Takiego kosmosu jeszcze bogacze nam nie zabrali. Wystarczyło spojrzeć w niebo
"Mając wolność, kwiaty, książki i księżyc, któż nie byłby w pełni szczęśliwy?" – pisał Oscar Wilde, czym zapewne rozśmieszył niejednego nie tylko współczesnego mu cynika.

Bywają przecież dni, kiedy nawet ci bardziej romantycznie nastawieni czują się zmuszeni negocjować z Irlandczykiem i sugerują poszerzenie listy o kilka przyziemnych i błahych, ale jednak istotnych zagadnień. A potem przychodzi taka pełnia Śnieżnego Księżyca i wychodzi na to, że poeta miał rację. Jak zwykle.
Jak wyjaśniał Karol Wójcicki, prowadzący bloga Z głową w gwiazdach, pełnią Śnieżnego Księżyca rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej nazywali pełnię wypadającą w lutym. Ta niedzielna była "jedną z najwyższych tej zimy i całego 2026 roku".
W poniedziałkowy poranek mój facebookowy profil zalał się zdjęciami Księżyca. Najlepsze były te niedokładne, nieostre, widać, że robione w pośpiechu i zachwycie – szybko trzeba było sięgnąć po telefon, wycelować w niebo i uchwycić jasny punkt. Niedoskonałość fotografii tylko świadczyła o uroczystości zdarzenia, jakby było się świadkiem czegoś, co trwa raptem chwilę. To nic, że Księżyc uczynił noc niezwykle jasną na wiele godzin. Widocznie autorowi zdjęcia wydawało się, że ma tylko ten jeden moment. Nie ma czasu na ustawienia, poprawki, cmokanie – musi nam wystarczyć ten błysk. Mnie wystarczył.
Sam w niedzielę obserwowałem go tylko z okna, a potem jak zwykle w czasie pełni nie mogłem zasnąć. W sobotę już świecił bardzo jasno i wręcz wskazywał drogę, jak w piosence Wczasów. Aż żałowałem, że było zimno, a ja mizerny po chorobie.
To przecież nie tak, że działa wyłącznie magia nazwy – choć rzeczywiście jest w nich (Zimny Księżyc, Krwawy Księżyc, Truskawkowy Księżyc) coś niezwykłego, co powoduje, że ma się uczucie doświadczania wyjątkowego, wręcz mistycznego wydarzenia. Regularnie na mojej tablicy lądują fotografie Księżyca zwykłego, który świeci gdzieś nad Zduńską Wolą, Pabianicami czy łódzkim blokowiskiem. Osiedlowe grupki pełne są takich dokumentów, krótkich relacji, dowodów na to, że człowiek zatrzymuje się, patrzy w niebo i po prostu brakuje mu słów, by wyrazić swój podziw.
Czy to zorza, czy to spadające gwiazdy, czy to jakieś inne niezwykłe zdarzenie – nie tylko regularni obserwatorzy, prawdziwi pasjonaci nocnego nieba, podziwiają i się zachwycają. Urzeka mnie to i wzrusza, bo sam tęsknię za takim postrzeganiem kosmosu.
Coraz częściej daje się ponieść czarnym myślom
To w końcu kolejna przestrzeń dosłownie zawłaszczona przez bogatych. Od absurdalnych wypraw z celebrytami w roli głównej po kosmiczne śmieci. "Nowe symulacje pokazują, że ekspansja komercyjnych satelitów grozi zalaniem zdjęć z kosmosu świetlnymi smugami" – pisaliśmy w grudniu. Obserwując niebo pełne gwiazd na wsi czy na Mazurach od razu myślę o zanieczyszczeniu światłem i tym, że noc staje się dobrem luksusowym. Johan Eklöf, szwedzki badacz nietoperzy, w książce "Manifest ciemności" pisał, że chociaż o kosmosie wiemy coraz więcej, to "równocześnie coraz więcej wrażeń i zjawisk astronomicznych staje się niewidocznych dla zwykłego śmiertelnika". Bardzo smutny i wiele mówiący paradoks.
Wzruszyły mnie słowa Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego o tym, że z ISS "nie widać granic, nie widać krajów – widać jedną piękną planetę, z bardzo delikatną, cienką atmosferą". Niby tak oczywiste, a jednocześnie tak podniosłe, bo pochodzące od kogoś, kto naprawdę to zobaczył i poczuł. A jednak raczej nie z tego cytatu zapamiętana została ta misja. Głośniej było o piekiełku na ziemi. Niby to zrozumiałe, bo popełniono błędy, ale z gwiazd zlecieliśmy z hukiem.
W organizowanym przez Instytut Języka Polskiego UW oraz Fundację Języka Polskiego plebiscycie na Słowo Roku głosujący przez internet wybrali właśnie kosmos. Ale czy na pewno chcieli w ten sposób uhonorować misję polskiego astronauty, czy może podsumowali tak całe to zamieszanie, którego elementem były m.in. pierogi jedzone w telewizji śniadaniowej? Czasami odpowiedź jest jedna: lepiej nie pytać i nie dywagować.
Może po prostu wystarczy spojrzeć w niebo – nie tylko w trakcie pełni i chwilę po niej, bo też będzie na co patrzeć. Można sobie wtedy przypomnieć o słowach Oscara Wilde'a i uznać, że naprawdę mamy szczęście, mając dostęp do rzeczy tak prostych, a tak ważnych.
Więcej na Spider's Web:
- Kometa 3I/Atlas potwierdza niewygodną prawdę. "Pilnie potrzeba sieci obrony Ziemi"
- Kometa 3l/Atlas - o co chodzi z gościem spoza Układu Słonecznego? Cała wiedza
- Kometa 3I/Atlas uchwycona przez sondę poszukującą życia. "Niezwykle cenny obraz"
- Kometa 3I/Atlas to chemiczny kameleon. Kopernik miał rację







































