Bałtyk wewnętrznym morzem NATO. Polska i Szwecja zbudują tarczę
Polska i Szwecja zacieśniają współpracę wojskową na Bałtyku. W grze są wspólne zdolności, zakupy, infrastruktura krytyczna i nowa architektura bezpieczeństwa.

Morze Bałtyckie jest obecnie jednym z najczulszych punktów na mapie NATO. Właśnie dlatego spotkanie ministrów obrony Polski i Szwecji w Gdyni nie było zwykłą kurtuazją wizytą, ale kolejnym sygnałem, że oba państwa chcą budować wspólną architekturę bezpieczeństwa na morzu, które po wejściu Szwecji do Sojuszu zostało niemal domknięte przez państwa NATO.
Wejście do portu w Gdyni okrętu podwodnego Marynarki Wojennej Królestwa Szwecji ma symboliczne znaczenie. Jest ono wyrazem sojuszniczych zdolności, współpracy i odpowiedzialności jednych za drugich. Jest też symbolem umowy, którą zawarliśmy pod koniec ubiegłego roku. Spotykamy się także w dniu symbolicznym. 27 lat temu Polska przystąpiła do Sojuszu Północnoatlantyckiego – wstąpiła do NATO. Szwecja jest państwem, które jako ostatnie w naszych czasach przystąpiło do Sojuszu i zmieniło pozycję NATO. Morze Bałtyckie stało się wewnętrznym morzem Sojuszu – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz
To nie jest metafora bez pokrycia. Bałtyk naprawdę zmienił strategiczny układ
Po wejściu Finlandii i Szwecji do Sojuszu prawie całe wybrzeże Bałtyku należy do państw NATO. Po stronie rosyjskiej pozostają przede wszystkim okolice Petersburga i obwód królewiecki. To zasadniczo zmienia planowanie obronne, logistykę przerzutu wojsk i możliwości nadzoru nad akwenem.
W lutym premierzy Donald Tusk i Ulf Kristersson nazwali Polskę i Szwecję dwoma filarami bezpieczeństwa regionu bałtyckiego, a 12 marca Władysław Kosiniak-Kamysz mówił już wprost o budowie nowej architektury bezpieczeństwa opartej na polsko-szwedzkim sojuszu.
To jednak nie znaczy, że Bałtyk stał się bezpieczną zatoką Sojuszu. Im bardziej akwen zyskuje znaczenie dla NATO, tym bardziej rośnie jego wrażliwość na presję Rosji. Polska i Szwecja podkreślają dziś, że region pozostaje jednym z najbardziej narażonych obszarów na działania hybrydowe, naruszenia przestrzeni, presję infrastrukturalną i testowanie jedności sojuszników. Właśnie dlatego ta współpraca nie ma sprowadzać się do dyplomatycznych deklaracji, ale do wspólnego rozwijania zdolności, treningów i zakupów.
Wspólna tarcza nie będzie jedną bronią, tylko całym systemem naczyń połączonych
Wspólna tarcza nie oznacza pojedynczego zestawu przeciwlotniczego ustawionego nad wybrzeżem. Chodzi o znacznie szerszy pakiet. Oba państwa chcą rozwijać wspólne zdolności wojskowe i prowadzić bliższą współpracę przemysłową.
Stawiają także na wspólne zakupy i interoperacyjność, czyli takie uzbrojenie i procedury, które pozwolą działać razem bez opóźnień i improwizacji. Według deklaracji urośnie również znaczenie wspólnego dowodzenia oraz zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, od portów po kable i połączenia energetyczne.
Bałtyk staje się więc laboratorium nowego modelu bezpieczeństwa. Morze, które przez lata kojarzyło się głównie z handlem, żeglugą i energetyką, dziś wymusza połączenie klasycznej obrony morskiej z cyberbezpieczeństwem, ochroną infrastruktury podwodnej, walką z dronami i odstraszaniem wobec rosyjskiej obecności w Kaliningradzie. Taka tarcza jest więc bardziej siecią sensorów, okrętów, dowództw, procedur i umów przemysłowych, niż jednym widowiskowym systemem uzbrojenia.
Okręty podwodne są tu czymś więcej, niż tylko kontraktem zbrojeniowym
Bardzo wiele mówi o tej zmianie podpisane 17 grudnia 2025 r. memorandum polsko-szwedzkie dotyczące programu Orka. Formalnie dotyczy ono współpracy przy pozyskaniu przez Polskę okrętów podwodnych, ale politycznie jest znacznie ważniejsze: oba rządy uznały je za element strategicznego partnerstwa zakorzenionego właśnie w bezpieczeństwie Bałtyku.
Szwedzki minister obrony mówił wprost, że razem Polska i Szwecja mogą wziąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu. Polski MON podkreślał z kolei, że memorandum ma wytyczać ścieżkę dalszej współpracy przemysłowej i wojskowej.
Bałtyk jest akwenem płytkim, ciasnym i trudnym operacyjnie, a więc idealnym dla państw, które potrafią łączyć rozpoznanie, minowanie, działania nawodne i podwodne oraz precyzyjne odstraszanie. Szwedzkie kompetencje w zakresie okrętów podwodnych, polskie inwestycje w marynarkę i coraz bliższa współpraca obu państw układają się w większy obraz: budowę zdolności szytych pod realia tego konkretnego morza, a nie importowanych bezrefleksyjnie z oceanicznych doktryn innych państw.
