Rozciągną siatki antydronowe na tysiące kilometrów. Mają rozmach
Rosyjskie drony coraz głębiej atakują drogi, miasta i infrastrukturę. Ukraina odpowiada siecią siatek antydronowych ciągnącą się przez tysiące kilometrów.

Ukraina buduje nad frontem nowy rodzaj dachu. Nad drogami, którymi jadą żołnierze i zaopatrzenie, pojawiają się metalowe łuki z rozpiętą gęstą siatką. Mają zatrzymywać drony, które od kilku lat są jednym z najgroźniejszych narzędzi rosyjskich ataków. Kijów zapowiada, że do końca roku taką ochroną zostanie objętych nawet 4 tys. km tras w strefach przyfrontowych.
Jak ma działać ukraińska tarcza antydronowa?
Siatki antydronowe to bardzo proste rozwiązanie jak na realia wojny na wysokim poziomie technologii. Nad drogą buduje się stelaż z rur, belek lub prefabrykowanych łuków, a między nimi rozciąga stalową lub kompozytową siatkę. Tworzy to rodzaj tunelu albo klatki nad jezdnią.
Większość dronów uderzeniowych, które atakują ukraińskie tyły, to stosunkowo lekkie konstrukcje z odsłoniętymi śmigłami. Jeśli uderzą w siatkę, łopaty śmigła klinują się w oczkach, silnik traci moc, a dron spada, zanim dotrze do kolumny wojskowej czy składu paliwa.
Takie tunele powstają przede wszystkim wzdłuż tras zaopatrzenia i dojazdów do miejscowości leżących najbliżej linii frontu. Nie da się w ten sposób przykryć całego kraju, ale można znacząco ograniczyć ryzyko na odcinkach, którymi codziennie przemieszczają się wozy bojowe, cysterny, karetki czy ciężarówki z amunicją. Według władz priorytetem są drogi biegnące przez obwody przygraniczne i te, które utrzymują przy życiu frontowe społeczności.
Od 5 do 20 kilometrów dziennie. Plan na 4 tys. km dróg
Minister obrony Ukrainy, Mychajło Fedorow, podkreśla, że tempo budowy siatkowej osłony stale rośnie. W styczniu udało się zabezpieczać około 5 km dróg dziennie. W lutym prace przyspieszyły do 12 km na dobę, mimo zimowej pogody i ostrzału. Ambitny cel na marzec to już 20 km dziennie.
Żeby to osiągnąć państwo dorzuciło dodatkowe 1,6 mld hrywien z budżetu. Te pieniądze mają pójść na kupno materiałów, zwiększenie liczby ekip inżynieryjnych w terenie i przyspieszenie prac w najbardziej narażonych obwodach, takich jak charkowski, sumski czy czernihowski.
Do końca roku sieć siatek nad drogami ma sięgnąć w sumie około 4 tys. km. Trudno znaleźć dla porównania coś podobnego. To odległość zbliżona do trasy z Białegostoku do Rzymu i z powrotem. Zarówno rząd, jak i wojsko mówią wprost, że bez takich rozwiązań trudno byłoby utrzymać stabilne funkcjonowanie zaplecza frontu, gdy drony przeciwnika sięgają coraz dalej w głąb kraju.
Dlaczego akurat to drogi stały się jednym z głównych celów?
Rosyjskie wojsko od dawna atakuje linie frontu nie tylko ogniem artylerii, lecz także uderzeniami z powietrza – pociskami manewrującymi, rakietami balistycznymi i dronami. Z czasem coraz więcej tych ataków zaczęło spadać nie na pierwszą linię, lecz głębiej w tyły: na węzły kolejowe, magazyny paliw, centra logistyczne i właśnie drogi, którymi płynie zaopatrzenie.
Dla strony atakującej uderzenie w most, wiadukt albo odcinek kluczowej szosy jest wyjątkowo opłacalne. Zniszczenie jednego skrzyżowania może sparaliżować ruch na całym odcinku frontu. Nawet jeśli drogi nie da się całkowicie zamknąć, ciągły ostrzał zmusza kierowców do jazdy nocą, po objazdach, z ryzykiem, że dron uderzeniowy dopadnie ich na odkrytym odcinku.
Ostatnie rosyjskie ataki pokazały, jak duży problem tworzy takie polowanie na drogi. Tylko jednego dnia ostrzał kilku miast – od Kijowa po Charków, Zaporoże i Krzywy Róg – zranił kilkanaście osób, w tym dziecko, a odłamki i fale uderzeniowe uszkodziły mieszkania, szpitale i infrastrukturę komunalną.
Siatki nad drogami nie zatrzymają rakiet balistycznych, ale mogą być bardzo skuteczne przeciwko tańszym, liczniejszym dronom. Zwłaszcza tym improwizowanym, naprowadzanym przez operatorów patrzących na obraz z kamery. Dla takiego pilota nagle pojawiające się przeszkody w postaci łuków z siatką potrafią uniemożliwić precyzyjny atak albo wręcz zniszczyć drona, zanim dotrze do celu.
Czy metalowe siatki na pewno wystarczą, by okiełznać wojnę dronów?
Pomysł rozciągnięcia siatek antydronowych na tysiące kilometrów może i brzmi spektakularnie, ale tak naprawdę to tylko jedna z wielu warstw obrony. Siatka potrafi zatrzymać lekki dron lecący nisko nad drogą, ale nie zatrzyma pocisku manewrującego, rakiety balistycznej ani ciężkiego bezzałogowca atakującego z dużej wysokości.
Skuteczność całego systemu zależy więc od tego, jak dobrze zostanie połączony z innymi elementami: radarami, mobilnymi zestawami przeciwlotniczymi, środkami zakłócającymi łączność radiową oraz rozproszoną logistyką, która nie opiera się na kilku głównych trasach. Siatki mają sprawić, by przeciwnikowi nie opłacało się atakować łatwych, odkrytych odcinków dróg, ale nie zastąpią pełnoprawnej obrony powietrznej.
Przeczytaj także:
Jednocześnie tunele siatkowe mają ważny wymiar psychologiczny. Dla kierowców wojskowych, medyków czy pracowników komunalnych, którzy codziennie poruszają się blisko frontu, widoczna nad głową osłona to nie tylko beton i stal, lecz także jasna deklaracja, że państwo inwestuje w ich bezpieczeństwo równie mocno, jak w rozwój nowej broni ofensywnej.
Wojna, która zaczęła się od kolumn czołgów, coraz bardziej przypomina pojedynek dronów, rakiet i systemów obronnych. Ukraina stara się odpowiedzieć na to zarówno zaawansowaną techniką, jak i prostymi, ale przemyślanymi rozwiązaniami inżynieryjnymi. Siatki antydronowe rozciągane nad tysiącami kilometrów dróg są jednym z najbardziej namacalnych znaków tej nowej epoki na froncie.



















