Sprzęt  / Felieton

Kontekstu - tego wciąż brakuje w produktach technologii ubieranych

Rodzącemu się rynkowi urządzeń technologii ubieranych przyglądam się od jego zarania. Ba, entuzjastycznie podchodzę do kolejnych testów nowych gadżetów; naginam nawet swój naturalny rytm dnia pod ich kątem. Tyle że coraz częściej odnoszę wrażenie, że... nic z tego nie wynika. Czego wciąż brakuje podłączonym do internetu zegarkom, opaskom na nadgarstek i innym bajerom? Kontekstu danych.

Zacząłem od opaski Jawbone Up, którą sprawiłem sobie w Stanach. Używałem też przez moment Fitbita, a następnie przez całkiem długi okres czasu zegarka Pebble. Mam też zegarek TomToma ze specjalną opaską do mierzenia tętna podczas aktywności sportowej i zespolonym z serwisem MyFitness. Od dawna korzystam też z aplikacji Moves w iPhonie 5S (którą niedawno przejął Facebook), a od niedawna testuję także Breeze od twórców Runkeepera. Oczywiście dodatkowo aktywności sportowe śledzę z serwisem Runkeeper, w którym dorobiłem się konta premium. Testowałem też aktywnie Samsunga Galaxy S5 wraz z Gear 2 i Gear Fit, które działają w jednym ekosystemie aplikacji zdrowotnej Samsunga.

opaska-melon-kickstarter-eeg-elektroencefalografia-Jawbone-Up-Nike-Fuelband-sport-smartfon

I... niby wiem, że w poniedziałki chodzę pieszo najmniej, że w czwartki spalam najwięcej kalorii (gram wtedy w kosza), puls mam najlepszy w weekendy, w które zresztą pokonuję największą liczbę kilometrów pieszo. Wiem też, że najdłużej śpię w weekendy, a najkrócej w poniedziałki i wtorki.

No i co? No i nic.

Ta wiedza nic mi de facto nie daje. Owszem, gdy Moves informuje mnie, że zbliżam się do celu 10 tys. kroków danego dnia, to staram się zrobić tak, by jednak do tego dobić. Gdy w poniedziałek mój sen trwał zdecydowanie za krótko, to we wtorek staram się chodzić wcześniej spać (choć i tak rzadko kiedy udaje mi się zasnąć odpowiednio wcześnie, by jednak sen wyrównać).

Powtórzę jednak pytanie: no i co z tego wynika?

Ano nic. Nie jestem od tego przesadnie zdrowszy, raczej nie wiem o swoim ciele znacznie więcej niż wcześniej. Nie zmieniło to także mojego życia poza tym, że często się denerwuję tym, że nie dowiozłem liczby kroków danego dnia.

wearables

Ba, większe korzyści wynoszę ze skrzętnego zapisywania wszystkiego tego, co jem w świetnej aplikacji Day One, bowiem dzięki temu mam prawdziwy obraz mojej diety, a nie wyobrażenie o niej.

Piję do tego, że bez kontekstu, bez szerszego aspektu, bez personalizacji wyników i ich interpretacji niczego dane wynoszone z gadżetów technologii ubieranej nie znaczą.

Potrzebujemy dwóch rzeczy:
- systemu rozumiejącego dane i przekuwającego je na odpowiednie spersanolizowane sugestie/trening/zalecenia zdrowotne
- wspólnego silnika, który zbierałby i rozumiał dane przesyłane przez wiele różnych urządzeń z różnych de facto światów i ekosystemów technologicznych.

To drugie jest trochę bardziej utopijne.

Sugeruje bowiem powstanie jakiegoś 'internetu danych' bądź też odpowiedniej działki w 'internecie rzeczy', która spinałaby dane z jednej strony: smartfona, opasek na nadgarstek, zegarków i aplikacji, z drugiej na przykład: lodówki, termostatu, czy wanny/prysznica, a z trzeciej: karty NFZ, ubezpieczenia zdrowotnego, kalendarza, itd. Dopiero z połączonej wiedzy takich urządzeń wyłaniałaby się odpowiednia interpretacja danych.

toddham_iwatch_all

To pierwsze jest zdecydowanie bardziej realne na już. Szczerze przyznam, że liczę na to, że zrobi to Apple. Na pewno tylko w ramach własnego ekosystemu urządzeń i usług, ale zapewne z zapewnieniem odpowiedniej innowacji. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby iPhone, iPad, MacBook oraz ewentualnie nowe urządzenie z kategorii wearable tech nie rozumiały i nie przetwarzały odpowiednio danych pomiędzy sobą w taki sposób, że w powiadomieniach Maka wyświetli mi się informacja, że warto rozprostować kości, bo siedzę już przy komputerze ponad półtorej godziny. Albo że warto dzisiaj położyć się wcześniej spać, bo mój biometr się tego domaga, a przed położeniem się warto wypić pół litra wody.

Ten przykład to nic specjalnego, ale dobrze obrazuje potencjał jaki stoi za inteligentną analizą danych, a nie tylko zbieraniem ich w bliżej nieokreślonym celu, co aktualnie ma miejsce. Potrzebne jest kontekstowe użycie danych i ich interdyscyplinarne wykorzystanie.

Wierzę, że Apple - jak to od zawsze ma w swoim zwyczaju - przyjdzie na rynek z czymś, co rozchmurzy dzisiejszy chaos. A jest co, bo przecież danych dostarczamy piekielnie mnóstwo, chociażby za pośrednictwem iPhone'a, który wie: gdzie jesteśmy i gdzie byliśmy, co robimy i co robiliśmy, czego szukaliśmy, co znaleźliśmy, itd.

Na razie bowiem z informacji, które już dziś o sobie zbieram nic nie wynika.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst