REKLAMA

Na środku dworca postawili budę. Zaserwowali powrót do przeszłości

Nowy dworzec w Olsztynie ma dopiero rok, ale znaleziono sposób, żeby połączyć nowoczesność z pamięcią o historii. Tyle że nikt się z tego nie cieszy.

olsztyn
REKLAMA

Kiedy gdzieś w mediach społecznościowych wspomina się stary dworzec Łódź Fabryczna, za każdym razem ktoś musi wspomnieć o kultowych hamburgerach sprzedawanych z charakterystycznych kiosków. Budki, niektóre czerwone, inne białe, to symbol starego Fabrycznego, ale i lat 90. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek testował dania serwowane przez około dworcowych sprzedawców. To całkiem prawdopodobne, wszak regularnie odjeżdżałem z dworca, ale smak nie zapadł mi w pamięć, tak jak komentującym w sieci. Co innego okolica, która nie wydawała się zbyt przyjemna dla przyjezdnego nastolatka. Zawsze kręciło się tam sporo osób budzących strach, obok był wielki parking. Warunki dalekie od tego, by smakować nawet najsmakowitszą bułę.

Łatwiej mi zrozumieć sentyment za budkami od kiedy zobaczyłem, jak wiele automatów postawiono w obecnym dworcu Łódź Fabryczna. Wnętrze kolejowego i autobusowego podziemnego molocha wydaje się puste, brakuje w nim życia, a ten nieludzki krajobraz dopełniają maszyny serwujące przekąski, kanapki, napoje, kawy i herbaty.

REKLAMA

W zestawieniu z tą zautomatyzowaną teraźniejszością i ja zacząłem inaczej patrzeć na dawne budy. Może jako 14-letni chłopak nie czułem się tam bezpiecznie i pewnie, ale już czas o tym zapomnieć. Może warto zafascynować się życiem, które się tam toczyło. No bo coś się działo, nie jak na nowym Fabrycznym opanowanym przez automaty.

Mógłbym tak zastanawiać się, które podejście jest prawdziwe – czy lepiej ufać pamięci i nastoletnim odczuciom, czy poddać się nostalgii, stawiając w ten sposób opór nieludzkiemu wnętrzu nowego dworca. Okazuje się, że jest jeszcze jedna droga. Olsztyn pogodził nowoczesną architekturę ze straganiarskim klimatem znanym z przełomu XX w. i XXI w.

Jest tylko jeden problem: nikt nie jest z tego pomysłu zadowolony

Olsztyn ma nowy dworzec kolejowy, który został otwarty nieco ponad rok temu. Odjeżdżałem z niego raz i bardzo mi się tam podobało, ale w Olsztynie mam tak ze wszystkim, więc mogę chętniej przymykać oko na wady. Choć przyznaję, teraz podobałoby się mi trochę mniej. Właśnie wewnątrz postawiono budę, w której pewnie powstanie kiosk albo inny punkt z przekąskami.

Wygląda to co najmniej dziwnie. Poniekąd można przyznać rację temu, kto zauważył, że pawilon jest "całkiem schludny" i daleko mu do wspomnianych budek serwujących kultowe, jak przyjęło się dziś mówić, hamburgery czy hot-dogi. Nie da się jednak ukryć, że nie pasuje do tej przestrzeni. Można wręcz odnieść wrażenie, że to stragan był pierwszy, a do niego dobudowano oszkloną resztę.

Można użyć całkiem logicznego argumentu, że dworzec służy do wysiadania i wsiadania, a reszta jest nieistotna. Spójrzmy na lotniska: tam takie budy to norma. A jednak widzę różnice. Kolejowe czy autobusowe dworce bardzo często były bramą miasta, pierwszym kontaktem z nowym miejscem lub dobrze znaną przestrzenią. Powinny być wizytówką, skoro w wielu przypadkach wychodzisz od razu do centrum, na świat. Nie po to buduje się nowe budynki, stara się sięgać po ciekawą architekturę, aby potem zawalić ją skrzynkami – mniejszymi bądź większymi. A tak się dzieje czy to w Łodzi, czy Olsztynie.

