DJI ROMO P to piękny robot z bebechami na wierzchu, ale za tyle to nie - test
DJI ROMO P to pierwszy robot sprzątający znanej firmy produkującej drony. Wygląda kapitalnie, nieźle odkurza, ale mopowanie pozostawia sporo do życzenia, z kolei cena wydaje się mocno przestrzelona.

DJI weszło z impetem do świata robotów sprzątających. Firma znana z produkcji dronów wiedziała, że nie będzie miała tutaj lekko. Na rynku panuje gigantyczna konkurencja, a topowi producenci tacy jak Roborock, Dreame czy świeży Narwal oferują naprawdę świetne produkty. DJI musiało mieć więc coś, czym od razu przykuje uwagę mediów i klientów. No i wymyślili…
DJI ROMO P to robot sprzątający z bebechami na wierzchu. Przezroczyste obudowy stacji i robota robią duże wrażenie
DJI ROMO P jest najciekawszym robotem pod względem designu od czasu zaokrąglonego, bardzo udanego Roborocka Qrevo Curv. To zasługa zastosowania przezroczystych i półprzezroczystych materiałów, dzięki którym widać poszczególne części oraz komponenty. Jest w tym wiele futuryzmu, mała szczypta elegancji oraz sporo charakteru.
Co świetne, przezroczysta jest stacja dokująca, jak również grzbiet robota. Dzięki temu cały czas widzimy takie elementy jak filtr HEPA, kanały transportujące, worek na nieczystości, osłona silnika ssącego, pompa, wentylator, moduł obiegu wody czy osłona modułu zasilania. Możliwość zerknięcia na taki system podczas pracy to atrakcja sama w sobie.
Teraz czas na rozczarowanie: mimo przezroczystej obudowy, wciąż nie jestem w stanie zobaczyć jak nieczystości pokonują drogę do worka w stacji albo jak brudna woda jest wysysana z komory. DJI zadbało o to, aby design – chociaż ekshibicjonistyczny – pozostawał elegancki. Dlatego użytkownik nie widzi nieczystości. Są tylko schludne przewody i osłony. Jedynie filtr w robocie z czasem się brudzi.


Warto dodać, że konserwatyści mogą nabyć DJI ROMO P w klasycznej, białem edycji. Dla mnie przezroczysta jest o wiele ciekawsza, chociaż może nie pasować do każdego wnętrza. Design to duża zaleta, maszyna imponuje wizualnie, pod tym względem DJI dołożyło do pieca i faktycznie serwuje coś odświeżającego.
Niestety, podczas codziennego sprzątania jest już całkiem nudno. DJI ROMO P działa dobrze, ale nie rewelacyjnie.
Z mocą ssącą na poziomie 25 000 Pa, ROMO P jest jednym z silniejszych robotów na rynku. Z drugiej strony maszynie trochę brakuje do topowych modeli z mocą aż 30 000 Pa. Do tego inżynierowie DJI nie wykorzystują nowoczesnych rozwiązań, jak izolacyjna komora podczas odkurzania dywanów, przez co te 25 000 Pa nie jest tak dobrze wykorzystane, jak powinno.
Z drugiej strony to wciąż cholernie mocny robot. Poradzi sobie z większością trudnych dywanów. Te klasyczne nie będą dla niego żadnym problemem. Podoba mi się też, że w zestawie znajdziemy dwie główne szczotki – jedna klasyczna, jedna połówkowa z wycięciem, pozwalająca unikać splątania. W ten sposób użytkownik ma wybór: albo lepsze zagarnianie podłóg, albo brak konieczności rozplątywania szczotki.
Za to mopowanie jest co najwyżej przeciętnie. Dwa wirujące talerze z materiałowymi frędzlami to w 2026 roku klasyka oczekiwana od średniej półki. Na tej wyższej – a tam cenowo leży DJI ROMO P – oczekuje się ciekawszych rozwiązań. Na przykład takich jak absolutnie kapitalna rolka taśmowa zaproponowana przez Narwala.


