Tech  / Felieton

Dlaczego uważam, że Apple jest w tarapatach?

198 interakcji
dołącz do dyskusji

Sukces Spider's Web to wypadkowa wielu czynników, m.in. wyprowadzenia prawa do dyskusji na temat technologii z wąskiego grona, często bardzo specyficznych na tle społeczeństwa fachowców, do ogółu jej użytkowników. 

Ale to też rezultat niezwykle emocjonalnego podejścia do technologii w wykonaniu Przemka i jego redaktorów. Dziś na Spider's Web trudno nam pisać o gadżetach bez uwzględniania sfery emocjonalnej, a wam trudno jest pisać pozbawione jej komentarze. Kiedy więc przed kilkoma dniami w tekście o słabych wynikach sprzedaży HTC 10 napisałem o tarapatach Apple, część z was zareagowała dość... emocjonalnie.

Zupełnie niepotrzebnie, bo - po pierwsze - i ja chciałbym być w takich tarapatach, w jakich znajduje się obecnie Apple.

Po drugie - nawet jeśli ktoś napisze coś nieprzychylnego na temat firmy, za którą byłbyś gotów oddać życie, nie znaczy od razu, że jest jej/twoim wrogiem.

Jeśli jesteś Realem Madryt to tarapatami nie jest spadnięcie z Primera Divison (to by była kompletna katastrofa łamana przez armageddon) - tarapatami jest drugie miejsce w lidze albo odpadnięcie przed półfinałem Ligi Mistrzów. Nie mam najmniejszego problemu z odczuwaniem sympatii do Apple, docenianiem ich sytuacji finansowej czy przede wszystkim wkładu w sposób w jaki dziś korzystamy ze smartfonów. Tak jest - to Steve Jobs to wszystko wymyślił wreszcie tak, jak trzeba, a Samsung, Huawei, LG czy nawet Michał Leszek z Kruger&Matz tylko odcinają od tego kupony.

Ale Apple już nie jest sexy. Piszę to z perspektywy swojej oraz ludzi z najbliższego otoczenia, czyli obecnych lub przyszłych trzydziestolatków, jednej z najistotniejszych w życiu współczesnych społeczeństw grup wiekowych. Każdy zna iPhone'a, każdy wie, że jest super, ale już od kilku lat przestał być obiektem westchnień i pożądania. Niczym nie wyróżnia się z tłumu, nie ma ani jednej one more thing, ulica w Warszawie coraz częściej rozmawia o Lewym i Huawei albo tym jak fantastycznie wygląda nowy Samsung/Huawei. Jeśli pada pytanie o Apple, to przeważnie coś z gatunku pobłażliwego "który to już?", "6S? aha", "i jak?".

Niby nic strasznego, ale jednak straszne. Apple jest dzisiaj troszkę jak Doda.

Niby każdy pamięta, że królowa jest tylko jedna i nawet nie wie czy jest w Polsce większa gwiazda muzyki pop. Ale będzie miał problem z zanuceniem piosenki. Na koncerty przychodzi coraz mniej nawet fanów piosenkarki, telewizja nie zaprasza i nawet Pudelek pisze coraz rzadziej, a jak pisze to nawet to mało kogo obchodzi, o ile akurat nie pobije się z jakąś prezenterką telewizyjną.

Zacząłem tekst od emocjonalnego podejścia do technologii i zupełnie na bok odrzucam finanse. A Apple ze swoim iPhonem od lat coraz bardziej gaśnie w tej wojnie emocji. Bez Steve'a Jobsa w zasadzie nie jest w stanie zaproponować swoim użytkownikom wiele więcej niż... kolory - najpierw systemu, a teraz samych urządzeń. W podobny sposób na naszych oczach swego czasu gasła Nokia, która pewnego dnia w starciu z konkurencją miała już tylko jaskrawo-kolorowe obudowy.

Zegarek, który wygląda jak pompa insulinowa (trzeba go nosić, bo może uratuje ci życie, ale na pewno nie jest ładny), coraz bardziej zbędne tablety czy wreszcie iPhone będący w odwrocie, który od kilku przynajmniej lat niczym szczególnym nie zaskoczył świata, a stabilny system operacyjny od czasu Lollipopa też robi już coraz mniejsze wrażenie.

Apple nie wzbudza już emocji u neutralnych światopoglądowo miłośników technologii, a kiedy przypomnimy sobie wyreżyserowane do miejsc po przecinku prezentacje kolejnych gadżetów i ogólną otoczkę, a więc emocje jako fundamenty firmy założonej przez Jobsa, może się okazać, że król nie ma nam już wiele więcej do zaoferowania. I to własnie nazywam tarapatami.

Gdyby to było jakieś HTC, to nie byłoby problemu, ale hej - mówimy o Apple!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst