REKLAMA

HIMERA trafiła z frontu w Ukrainie do USA. To przełom, NATO zachwycone

Ukraiński system łączności HIMERA przeszedł testy w USA. Po amerykańskim egzaminie zaczyna się dla niego naprawdę poważny etap.

HIMERA zdała test w USA. Teraz zaczyna się poważny etap
REKLAMA

Producent systemu HIMERA poinformował, że jego rozwiązania przeszły cykl testów w Stanach Zjednoczonych, prowadzonych zgodnie ze standardami NATO. Sprawdzian odbył się w ADK Battlelab oraz w National Security Research Center, we współpracy z US Air Force i firmą Unconventional Concepts. To nie były laboratoryjne testy na sucho – HIMERA pracowała w warunkach zbliżonych do tych, jakie panują na współczesnym polu walki.

REKLAMA

Podczas epizodu szkoleniowego o kryptonimie Operation Fuzzy Bunny, wchodzącego w skład serii ćwiczeń Future Flag, ukraiński system łączności szybko wyrósł z roli gościa do roli kręgosłupa całej sieci dowodzenia. Po krótkim wprowadzeniu żołnierze i operatorzy zaczęli wykorzystywać go jako podstawowe narzędzie koordynacji działań – od przekazywania rozkazów, przez meldunki z pola, po synchronizację manewrów różnych zespołów.

Twórcy HIMERY podkreślają, że integracja ze strukturami amerykańskich i sojuszniczych jednostek poszła zaskakująco gładko. Po minimalnym szkoleniu użytkownicy byli w stanie samodzielnie zarządzać siecią i rekonfigurować ją w odpowiedzi na zmieniającą się sytuację taktyczną. W warunkach wojny, gdzie każda minuta przerwy w łączności może kosztować życie, taka wsiąkliwość systemu jest jedną z najważniejszych cech.

Sprzęt z frontu, który musiał działać od pierwszego dnia

W przeciwieństwie do wielu zachodnich systemów, które dojrzewały latami na ćwiczeniach, HIMERA powstawała w realiach pełnoskalowej wojny. Radiostacje G1 PRO i powiązane z nimi rozwiązania sieciowe projektowano z myślą o żołnierzach, którzy często nie mają luksusu spokojnego szkolenia, a obsługi sprzętu uczą się między jednym ostrzałem a kolejnym.

W USA doceniono przede wszystkim trzy cechy: kompaktowe rozmiary, energooszczędność i prostotę obsługi. Taktyczne radiostacje i autonomiczne repeatery HIMERA zostały zaprojektowane tak, by zużywać jak najmniej energii i pracować na jednym ładowaniu możliwie długo – to bezpośrednia odpowiedź na doświadczenia z Ukrainy, gdzie dostęp do zasilania bywa równie problematyczny jak dostęp do amunicji.

Konstruktorzy podkreślają, że system rozumie realne potrzeby frontu: łatwo go przenieść, uruchomić z marszu i dostosować do nowej sytuacji. Z punktu widzenia sojuszników oznacza to, że sprzęt wypróbowany w najbardziej brutalnym laboratorium świata (na linii frontu z Rosją) jest gotowy do pracy także w strukturach NATO, bez długich, kosztownych wdrożeń.

NATO już zamawia, ale to dopiero początek

Udane testy w USA nie są pierwszym sygnałem, że HIMERA zainteresowała zachodnich partnerów. Firma informuje, że zrealizowała już rządowe zamówienie dla resortu obrony jednego z państw NATO w Europie, które na razie woli pozostać anonimowe.

Przeczytaj także:

Dostawa sprzętu nie ograniczyła się do wysłania palet z urządzeniami. Ukraiński zespół przeprowadził kompleksowe szkolenia dla lokalnych wojsk łączności i żołnierzy, którzy będą korzystać z systemu na co dzień. Po tych doświadczeniach dany kraj rozważa rozszerzenie wykorzystania HIMERY na kolejne jednostki – to dla producenta sygnał, że nie chodzi o jednorazowy kontrakt, lecz o potencjalnie długotrwałą współpracę.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: HIMERA

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-10T18:45:25+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T15:50:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T13:26:13+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T11:17:22+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:47:36+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:41:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-10T06:13:20+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T20:58:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-09T20:26:39+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA