Tak Rosja omija sankcje na morzu. Rozpracowali Putina, ale nikt nic nie robi
Rosyjskie przychody z paliw kopalnych znów rosną. Pomagają w tym Azja, flota cieni, fałszywe bandery i nowi pośrednicy handlowi.

Sankcje miały stopniowo odcinać Kreml od pieniędzy z ropy i gazu, ale najnowsze dane pokazują znacznie bardziej skomplikowany obraz. Rosja nie tylko nadal sprzedaje ogromne ilości surowców, lecz także coraz sprawniej obchodzi ograniczenia dzięki azjatyckim odbiorcom, nowym spółkom-pośrednikom i flocie cieni, która wozi ropę poza zachodnim systemem kontroli.
Przychody rosną, choć sankcje formalnie obowiązują
W lutym rosyjskie wpływy z eksportu paliw kopalnych wzrosły aż o 7 proc. miesiąc do miesiąca i sięgnęły 492 mln euro dziennie, przy zaledwie 1-proc. wzroście wolumenu. Pokazuje to, że nawet niewielka zmiana skali eksportu może dawać Moskwie wyraźnie większe przychody, jeśli poprawiają się ceny, marże albo warunki sprzedaży.
Problem nie polega już wyłącznie na tym, czy Rosja może sprzedać ropę, ale jak ją sprzedaje i komu. Sankcje uderzyły w część oficjalnych kanałów handlu, ale nie zamknęły całego systemu. W ich miejsce coraz mocniej weszły struktury pośrednie: nowe firmy handlowe, rafinerie poza Unią Europejską, a przede wszystkim tankowce funkcjonujące poza zachodnim reżimem usług, ubezpieczeń i nadzoru.
Azja pozostaje głównym wentylem bezpieczeństwa dla rosyjskiej ropy
Najmocniej widać to po kierunkach sprzedaży. Chiny pozostały największym nabywcą rosyjskich paliw kopalnych i odpowiadały za 52 proc. przychodów Rosji z eksportu do 5 największych importerów w lutym. W samym imporcie ropy drogą morską do Chin szczególnie uderza to, że rosyjskie dostawy niemal podwoiły się rok do roku, mimo że luty zwykle przynosi sezonowe osłabienie zakupów związane z obchodami Chińskiego Nowego Roku.
Indie w lutym ograniczyły zakupy rosyjskiej ropy o 19 proc. miesiąc do miesiąca, ale Rosja nadal była dla nich największym dostawcą, odpowiadając za 20 proc. całego importu tego surowca. Z kolei Turcja awansowała na 2. miejsce wśród największych nabywców rosyjskich paliw kopalnych w lutym, wyprzedzając Indie pod względem łącznej wartości zakupów. To pokazuje, że handel nie tyle zamarł, ile przestawił się na kilka kluczowych hubów i klientów, którzy są w stanie wchłonąć duże wolumeny.
To właśnie dlatego sankcje nie działają dziś jak szczelna zapora, tak jak miały działać. Gdy jedni odbiorcy ograniczają zakupy albo podnoszą ryzyko transakcyjne, inni przejmują część przepływów. Azja, a częściowo także Turcja i rafinerie działające na styku różnych porządków regulacyjnych, stały się dla Rosji czymś w rodzaju strefy buforowej, która pomaga utrzymać handel przy życiu nawet wtedy, gdy formalna presja Zachodu rośnie.
Po sankcjach na Rosnieft i Łukoil pojawili się nowi pośrednicy
Jednym z najciekawszych wątków raportu przygotowanego przez Centre for Research on Energy and Clean Air jest to, jak szybko rynek dostosował się do uderzenia w największe rosyjskie koncerny. Amerykański Departament Skarbu ogłosił w październiku 2025 r. sankcje wobec Rosnieftu i Łukoilu, czyli dwóch gigantów rosyjskiego sektora naftowego. CREA ocenia, że wolumen morskiego eksportu ropy sprzedawanej przez te dwie spółki spadł od grudnia 2025 do lutego 2026 o 83 proc. rok do roku i wyniósł 3,5 mln ton.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak sukces sankcji. Problem jedak w tym, że handel nie zniknął, tylko zaczął być przepuszczany przez nowe byty. W raporcie wskazano, że część eksportu przejęły świeżo utworzone albo przemianowane spółki pośredniczące, takie jak RusExport i Redwood Global Supply Group. Między grudniem 2025 a lutym 2026 wyeksportowały one odpowiednio 5,5 mln ton i 11,5 mln ton rosyjskiej ropy. Innymi słowy, sankcje uderzyły w konkretne nazwy, ale system szybko wytworzył zastępstwa.
Taki mechanizm jest skuteczny dlatego, że przenosi ciężar z samego producenta na sieć handlu, transportu i rafinacji. Formalnie sankcjonowana spółka znika z części dokumentów, ale surowiec nadal znajduje drogę do klienta. To nie jest klasyczne złamanie sankcji w prostym sensie, lecz raczej obchodzenie ich przez rozczłonkowanie transakcji na kilka etapów i kilku uczestników.
Flota cieni stała się osobnym systemem transportowym
Jeszcze mocniej widać to na morzu. Według raportu aż 56 proc. rosyjskiego eksportu ropy drogą morską w lutym przewiozły objęte sankcjami tankowce zaliczane do floty cieni. Kolejne 11 proc. przewiozły niesankcjonowane jednostki z tej samej szarej strefy, a tylko 33 proc. przypadło tankowcom z obszaru G7+ objętego zachodnim reżimem usług żeglugowych. W przypadku produktów naftowych udział zachodnich tankowców jest wyższy, ale i tam flota cieni pozostaje ważnym elementem całego układu.
Szczególnie wymowne są dane o fałszywych banderach. Pod koniec lutego 63 jednostki działające w rosyjskim handlu miały funkcjonować pod fałszywą banderą, a 23 takie statki dostarczyły rosyjską ropę i produkty naftowe o wartości 800 mln euro. Prawie 1/4 wolumenu przewożonego przez tankowce z fałszywą banderą przeszła w lutym przez Cieśniny Bałtyckie. Pokazuje to, że problem nie dzieje się gdzieś daleko od Europy, tylko częściowo przechodzi przez newralgiczne szlaki tuż przy granicach państw UE i NATO.
Flota cieni to nie tylko narzędzie do omijania ograniczeń finansowych. To również rosnące ryzyko środowiskowe i bezpieczeństwa. Spośród 104 tankowców z tej grupy obsługujących w lutym rosyjskie ładunki aż 36 miało co najmniej 20 lat, a najstarsza jednostka liczyła 35 lat. Ewentualne koszty sprzątania i odszkodowań po dużym wycieku z takiego statku mogłyby przekroczyć nawet 1 mld euro.
Unia uszczelnia przepisy, ale rosyjskie molekuły nadal wracają do Europy
Szczególnie niewygodny dla Brukseli może być fragment raportu dotyczący produktów rafinowanych. Od 21 stycznia 2026 r. w Unii obowiązuje zakaz importu produktów naftowych wytworzonych z rosyjskiej ropy. Komisja Europejska opisała te zasady w wytycznych do art. 3 rozporządzenia 833/2014, a równolegle UE przyjęła też prawo, które ma do 2027 r. wygasić pozostały import rosyjskiego gazu. Na papierze kierunek jest więc jednoznaczny: mniej rosyjskich cząsteczek w europejskim systemie energetycznym.
W praktyce jednak raport CREA pokazuj, że od wejścia w życie zakazu do końca lutego do Unii trafiło 17 ładunków produktów rafinowanych pochodzących z rafinerii przerabiających rosyjską ropę i uznanych za wysokiego ryzyka zgodnie z unijnymi wytycznymi. Aż 14 takich dostaw wypłynęło z tureckich rafinerii, 2 z Indii, a 1 z Gruzji. Najwięcej takich ładunków miało trafić na Cypr, do Hiszpanii i Francji. To nie znaczy automatycznie, że każda dostawa złamała prawo, ale pokazuje, jak trudne jest egzekwowanie zakazu, gdy rosyjska ropa znika z dokumentów po etapie przerobu w państwie trzecim.
Ten wątek jest jednym z najbardziej kłopotliwych politycznie, bo ukazuje paradoks obecnego systemu. Unia ogranicza bezpośredni import z Rosji, a jednocześnie część produktów wytworzonych z rosyjskiego surowca może wracać do europejskiego obiegu po zmianie miejsca rafinacji i formalnego kraju pochodzenia. Właśnie dlatego coraz częściej pojawia się postulat, by patrzeć nie tylko na państwo eksportu, ale na konkretną rafinerię i jej miks surowcowy w ostatnich miesiącach.
Kreml korzysta też na zmianach na rynku i politycznych wyjątkach
Rosyjska ropa nie musi już wygrywać wyłącznie ceną. Raport wskazuje, że w lutym cena rosyjskiej ropy Urals wzrosła do średnio 56,6 dol. za baryłkę i pozostawała powyżej nowego pułapu cenowego UE i Wielkiej Brytanii wynoszącego 44,1 dol. za baryłkę. Każde poluzowanie ograniczeń albo każda sytuacja kryzysowa na światowym rynku może zawężać dyskonto rosyjskiej ropy względem Brent, a to bezpośrednio wzmacnia dochody budżetowe Kremla.
Tu znaczenie mają również amerykańskie wyjątki licencyjne. OFAC 5 marca wydał General License 133, zezwalając na dostawę i sprzedaż rosyjskiej ropy i produktów naftowych załadowanych na statki do 5 marca 2026 r. do Indii. Tydzień później wydano General License 134, rozszerzając zgodę na ładunki załadowane do 12 marca. Pod koniec lutego około 6,9 mln ton rosyjskiej ropy o wartości 2,3 mld euro znajdowało się na morzu bez znanego nabywcy, więc każde takie poluzowanie zwiększa szansę, że część tych wolumenów znajdzie kupca i dodatkowo poprawi cenę rosyjskiego surowca.
Problemem nie jest już tylko handel, ale trwałość całego systemu sankcyjnego
Z perspektywy politycznej najważniejszy wniosek jest dość prosty: sankcje nadal potrafią szkodzić Rosji, ale same w sobie nie wystarczają, jeśli łatwo obejść je przez pośredników, bandery, przeładunki i rafinerie poza obszarem sankcjonującym. Dane o 83-proc. spadku eksportu Rosnieftu i Łukoilu pokazują, że cios w konkretne spółki może być dotkliwy. Dane o flocie cieni i wzroście lutowych przychodów udowadniają jednak równie wyraźnie, że Kreml nauczył się już budować alternatywną logistykę sprzedaży.
Przeczytaj także:
Właśnie dlatego coraz większe znaczenie ma nie tylko ogłaszanie kolejnych pakietów sankcyjnych, lecz także egzekwowanie istniejących reguł. Rada UE już wcześniej objęła sankcjami kolejne jednostki floty cieni i rozszerzała ograniczenia wobec statków wspierających rosyjskie dochody z eksportu energii.
Problem polega na tym, że przy skali obecnych obchodów sankcji walka toczy się już nie tylko o nowe przepisy, ale o zdolność do ich śledzenia i wymuszania na morzu, w portach, w dokumentacji handlowej i w całym łańcuchu dostaw.



