Do tego algorytmy mopowania nie powalają. Jeśli plamy są względnie świeże i małe, to znikną. Jeżeli jednak mamy do czynienia ze starymi, zeschniętymi kleksami, ROMO P ich nie usunie. Maszynie brakuje algorytmów rozpoznawania plam i walczenia z nimi przy pomocy jazdy przód - tył albo w modelu igrek.
Za to algorytmy rozpoznawania i omijania przeszkód są wyborne. Czuć tutaj doświadczenie DJI zdobyte przy dronach.
Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak umiejętnie maszyna porusza się po moim mieszkaniu. Jest niczym elf wokół ludzi oraz krasnoludów. Robot porusza się szybko i z dużą determinacją, omijając nogi, rogi oraz obiekty ze sporym zapasem przestrzeni. Z kolei później wraca w trudne miejsca, powoli i delikatnie czyszcząc trudno dostępne krawędzie.
Pod względem algorytmów odkurzania i wymiatania DJI od razu wchodzi do ścisłej czołówki, mogąc walczyć z Dreame i Roborockiem. ROMO P świetnie czuje się zwłaszcza w małych i zagraconych mieszkaniach. Metodycznie odkłada wyzwania na później, a następnie do nich wraca, odhaczając kolejne miejsca na liście.
Jednocześnie robot należy do grupy tych bardziej ostrożnych i zachowawczych. Nigdy nie próbuje przepchnąć jakiegoś obiektu na siłę. Nawet skarpetki. Nie bada otoczenia na dotyk przednim zderzakiem ani nie rysuje obudowy, próbując wjechać pod kaloryfer. Jeśli macie w domu sporo przedmiotów wrażliwych na obicie i odpryski, DJI ROMO P zdecydowanie jest wart rozważenia.


Aplikacja ma wszystko, co potrzeba. Gorzej, że DJI zaliczyło sporą wpadkę z bezpieczeństwem.
DJI Home oferuje wszystko, czego potrzebuje niezły autonomiczny robot. Możemy układać mu harmonogram, kontrolować działanie stacji (suszenie, mycie, wsysanie), manualnie sterować maszyną, podglądać mieszkanie kamerą, stawiać wirtualne ściany, edytować mapy i wyznaczać strefy. Możemy też decydować czy robot ma:
- odkurzać
- odkurzać i mopować
- odkurzać, potem mopować
Do tego dla każdego sprzątania decydujemy o takich parametrach jak podejście do dywanów, siła ssąca/hałas, poziom namoczenia mopów, powtarzanie cyklu i dokładność pokonywanej trasy. Doświadczeni użytkownicy docenią z kolei możliwość tworzenia gotowych scenariuszy, np. kuchnia i jadalnia po obiedzie. Szkoda tylko, że w oprogramowaniu zabrakło spikera z głośnika w języku polskim.
Będąc przy oprogramowaniu, trzeba wspomnieć o blamażu sprzed kilku dni. Doświadczony użytkownik DJI napisał sobie narzędzie do sterowania robotem z wykorzystaniem pada od konsoli. Przypadkiem zyskał w ten sposób kontrolę nad tysiącami maszyn podłączonych do sieci, wraz z podglądem kamery. Okropna wpadka. Teraz już załatana, ale trudno o bardziej kompromitujący debiut.


DJI ROMO P jest jak Jagna w Chłopach. Piękny, drogi, ale niezbyt garnie się do pucowania.
Przeciętne mopowanie, dobre odkurzanie, rewelacyjne omijanie przeszkód – tak można podsumować ROMO P w trakcie pracy. Problem polega na tym, że DJI wyceniło tę maszynę na około 5200 zł. To dużo za dużo. Za dwa tysiące mniej kupimy świetnego Narwala, Roborocka albo Dreame, który tak samo dobrze odkurza, a do tego lepiej mopuje. Może rywale nie omijają przeszkód tak subtelnie jak ROMO naszpikowany softem latających dronów, ale wygrywają na osi cena - funkcje.
Największe zalety:
- Kapitalny przezroczysty design (jest też klasyczna biała wersja)
- Duża siła ssąca (25 000 Pa), solidne odkurzanie
- Rewelacyjne algorytmy omijania przeszkód. Czuć dronowe doświadczenie
- Aplikacji niczego nie brakuje. Pełen pakiet możliwości
- Szczotka ze spadkiem w środku skutecznie ogranicza splątanie
Największe wady:
- Zdecydowanie za drogi. Roboty tańsze o dwa tysiące potrafią tyle samo
- Mopowanie jest co najwyżej przeciętne
- Brak polskiego spikera
- Duża wpadka z bezpieczeństwem
Zestawiając DJI ROMO P z rywalami, robot jest zbyt drogi. Maszyna przykuwa uwagę kapitalnym designem, ale nie jest najbardziej opłacalną inwestycją. To rozwiązanie dla tych, którym zależy na unikalnym designie oraz tych, dla których algorytm ostrożnego omijania przeszkód jest najważniejszy.







