W centrum uwagi są już nie tylko okręty, lecz także kable, rury i porty
Jednym z najważniejszych powodów tej zmiany są incydenty dotyczące infrastruktury podmorskiej. Seria uszkodzeń kabli i połączeń energetycznych na Bałtyku sprawiła, że NATO uruchomiło w styczniu 2025 r. misję Baltic Sentry. Jej celem jest zwiększenie ochrony infrastruktury krytycznej poprzez większą obecność okrętów, lotnictwa patrolowego, dronów i szersze wykorzystanie nadzoru sytuacyjnego. To odpowiedź na rosnące obawy, że podmorskie połączenia stały się jednym z najłatwiejszych celów wojny hybrydowej.
Właśnie tutaj współpraca polsko-szwedzka nabiera szczególnego sensu. Szwecja kontroluje kluczowe położenie w środkowej części Bałtyku i ma strategiczną Gotlandię. Polska dysponuje portami, rosnącą bazą przemysłową i położeniem na osi przerzutu wojsk na wschodnią flankę.
Jeśli oba państwa zgrywają ochronę akwenu, reagowanie na incydenty i wymianę danych, wzmacniają nie tylko własne bezpieczeństwo, lecz także odporność całego Sojuszu.
Gotlandia, Gdynia i Rostock. Nowa mapa bałtyckiego dowodzenia
Zmienia się także układ dowódczy. W 2024 r. uruchomiono w Rostocku Commander Task Force Baltic, czyli nowe natowskie dowództwo taktyczne dla działań morskich na Bałtyku. MON podkreśla dziś, że Niemcy pełnią w nim wiodącą rolę przez 4 lata, po czym odpowiedzialność ma przejąć Polska, a następnie Szwecja. To ważne, bo pokazuje, że oba państwa nie chcą jedynie doklejać się do cudzych planów, ale wprost wchodzą do rdzenia bałtyckiego dowodzenia.
Przygotowujemy się także do objęcia dowództwa nad Bałtykiem. Na razie dowództwo to sprawują Niemcy przez cztery lata, później Polska, a następnie Szwecja. Morze Bałtyckie nie jest tylko szlakiem transportowym i handlowym, ale jest również jednym z najbardziej wrażliwych obszarów NATO pod względem zagrożeń ze strony Federacji Rosyjskiej – dodał wicepremier.
To z kolei oznacza, że wspólna tarcza nad Bałtykiem będzie w coraz większym stopniu opierała się nie tylko na okrętach i samolotach, ale też na wspólnym obrazie sytuacji, szybszym podejmowaniu decyzji i możliwości dowodzenia wielonarodowymi operacjami w czasie kryzysu. W nowoczesnym konflikcie nie wygrywa ten, kto ma po prostu więcej sprzętu, lecz ten, kto szybciej zauważy zagrożenie, poprawnie je sklasyfikuje i skoordynuje odpowiedź.
Polska i Szwecja spinają też obronę wojskową z cywilną
Na tym nie koniec. Oba państwa zacieśniły również współpracę w obszarze ochrony ludności i obrony cywilnej. Podpisany w Warszawie list intencyjny dotyczy m.in. wzmacniania odporności społecznej, ochrony przed zagrożeniami dronowymi oraz zarządzania rezerwami strategicznymi.
Taki kierunek dobrze pokazuje, że bezpieczeństwo Bałtyku przestaje być sprawą wyłącznie marynarek wojennych. Coraz mocniej dotyczy też portów, transportu, energetyki, służb ratowniczych i zdolności państwa do działania pod presją długotrwałego kryzysu.
To podejście jest wyjątkowo szwedzkie, bo Sztokholm od lat rozwija model obrony totalnej, w którym bezpieczeństwo militarne i cywilne są traktowane jako jedna całość. Polska coraz wyraźniej próbuje iść podobną drogą. Dla Bałtyku ma to szczególne znaczenie, bo region jest podatny nie tylko na klasyczne działania zbrojne, ale również na sabotaż, zakłócenia transportu, presję migracyjną, awarie energetyczne i ataki na łączność.
Tarcza budowana przez Warszawę i Sztokholm ma więc chronić nie tylko okręty, lecz także zdolność państw do normalnego funkcjonowania w cieniu kryzysu.
Bałtyk nie stanie się od razu spokojny. Ale może stać się trudniejszy do naruszenia
Najważniejszy wniosek jest chyba taki, że Polska i Szwecja przestają patrzeć na Bałtyk jak na peryferie, a zaczynają traktować go jak jeden z głównych frontów europejskiego bezpieczeństwa. Wspólne zdolności, zakupy, przemysł, dowodzenie, ćwiczenia i obrona cywilna składają się tu na coś znacznie bardziej trwałego, niż jednorazowa inicjatywa polityczna. To próba zbudowania realnej odporności regionu na świat, w którym Rosja coraz częściej testuje Zachód poniżej progu otwartej wojny.
Zobacz także:
Bałtyk nie przestanie być obszarem zwiększonego ryzyka. Rosja nadal ma tam swoje przyczółki, a incydenty dotyczące kabli, dronów i żeglugi pokazują, że presja nie zniknie. Ale właśnie dlatego polsko-szwedzka współpraca może okazać się jednym z najważniejszych procesów bezpieczeństwa w tej części Europy. Nie dlatego, że ktoś ogłosił wielkie hasło o wspólnej tarczy, lecz dlatego, że za tym hasłem zaczynają pojawiać się konkretne okręty, dowództwa, dokumenty, inwestycje i wspólne ćwiczenia.



