Niby to nieistotne. Wejdziesz, kupisz wodę i kanapkę, wyjdziesz, pójdziesz na peron, pojedziesz i zapomnisz. Z drugiej strony mam wrażenie, że takie lekceważące podejście to efekt tego, że przestaliśmy wymagać. Godzimy się, że są obiekty, które po prostu mają na siebie zarabiać i tyle. To jest ich główny cel. A to, jaką funkcję pełnią, jak wpisują się w przestrzeń, jakie konsekwencje niesie ich obecność – to wszystko nie są nawet kwestie drugorzędne. Sprzedawca zarobi, klient wyda pieniądze, będzie zadowolony. I to się liczy.

Warszawska "Wyborcza" opisała niedawno podwarszawskie osiedle łanowe. Wygląda, delikatnie mówiąc, specyficznie – dom za domem, w jednym rzędzie, a po dwóch stronach pole. Chętnych nie brakuje, bo taniej kupić dom pod Warszawą niż klitkę nawet na obrzeżach stolicy. Dojazd pewnie podobny, za to można poczuć sielski wiejski klimat – o ile głowa nie zacznie się rozglądać. Prawie idylla.

Prawie, bo jak zauważa Michał Wojtczuk, "w pobliżu osiedla nie ma żadnej infrastruktury społecznej". Nie ma szkół, przedszkoli, lekarzy, sklepów, sensownej komunikacji miejskiej – dwa, trzy autobusy na godzinę – więc wszędzie trzeba jeździć autem. Drogi nie są zaś przystosowane do ruchu, za który odpowiadać będą nowi mieszkańcy. Ucierpi więc też stolica, bo wszyscy będą przyjeżdżać do Warszawy samochodami, co wpłynie na korki i zanieczyszczenia.

Mignął mi komentarz, w którym ktoś napisał, że woli mieć widok z okna na pole niż na sąsiada. Trudno mu się dziwić, patrząc na to, jak wygląda wiele nowych bloków, w których sąsiedzi mogliby składać się na telewizor, prawie jak w "Miodowych latach". Tyle że teraz nieco inaczej – jeden kupuje do siebie do salonu, a drugi ogląda przez okno.

Ten komentarz jest znaczący, bo pokazuje sposób myślenia wielu ludzi. Chęć odseparowania się, postawienia granicy. Widzimy to w miastach na grodzonych osiedlach, gdzie nawet pojedyncze bloki udają chronione murem pałace. Tylko to z dala od wszystkich jest nie tylko złudne – niby z dala, ale jednak z rzędem innych indywidualistów po lewicy i prawicy – ale też niesie olbrzymie konsekwencje dla innych.

Daleki jestem od krytykowania osób, które kupują takie domy. Logiczne, że chcą płacić mniej, a przy tym nie gnieździć się w klitkach. Wpadliśmy w błędne koło. Mam wrażenie, że dlatego budkę na olsztyńskim dworcu a ciąg domów pod Warszawą tak wiele łączy. Ktoś chciał zarobić i postawił pawilon. Ktoś będzie chciał kupić dostępne w nim produkty, kierując się potrzebą i wygodą. Dwie strony są zadowolone, ale haczyk polega na tym, że nie tylko na nich wpłynie ta transakcja. Sęk w tym, że reszta już nie wymaga, nie wierzy w to, że może być inaczej. Wspólną przestrzenią rządzi co innego, zapominając o tym, że prawo do niej mają też inni. A przynajmniej powinni mieć.

REKLAMA

Zdjęcie główne: lumofoto / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-06T10:59:19+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T09:45:59+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T07:42:35+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T06:28:52+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T06:23:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-05T18:35:15+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA