Polska buduje Legion Medyczny. To rezerwa, gdy wszystko pójdzie źle
MON uruchamia Legion Medyczny. Do programu mogą dołączyć lekarze, ratownicy, pielęgniarki, ale też cywile bez munduru.

Ministerstwo Obrony Narodowej robi kolejny krok w stronę powszechnej gotowości. Po Wojskach Medycznych przyszedł czas na Legion Medyczny – nowy program, który ma ściągnąć do współpracy nie tylko lekarzy w mundurach, ale całe cywilne środowisko medyczne i tych, którzy po prostu chcą być przydatni w kryzysie. Od wolontariuszy bez doświadczenia wojskowego, po oficerów rezerwy – MON rozkłada wachlarz 10 ścieżek zaangażowania.
Legion Medyczny to odpowiedź na nowe czasy
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił start Legionu Medycznego. To nie jest kolejna kampania promocyjna wojska, ale próba zbudowania stałej, uporządkowanej rezerwy medyków, którą państwo będzie mogło wezwać do działania, gdy coś pójdzie naprawdę źle – od wojny, przez katastrofy naturalne, po kolejną epidemię.
Program ma być pomostem między systemem ochrony zdrowia a Siłami Zbrojnymi RP. Legion Medyczny ma rejestrować chętnych, szkolić ich w medycynie pola walki, organizować ćwiczenia i tworzyć regionalne centra gotowości. Całość opiera się na dobrowolności i partnerstwie z uczelniami, organizacjami pozarządowymi i samorządami, a nie na obowiązkowych powołaniach.
MON buduje w ten sposób kolejny element przebudowy systemu. Od września 2025 r. działa już nowy, odrębny rodzaj sił zbrojnych – Wojska Medyczne – z dowództwem w Krakowie. Legion ma być dla nich zapleczem: bazą ludzi, których da się szybko włączyć w działania, gdy regularne struktury nie wystarczą.
Nie tylko lekarze. Kto ma trafić do Legionu?
Choć nazwa sugeruje elitarną formację lekarzy, założenie jest inne. Program ma być możliwie szeroki. W pierwszym rzędzie MON zaprasza klasyczny biały personel – lekarzy różnych specjalizacji, pielęgniarki, pielęgniarzy, ratowników medycznych i innych pracowników ochrony zdrowia.
Ale na tym się nie kończy. W oficjalnych materiałach jasno wskazano, że w strukturach Legionu znajdzie się miejsce także dla osób z kompetencjami niemedycznymi: logistyków, analityków, prawników, informatyków, ludzi od organizacji i zarządzania kryzysowego. W sytuacji konfliktu czy klęski żywiołowej potrzeba nie tylko tych, którzy zakładają opatrunki, ale i tych, którzy potrafią zaplanować ewakuację, rozpisać dyżury, ogarnąć transport i system informatyczny.
Program ma też wyjść do osób, które w ogóle nie planują kariery wojskowej, ale chcą być gdzieś w systemie. Stąd ścieżka służby bez munduru – dla tych, którzy są gotowi pomagać przy logistyce, organizacji szkoleń czy działaniach informacyjnych, bez składania przysięgi i wpisywania do rezerwy.
Od służby bez munduru po oficera rezerwy
Legion Medyczny to nie jednostka, lecz cała struktura zaangażowania, rozpisana na 10 ścieżek, które odpowiadają na różne poziomy gotowości, kompetencji i ambicji. Są wśród nich formy symboliczne, jak Służba bez munduru dla osób wspierających zaplecze, ale i opcje wstąpienia do armii – od przysięgi po kurs oficerski.
Projekt łączy świat cywilny i wojskowy: pozwala lekarzom dołączyć do rezerwy, a ekspertom doradzać w tworzeniu wojskowych procedur medycznych. Całość uzupełniają kursy specjalistyczne, wspólne szkolenia z cywilnymi szpitalami i ścieżki interwencyjne dla tych, którzy chcą pomagać w sytuacjach kryzysowych – w kraju i poza jego granicami.
Co z tego ma państwo, a co z tego mają uczestnicy?
Z perspektywy państwa Legion Medyczny ma być odpowiedzią na chaos, który mógłby powstać w chwili kryzysu. Zamiast gorączkowo szukać lekarzy na telefon i improwizować ich przydziały, MON chce zawczasu zbudować sieć ludzi z jasno przypisanymi kompetencjami i choćby podstawowym przygotowaniem wojskowym.
Przeczytaj także:
Dla uczestników to szansa nie tylko na rozwój, lecz także na poczucie sprawczości – wielu z nich po raz pierwszy zetknie się z mundurem, inni uporządkują swój status w strukturze obronnej. Dla resortu to również próba zbudowania przekonania, że zdrowie w sytuacji zagrożenia to nie tylko sprawa służby zdrowia, ale wspólna odpowiedzialność. Właśnie dlatego tak mocny nacisk położono na dobrowolność, otwartość i partnerską formułę współpracy – bez przymusu, ale z konkretną ofertą działania.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych; Canva







































