REKLAMA

Ameryka chce nas ratować przed europejską cenzurą. Można się już śmiać

Stany Zjednoczone chcą obejść europejskie blokady treści. Freedom.gov mógłby wywołać największą cyfrową awanturę dekady, gdyby nie fakt, że jest tak uroczo absurdalny.

freedom.gov europejska cenzura
REKLAMA

Według informacji Reutersa administracja Stanów Zjednoczonych pracuje nad portalem freedom.gov - rządowym narzędziem, które ma umożliwiać mieszkańcom innych państw dostęp do treści zablokowanych przez ich lokalne prawo. Tak, to nie żart. Amerykański rząd chce stworzyć oficjalny sposób na omijanie europejskich przepisów dotyczących moderacji treści.

REKLAMA

Rządowy VPN? Oficjalny bypass cenzury? Brzmi absurdalnie, ale projekt istnieje

Według źródeł Reutersa freedom.gov ma działać jak połączenie klasycznego portalu informacyjnego i narzędzia prywatnościowego. Użytkownik łączy się z serwisem, a ten przekierowuje ruch tak, jakby pochodził z terytorium Stanów Zjednoczonych. W praktyce oznacza to, że europejskie blokady treści przestają obowiązywać - bo z punktu widzenia algorytmów i filtrów użytkownik „jest” w Ameryce.

Czytaj też:

To nie jest techniczna rewolucja. Komercyjne VPN‑y robią to od lat. Rewolucyjny jest usługodawca. Gdy takie narzędzie oferuje prywatna firma, to jedno. Gdy robi to rząd największego mocarstwa świata - to zupełnie inna liga. I zupełnie inne konsekwencje.

Freedom.gov miał zostać ogłoszony podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa - miejsca, gdzie zwykle nie prezentuje się narzędzi do obchodzenia cudzych przepisów. Ostatecznie projekt nie został pokazany. Reuters nie podaje jednoznacznej przyczyny, ale z rozmów z urzędnikami wynika, że w Departamencie Stanu wybuchła burza.

Część prawników miała ostrzegać, że projekt może być dyplomatyczną bombą. Inni zwracali uwagę na ryzyko prawne: rząd Stanów Zjednoczonych mógłby zostać oskarżony o zachęcanie obywateli innych państw do łamania ich prawa. Wreszcie pojawił się problem wizerunkowy - trudno jednocześnie krytykować inne kraje za ingerencję w Internet, a samemu tworzyć narzędzie do obchodzenia cudzych regulacji.

Czy ich tam pogrzało? Poważnie pytam

Odpowiedź jest prosta: amerykańska definicja wolności słowa jest znacznie szersza niż europejska. W Stanach Zjednoczonych nawet skrajnie kontrowersyjne treści są chronione konstytucyjnie. W Europie - nie. Stąd napięcia wokół DSA, regulacji dotyczących dezinformacji czy mowy nienawiści.

Freedom.gov wpisuje się w narrację administracji Donalda Trumpa, która od dawna krytykuje europejskie podejście do moderacji treści. Z perspektywy Waszyngtonu Europa „cenzuruje”, a Stany Zjednoczone chcą tę cenzurę „neutralizować”.

Europejskie rządy mogą uznać freedom.gov za ingerencję w ich suwerenność regulacyjną

 Politycy będą mieli używanie - jedni oskarżą Stany Zjednoczone o cyfrowy kolonializm, inni będą krzyczeć o „amerykańskiej propagandzie”. W praktyce może to doprowadzić do prób blokowania samego freedom.gov, co z kolei otworzyłoby kolejny front sporu: czy Europa ma prawo blokować rządową stronę USA? A jeśli tak, to co z wolnością słowa, którą tak chętnie podkreśla Bruksela?

Feedom.gov na dziś

Domena freedom.gov została zarejestrowana w styczniu. Za projekt odpowiada National Design Studio - jednostka zajmująca się modernizacją rządowych serwisów. W prace zaangażowany jest m.in. Edward Coristine, wcześniej związany z Department of Government Efficiency. Obecnie na stronie widnieje jedynie grafika i hasło „Freedom is Coming”.

REKLAMA

Wygląda to bardziej jak teaser serialu niż poważny projekt rządowy, ale źródła Reutersa potwierdzają: to nie jest żart.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-19T20:23:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T19:37:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T16:22:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T15:19:34+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T12:44:12+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:21:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T21:00:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T20:00:05+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T17:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA