Szwedzi kupują polskie bestie za 168 mln zł. To prawdziwe kolosy
Szwedzkie Siły Zbrojne po raz kolejny postawiły na polską myśl techniczną. Do tamtejszej armii trafi 35 potężnych, uterenowionych wozów ewakuacji i ratownictwa technicznego. Podwozie dostarcza Scania, ale za kluczową, specjalistyczną zabudowę odpowiada rodzima firma Szczęśniak Pojazdy Specjalne. Wartość najnowszej umowy to imponujące 168 mln zł.

Szwedzka Administracja Materiałów Obronnych (FMV) najwyraźniej bardzo polubiła się z polskim sprzętem. Właśnie ogłoszono złożenie zamówienia na kolejną partię ciężkich samochodów pomocy drogowej. Tym razem mowa o trzydziestu pięciu maszynach, a na stół wyłożono około 420 mln koron szwedzkich.
To potężny zastrzyk gotówki dla polskiego wykonawcy, ale warto przypomnieć, że to zaledwie kolejny krok w znacznie szerszej współpracy. Na początku 2025 r. FMV podpisała z rodzimym producentem umowę ramową wycenianą na blisko ćwierć miliarda złotych (600 mln SEK).
Pierwsza transza obejmowała dziesięć sztuk, a obecne, drugie zamówienie tylko potwierdza, że nasze rozwiązania sprawdzają się w trudnych, skandynawskich warunkach.
34-tonowy potwór na podwoziu Scanii
Co dokładnie kupili Szwedzi? To sprzęt do zadań absolutnie specjalnych, stworzony po to, by wyciągać z opresji inne wojskowe maszyny. Sercem pojazdu jest czteroosiowe podwozie Scania z napędem na wszystkie koła (8x8), napędzane potężnym silnikiem o mocy 520 koni mechanicznych (382 kW).

Prawdziwa inżynieryjna magia dzieje się jednak z tyłu, w zabudowie zaprojektowanej przez spółkę Szczęśniak. Thomas Larsson, pełniący funkcję kierownika projektu w FMV, wprost przyznaje, że ten kolos o masie blisko 34 ton otrzymał niesamowicie bogaty ekwipunek.
Został on dobrany tak, aby obsłużyć różnorodne pojazdy i wyjść cało z najbardziej nieprzewidywalnych sytuacji, z jakimi wojsko może się spotkać podczas akcji ratunkowych.
Wyciągną każdy sprzęt z największego błota
Możliwości operacyjne tej maszyny budzą ogromny respekt. Na pokładzie zamontowano aż pięć wyciągarek, z czego główna, potężna jednostronna jednostka Sepson Septrac, dysponuje uciągiem dwudziestu ton. Jakby tego było mało, trzyosobowa załoga operująca z wygodnej, długiej kabiny ma do dyspozycji główny wysięgnik o identycznym, dwudziestotonowym udźwigu.
W skrytkach nowoczesnej zabudowy poukrywano dodatkowo ponad trzysta różnych akcesoriów ratowniczych. Taka konfiguracja gwarantuje bezpieczne i bezproblemowe podnoszenie oraz holowanie absolutnie każdego pojazdu kołowego będącego obecnie na wyposażeniu szwedzkiej armii.
Więcej na Spider's Web:
Ekspresowe tempo i zbrojeniowy sukces
Zbudowanie tak skomplikowanego, niezawodnego systemu w ledwie kilkanaście miesięcy to w branży militarnej wyczyn godny podziwu. Inżynierowie systemowi ze strony szwedzkiej, Lars Nordin i Peter Gessl, nie ukrywają, że dostarczenie ciężkiego pojazdu ratunkowego w ciągu zaledwie roku to wielkie osiągnięcie.
Te pojazdy stanowią bardzo cenne wzmocnienie potencjału Szwedzkich Sił Zbrojnych. Projekt był realizowany z dużym zaangażowaniem i sukcesem, aby dotrzymać napiętego terminu dostawy – mówi Jonas Silfver Wikstrand, kierownik sekcji ciężkich pojazdów kołowych w FMV.
Wygląda więc na to, że Polacy dowieźli nie tylko świetny produkt, ale i doskonały czas realizacji.



















