Słowa mają kształt nie tylko dla ludzi. "Efekt buba-kiki"
Nowe badania pokazują, że jedno z najbardziej zagadkowych zjawisk językowych wcale nie jest tylko ludzkie. Efekt buba-kiki przypisywany do tej pory wyłącznie ludzkiemu umysłowi występuje też u innych gatunków.

Wyobraź sobie dwa kształty: jeden obły i miękki, drugi ostry i kanciasty. Teraz dwa słowa: „buba” i „kiki”. Które pasuje do którego? Jeśli intuicyjnie przypisaliście „buba” do kształtu obłego, a „kiki” do ostrego - właśnie doświadczyliście jednego z najbardziej intrygujących efektów psychologii języka. I właśnie okazało się, że dokładnie tak samo reagują… świeżo wyklute kurczaki.
To odkrycie, opublikowane w „Science”, może wydawać się zabawną ciekawostką. Ale w rzeczywistości podważa część tego co myśleliśmy o języku, percepcji i tym, jak mózg - także ten ludzki - łączy dźwięki z obrazami. A przy okazji daje sporo do myślenia projektantom interfejsów, twórcom AI i wszystkim, którzy zawodowo zajmują się komunikacją między człowiekiem a technologią.
To też jest fascynujące:
Czym właściwie jest efekt buba-kiki?
Gdy ludziom z różnych kultur i mówiących różnymi językami pokazuje się dwa abstrakcyjne kształty - obły i kanciasty - i prosi o dopasowanie do nich słów „buba” i „kiki” to zdecydowana większość wybiera tak samo. „Buba” brzmi miękko, okrągło, jakby samo słowo miało zaokrąglone brzegi. „Kiki” brzmi ostro, kanciasto, z wyraźnymi „kolcami” w brzmieniu. I choć te słowa nic nie znaczą to nasz mózg traktuje je tak, jakby znaczenie było oczywiste.

To zjawisko jest tak uniwersalne, że pojawia się nawet u niemowląt, które jeszcze nie mówią. A jednocześnie do tej pory nie udawało się go wykazać u innych naczelnych - szympansów czy goryli. To prowadziło do kuszącej hipotezy: może efekt buba-kiki jest jednym z fundamentów ludzkiego języka? Może to właśnie takie wrodzone skojarzenia pomogły naszym przodkom zacząć nadawać dźwiękom znaczenie?
I wtedy na scenę wchodzą kurczaki.
Ko ko. Dlaczego u licha kurczaki?
Zespół z Uniwersytetu w Padwie postanowił sprawdzić, czy efekt buba-kiki naprawdę jest czymś wyjątkowo ludzkim. Zamiast badać kolejne grupy ludzi sięgnęli po gatunek, który na pierwszy rzut oka nie ma z nami wiele wspólnego - pisklęta kury domowej.
To jednak świetny model do takich badań. Kurczaki są gatunkiem prekocjalnym: od razu po wykluciu chodzą, eksplorują świat i muszą podejmować decyzje na podstawie tego, co widzą i słyszą. Ich mózg nie ma luksusu „dojrzewania w spokoju”, jak u ludzkich niemowląt. Jeśli istnieje jakiś wrodzony mechanizm łączenia bodźców z różnych zmysłów to u kurczaków powinien być widoczny jak na dłoni.
Badacze pracowali z pisklętami w wieku jednego i trzech dni. Najpierw uczono je, że za określonym panelem znajduje się jedzenie. Gdy już wiedziały, że warto do niego podchodzić to panel zastępowano dwoma nowymi - jednym obłym, drugim kanciastym.
W tym momencie w tle zaczynał lecieć dźwięk: nagranie przypominające „buba” albo „kiki”. Pytanie było proste: do którego panelu pisklę podejdzie jako pierwszego?
Wynik był jednoznaczny. Gdy brzmiało „buba” to kurczaki częściej wybierały kształt obły. Gdy brzmiało „kiki” to kierowały się do ostrego. Dotyczyło to także piskląt jednodniowych - takich, które dopiero co wyszły z jajka i nie miały żadnej szansy „nauczyć się” takich skojarzeń.
To mocny argument za tym, że efekt buba-kiki nie jest produktem kultury, alfabetu ani doświadczenia. To coś, co może być zapisane w samym sposobie, w jaki mózg - nie tylko ludzki - integruje dźwięki i obrazy.
To odkrycie nie obala teorii języka, ale zmienia akcenty
Zamiast myśleć o efekcie buba-kiki jako o „zalążku języka” sensowniej jest widzieć w nim przejaw ogólnego mechanizmu mózgowego: tendencji do łączenia bodźców z różnych zmysłów w spójne całości. Jeśli nawet kurczaki mają podobne skojarzenia, to znaczy, że część symboliki dźwięku może być zakorzeniona głębiej w biologii niż w kulturze, język mógł wykorzystać istniejące wcześniej mechanizmy percepcyjne a nasze preferencje fonetyczne mogą wynikać z tego, jak działa mózg, a nie z arbitralnych umów.
To także tłumaczy, dlaczego dzieci uczą się niektórych słów szybciej - jeśli brzmienie „pasuje” do tego, co widzą, mózg ma łatwiejsze zadanie. A co z tego ma świat technologii, UX i AI? Więcej, niż mogłoby się wydawać.
Projektanci interfejsów audio od dawna intuicyjnie stosują zasadę: powiadomienia „miękkie” brzmią łagodnie, a alarmy ostro. Teraz okazuje się, że ta intuicja ma biologiczne podstawy. Nasz mózg - i jak widać, nie tylko nasz - preferuje spójność między „kształtem” dźwięku a charakterem komunikatu.
Podobnie jest z nazwami produktów. Sprzęt domowy, przyjazny i „miękki”, często dostaje nazwy pełne samogłosek i łagodnych spółgłosek. Urządzenia sportowe czy gamingowe - krótkie, ostre, „kanciaste”. To nie tylko marketingowa magia. To granie na wrodzonych skojarzeniach. A dla multimodalnej AI to wręcz wskazówka strategiczna. Jeśli system generuje jednocześnie obraz, tekst i dźwięk, to spójność między modalnościami nie jest tylko kwestią estetyki. Jest czymś, co mózg odbiera jako naturalne.
Kurczaki kontra wielkie małpy
Najbardziej przewrotne w tym wszystkim jest to, że efektu buba-kiki nie udało się dotąd wiarygodnie wykazać u naczelnych - naszych najbliższych krewnych. A u kurczaków - tak. To zmusza do przemyślenia, czy wcześniejsze eksperymenty na naczelnych były źle zaprojektowane, czy może mechanizm jest bardziej subtelny i ujawnia się tylko u gatunków, które od pierwszych godzin życia muszą intensywnie integrować bodźce. Nie jesteśmy jednak tak wyjątkowi, jak niektórym się wydaje.







































