Apple może spełnić marzenie Trumpa. O ile odda sekrety Samsungowi
Apple rozważa przeniesienie części produkcji swoich kluczowych procesorów do Stanów Zjednoczonych, prowadząc wstępne negocjacje z nowymi partnerami - choć na razie to bardziej ostrożne sondowanie rynku niż realna zmiana kursu.

Apple od lat projektuje własne układy SoC, ale ich produkcja pozostaje domeną TSMC. To tajwański gigant odpowiada za wytwarzanie procesorów do iPhone’ów, iPadów i Maków - i to w najbardziej zaawansowanych litografiach, dziś 3 nm, a wkrótce 2 nm. Firma z Cupertino od dawna nie ukrywa jednak, że uzależnienie od jednego dostawcy jest dla niej problemem. Tim Cook powiedział to wprost podczas ostatniego sprawozdania finansowego: „mamy mniej elastyczności w łańcuchu dostaw niż byśmy chcieli”.
W tym kontekście rozmowy z firmami, z którymi Apple miewał napięte relacje w przeszłości, są bardziej zrozumiałe. Apple miał odbyć wstępne rozmowy z Intelem na temat wykorzystania jego usług foundry oraz wizytować powstającą fabrykę Samsunga w Teksasie, która ma produkować zaawansowane układy scalone. Na razie nie padły żadne zamówienia, a rozmowy określane są jako „bardzo wczesne”. To raczej rekonesans niż negocjacje kontraktowe.
Czytaj też:
Warto pamiętać, że Apple już dziś częściowo produkuje swoje chipy w Stanach Zjednoczonych - TSMC w fabryce w Arizonie ma w bieżącym roku dostarczyć 100 mln SoC dla firmy z Cupertino. To jednak kropla w morzu potrzeb: tylko w ubiegłym roku Apple sprzedał 247,4 mln iPhone’ów, a przecież są jeszcze iPady i Maki. Reszta produkcji nadal odbywa się na Tajwanie.
Dlaczego więc Apple w ogóle rozważa alternatywy? Powody są trzy
Po pierwsze: geopolityka. Ryzyko związane z ewentualną eskalacją napięć wokół Tajwanu jest realne i Apple nie może go ignorować. Po drugie: niedobory mocy produkcyjnych, bo fabryki TSMC są dziś obciążone zamówieniami związanymi z boomem na AI. Po trzecie: dywersyfikacja, która jest obsesją Cooka od lat.
Problem w tym, że zarówno Intel, jak i Samsung mają swoje własne kłopoty. Obie firmy od lat próbują dogonić TSMC w zakresie miniaturyzacji i efektywności energetycznej, ale zmagają się z niskimi uzyskami i problemami termicznymi. Samsung chwali się co prawda pierwszym mobilnym chipem 2 nm (Exynos 2600), a Intel szykuje proces 14A (1,4 nm klasy) na 2028 r., ale to wciąż technologie, które muszą udowodnić swoją dojrzałość.
Co więcej, Apple - jak donosi Bloomberg - ma poważne obawy przed korzystaniem z technologii innych niż TSMC. Firma nie chce ryzykować jakości ani wydajności swoich kluczowych produktów. Dlatego nawet jeśli Intel czy Samsung dostaną kiedyś zamówienia to najwcześniej w 2027 r., i to raczej na układy do urządzeń mniej krytycznych niż iPhone Pro.
Cała historia wygląda więc jak typowa zagrywka Apple’a: trzymać wszystkie opcje otwarte, badać rynek, wywierać presję na partnerów i przygotowywać plan B - ale bez pośpiechu i bez podejmowania ryzyka, które mogłoby odbić się na jakości produktów. Dla Intela byłaby to transakcja dekady, dla Samsunga - prestiżowy powrót do gry. Dla Apple’a? Po prostu kolejny krok w stronę większej niezależności.



















