Polska rakieta Perun przerwała lot, ale to był sukces. Są kulisy testu
Gdyńska firma SpaceForest, polski pionier technologii suborbitalnych, właśnie podzieliła się ciekawymi informacjami z trzeciego lotu testowego swojej flagowej konstrukcji, rakiety Perun.

Choć 22 listopada 2025 r. nad poligonem w Ustce nie doszło do przekroczenia linii Karmana, to wnioski, jakie inżynierowie wyciągnęli z tej misji, ważą znacznie więcej niż spalone paliwo.
To klasyczny przypadek, w którym systemy bezpieczeństwa zadziałały dokładnie tak, jak powinny, chroniąc sprzęt przed zniszczeniem i dając cenną lekcję na przyszłość.
Podczas listopadowego startu Perun pokazał, że drzemie w nim ogromna moc. Silnik rakietowy pracował przez 33,5 sekundy, generując w szczytowym momencie ciąg na poziomie 40 kN, przy średniej wartości 30 kN. To potężne liczby, całkowity impuls wygenerowany podczas tego krótkiego lotu wyniósł około 803 kNs.
W 60. sekundzie misji rakieta znajdowała się na wysokości 19 300 m, pędząc ku górze, gdy nagle zapadła decyzja o przerwaniu lotu. Dyrektor Misji nie wahał się ani chwili, widząc dane z autonomicznego systemu śledzenia RASEL, który w czasie rzeczywistym zasygnalizował ryzyko opuszczenia wyznaczonej strefy bezpieczeństwa.
Błąd, którego nie wykryły setki testów
Dlaczego rakieta, zamiast piąć się pionowo w górę, zaczęła zbaczać z kursu? Winowajcą okazał się błąd ukryty w oprogramowaniu systemu sterowania wektorem ciągu, czyli TVC. System ten odpowiada za manewrowanie dyszą silnika tak, aby korygować tor lotu rakiety. Co ciekawe, ten konkretny fragment kodu przeszedł pomyślnie liczne testy w rakietach VIRA (wcześniej znanych jako BIGOS) oraz wcześniejsze loty Peruna.
Dopiero specyficzne warunki trzeciego lotu demonstracyjnego sprawiły, że błąd się uaktywnił. To pokazuje, jak skomplikowaną maszynerią jest współczesna rakieta. Czasem jedna linijka kodu w środowisku rzeczywistym zachowuje się inaczej niż w symulacji.
Przerwanie misji było jednak popisem skuteczności procedur bezpieczeństwa. Po odłączeniu stopni rakiety nastąpił gwałtowny wzrost oporu aerodynamicznego, co zadziałało jak hamulec bezpieczeństwa. Elementy rakiety szybko straciły prędkość i wylądowały dokładnie tam, gdzie planowano.
Dzięki temu udało się nie tylko uratować do dalszych badań samą rakietę, ale przede wszystkim bezpiecznie odzyskać ładunki badawcze dostarczone przez zewnętrzne firmy. Wszystkie eksperymenty, które znajdowały się na pokładzie, wróciły do właścicieli w nienaruszonym stanie, co jest najlepszym certyfikatem jakości dla SpaceForest jako dostawcy usług transportowych.
Więcej o SpaceForest na Spider's Web:
Rok pod znakiem europejskiej ekspansji
SpaceForest nie traci czasu na rozpamiętywanie problemów, lecz przekuwa je w sukces. Obecnie inżynierowie testują już nowy kontroler lotu w środowisku HIL, czyli Hardware-in-the-Loop. To zaawansowana metoda, w której prawdziwy komputer rakietowy "myśli", że leci, otrzymując sygnały z symulatora oddającego rzeczywiste siły fizyczne. Poprawione oprogramowanie zostanie wkrótce sprawdzone w locie naddźwiękowej rakiety VIRA, a wnioski posłużą do przygotowania Peruna na prawdziwy maraton startowy, który czeka nas jeszcze w tym roku.
Plan na 2026 r. jest niezwykle ambitny i ma wymiar międzynarodowy. W ramach kontraktu Boost! z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), polska rakieta ma stać się częścią europejskiej floty transportowej. W planach są aż trzy loty testowe. Pierwszy z nich ma odbyć się już wiosną 2026 r., a kolejne starty przeniosą polską technologię na zupełnie nowe wody i to dosłownie.
Perun będzie startował z platform w Portugalii, współpracując z Atlantic Spaceport Consortium, oraz w Danii z EuroSpaceport. To milowy krok w stronę komercjalizacji, który ma udowodnić, że polska technologia jest w pełni kompatybilna z międzynarodowymi standardami bezpieczeństwa.
Trzymamy kciuki za sukces polskiej firmy!
Główna ilustracja: Rakieta Perun na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce. Fot. SpaceForest







































