1. SPIDER'S WEB
  2. Tech
  3. Nauka
  4. Kosmos

Piotr Lipiński: ODKURZACZ NA MARSIE, czyli 60-ta rocznica zdobycia Mount Everest

Nigdy nie byłem na Marsie. A co gorsza, nie dotarł tam żaden mój znajomy ani nikt z całej reszty szeroko rozumianej ludzkości. Po co więc nam te wszystkie cudowne komputery, procesory i smartfony, skoro nie potrafimy wystrzeliwać ludzi coraz dalej i dalej w kosmos?

Piotr Lipiński: ODKURZACZ NA MARSIE, czyli 60-ta rocznica zdobycia Mount Everest

Nasza wyobraźnia przestała przekraczać ziemską atmosferę - pomyślałem, kiedy kolejny dzień z rzędu lał deszcz. Oprócz pogody w ten depresyjny nastrój popchnęła mnie konieczność zakupu oryginalnego tuszu do drukarki. Co roku jest kilka takich podłych dni: trzeba zapłacić za ubezpieczenie samochodu albo kupić tusz do drukarki. I wówczas jestem skłonny ulegać najczarniejszym myślom.

Od kiedy ludzie przestali latać na Księżyc, na Ziemi zrobiło się trochę nudno. Obumarły romantyczne marzenia o dotarciu do miejsc, w których nie stanęła ludzka stopa. Trudno wiekopomną wyprawą nazwać wyjazd na egipską plażę. Niezwykłego czynu łaknę jak kania dżdżu albo komputer ramu.

To prawda - po Marsie turla się nasz robocik zwany „Curiosity”. Ale to tak, jakbyśmy wysłali na Czerwoną Planetę inteligentny odkurzacz, który potrafi posprzątać salon, kiedy nie ma nas w domu. „Curiosity” też zbiera z powierzchni kurz. Niestety, dopóki na Czerwonej Planecie nie wyląduje człowiek, to choćby ten robocik potknął się o prawdziwego Marsjanina, nie będzie to bardziej ekscytujące, niż orędzie prezydenta. Dowolnego kraju zresztą.

curiosity

Owszem, na co dzień z zainteresowaniem rzucimy okiem w kierunku monitora, który wyświetli pierwsze zdjęcia Androida 4.3. Albo przeczytamy notatkę o studwudziestoczteryipółrdzeniowym procesorze. Ale dopiero Felix Baumgartner musi na nas spojrzeć z góry, żeby świat zastygł z wrażenia. I pan hydraulik, i pan profesor. Wszyscy podziwiają odwagę kogoś skaczącego z niemal czterdziestu kilometrów. Bo wreszcie człowiek ryzykując życie mocno przekracza granice dotychczasowych możliwości. Jest pierwszy. To ekscytuje. Wtedy w kąt idą te wszystkie procesory i marsjańskie łaziki. Liczy się tylko jeden człowiek i jego osiągnięcie.

Być pierwszym, fizycznie zetknąć się z innym światem - dopiero to powód do szaleńczego podziwu. Kłopot tylko w tym, że człowiek w zasadzie trafił już niemal do każdego zakamarka Ziemi. Może co najwyżej penetrować największe głębiny oceanów albo najgłębsze jaskinie - ale jest tam zbyt ciemno, aby było romantycznie i widowiskowo.

Kiedyś magazyn „National Geographic” kusił fantastycznymi zdjęciami z dwóch powodów. Po pierwsze, były znakomite artystycznie, a po drugie, wykonane w miejscach niedostępnych dla czytelnika. Dziś ten drugi powód stracił na znaczeniu. Przeciętni ludzie potrafią zrealizować swoje marzenia o podróży dookoła świata. To kwestia worka pieniędzy albo dużej wytrwałości.

instagram nat geo

Nawet najwyższa góra świata, Mount Everest, zdobyta 60 lat temu, 29 maja 1953 r., straciła swój czar. Medycyna osiągnęła olbrzymi postęp - niedawno osiemdziesięciolatek wszedł na szczyt Czomolungmy. A na jej zboczach pobili się wspinacze z Szerpami - banalność góry sięgnęła szczytu.

Jak powiedział słynny polski alpinista, Piotr Pustelnik, wspinaczka to w coraz większym stopniu turystyka wykwalifikowana, wymagającą mocnej kondycji i obfitego konta. Świetnie to rozumiem, bo kilka lat temu wdrapałem się na szczyt Mount Blanc i choć było to fizycznie wyczerpujące przedsięwzięcie, niebezpieczne, to jednak niesłychanie odległe od trudności pokonywanych przez pierwszych zdobywców góry. I kompletnie bez znaczenia.

Wejście na Mount Everest czy w wersji ekonomicznej na Rysy to wielkie osiągnięcie w życiu konkretnego człowieka - ale dziś już nieważne z punktu widzenia ludzkości. Bo liczą się tylko ci pierwsi, którzy wdarli się na Mount Everest - Nowozelandczyk Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay. Potem prawdziwie przełomowe znaczenie miało już tylko pierwsze zimowe zdobycie, dokonane przez Polaków Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego (17 lutego 1980 r.)

instagram nat geo 2

Osiągamy coraz więcej, ryzykując coraz mniej. Amerykanie wymyślili wojnę, w której nie powinni ginąć żołnierze - przynajmniej ci z USA. Facet siedzi w blaszanym baraku w Stanach Zjednoczonych i kieruje dronem latającym nad Afganistanem. W przerwie dzwoni do żony:

- Kochanie, jakie kupić pieluszki w Wal-Marcie? Tylko powiedz proszę szybko, bo zaraz muszę zbombardować obóz terrorystów.

I niedługo dostanie za to medal - co ostatnio wywołało wzburzenie wśród wojskowych kombatantów, którzy wcześniej swoich wrogów zabijali spoglądając im w oczy. Rozumiem to oburzenie - bohaterstwo wymaga narażenia życia. W przeciwnym wypadku jest tylko namiastką wielkości. Nie można zostać bohaterem siedząc w domu przed monitorem.

Tylko ryzyko śmierci, czy to na biegunie, czy na ośmiotysięczniku, jest powszechnie zrozumiałe i podziwiane. Bo co o trudach wspinaczki czy zdobywania bieguna wie człowiek siedzący przed telewizorem? Co o chorobie wysokościowej może wiedzieć ktoś, kto najwyżej w życiu dotarł do Zakopanego? Co o odmrożeniach inny, który spędził całe życie w słonecznej Kalifornii? Przeciętnym ludziom pozostaje podziwianie i robienie mniej niebezpiecznych rzeczy. „Yossarian postanowił żyć wiecznie, albo umrzeć próbując” - jak napisał Joseph Heller w „Paragrafie 22”.

Żeby dziś osiągnąć coś niezwykłego, co zrozumie cały świat, nie ma wyjścia - trzeba polecieć gdzieś dalej w kosmos, z pewnością poza orbitę Księżyca. Sam bym chętnie pofrunął na Marsa, choć to mało prawdopodobne z tego prostego powodu, że w ogóle nie lubię podróży samolotem. Nie sądzę, żeby latanie rakietą było mniej stresujące. Przeciwnie - wiem, że jest jeszcze gorsze. A już szczególnie powrót na Ziemię. Mirosław Hermaszewski, pierwszy Polak w kosmosie opowiadał mi o czerwonych jęzorach ognia, przez które leci się wchodząc w ziemską atmosferę - a właściwie w piekielną atmosferę. Trzeba być idiotą, żeby się wówczas nie bać. Lot do gwiazd to zawsze śmiertelne ryzyko.

instagram nat geo 4

Teraz coś na pocieszenie. Nie każdy mógł polecieć w kosmos jako pierwszy Polak - w tej liczbie ja i ponad trzydzieści milionów pozostałych Polaków. Ktoś miał jednak znacznie, ale to znacznie gorzej od nas. To drugi, „zapasowy” Polak, który miał znaleźć się w kosmosie na wypadek, gdyby Hermaszewski złapał grypę albo złamał nogę. Ile osób dziś zna jego nazwisko? Jak czuł się człowiek, który otarł się o najważniejsze wydarzenie w swoim życiu, miał namacalną szansę przejść do historii, ale z hukiem zatrzasnął się przed nim luk rakiety?

Liczy się tylko „pierwszy”. Nikt więcej. Żaden zastępca. Żaden pomocnik. Ich nazwiska znają tylko ludzie zaangażowani w projekt. Reszta świata kocha „pierwszego”. I bardzo dobrze. Bo to pchać będzie ludzi do coraz większych osiągnięć, do przełamywania granic możliwości, nawet jeśli graniczy to z szaleństwem.

Człowiek, który pierwszy stanie na Marsie, stanie się bardziej znany od Pelego, Obamy i Neila Armstronga. A my będziemy ten wyczyn podziwiać w napięciu, zajadając mleczną czekoladę przed telewizorem. Będziemy czekać, czy mu nie pęknie skafander albo nie zepsuje silnik w lądowniku. Przeżywać emocje, jakie zawsze były dane widowni oglądającej w cyrku popisy linoskoczka. Nie ma się czego wstydzić. Bohaterowie żyją i ryzykują w naszym imieniu. My tylko w napięciu śledzimy, czy się nie potkną.

Jednak dopóki pierwszy Ziemniak nie pomacha do nas z Marsa - będzie nudno jak w polskim serialu. Chyba, że wreszcie przestanie padać deszcz.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na www.piotrlipinski.pl. Żartuje ze świata na www.twitter.com/PiotrLipinski. Nowy ebook „Humer i inni” w księgarniach Virtualo – goo.gl/ZaNek Empik – goo.gl/UHC6q oraz Amazon - goo.gl/WdQUT oraz Apple iBooks – goo.gl/5lCGN

Źródło grafiki początkowej: shc.hu