmniejszego problemu z odczuwaniem sympatii do Apple, docenianiem ich sytuacji finansowej czy przede wszystkim wkładu w sposób w jaki dziś korzystamy ze smartfonów. Tak jest - to Steve Jobs to wszystko wymyślił wreszcie tak, jak trzeba, a Samsung, Huawei, LG czy nawet Michał Leszek z Kruger&Matz tylko odcinają od tego kupony.

Ale Apple już nie jest sexy. Piszę to z perspektywy swojej oraz ludzi z najbliższego otoczenia, czyli obecnych lub przyszłych trzydziestolatków, jednej z najistotniejszych w życiu współczesnych społeczeństw grup wiekowych. Każdy zna iPhone'a, każdy wie, że jest super, ale już od kilku lat przestał być obiektem westchnień i pożądania. Niczym nie wyróżnia się z tłumu, nie ma ani jednej one more thing, ulica w Warszawie coraz częściej rozmawia o Lewym i Huawei albo tym jak fantastycznie wygląda nowy Samsung/Huawei. Jeśli pada pytanie o Apple, to przeważnie coś z gatunku pobłażliwego "który to już?", "6S? aha", "i jak?".

REKLAMA

Niby nic strasznego, ale jednak straszne. Apple jest dzisiaj troszkę jak Doda.

Niby każdy pamięta, że królowa jest tylko jedna i nawet nie wie czy jest w Polsce większa gwiazda muzyki pop. Ale będzie miał problem z zanuceniem piosenki. Na koncerty przychodzi coraz mniej nawet fanów piosenkarki, telewizja nie zaprasza i nawet Pudelek pisze coraz rzadziej, a jak pisze to nawet to mało kogo obchodzi, o ile akurat nie pobije się z jakąś prezenterką telewizyjną.

Zacząłem tekst od emocjonalnego podejścia do technologii i zupełnie na bok odrzucam finanse. A Apple ze swoim iPhonem od lat coraz bardziej gaśnie w tej wojnie emocji. Bez Steve'a Jobsa w zasadzie nie jest w stanie zaproponować swoim użytkownikom wiele więcej niż... kolory - najpierw systemu, a teraz samych urządzeń. W podobny sposób na naszych oczach swego czasu gasła Nokia, która pewnego dnia w starciu z konkurencją miała już tylko jaskrawo-kolorowe obudowy.

REKLAMA

Zegarek, który wygląda jak pompa insulinowa (trzeba go nosić, bo może uratuje ci życie, ale na pewno nie jest ładny), coraz bardziej zbędne tablety czy wreszcie iPhone będący w odwrocie, który od kilku przynajmniej lat niczym szczególnym nie zaskoczył świata, a stabilny system operacyjny od czasu Lollipopa też robi już coraz mniejsze wrażenie.

Apple nie wzbudza już emocji u neutralnych światopoglądowo miłośników technologii, a kiedy przypomnimy sobie wyreżyserowane do miejsc po przecinku prezentacje kolejnych gadżetów i ogólną otoczkę, a więc emocje jako fundamenty firmy założonej przez Jobsa, może się okazać, że król nie ma nam już wiele więcej do zaoferowania. I to własnie nazywam tarapatami.

Gdyby to było jakieś HTC, to nie byłoby problemu, ale hej - mówimy o Apple!

Jakub Kralka
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA