Niezidentyfikowane drony krążyły nad tarczą za miliardy. Wojsko było bezradne
Nad radarem za miliardy euro krążyły niezidentyfikowane drony. Nieudany zestrzał ujawnia, jak trudna jest obrona przed małymi bezzałogowcami.

Nowy radar systemu obrony przeciwrakietowej Arrow 3 w Niemczech jeszcze na dobre nie wszedł do służby, a już stał się celem tajemniczej wizyty dronów. Nad instalacją w Annaburger Heide krążyły niezidentyfikowane bezzałogowce, a próba ich zestrzelenia zakończyła się niepowodzeniem.
Arrow 3 – tarcza za miliardy pod obserwacją
Annaburger Heide, położona na styku Brandenburgii, Saksonii-Anhalt i Saksonii, ma być jednym z filarów nowej niemieckiej tarczy przeciwrakietowej. To właśnie tutaj ulokowano radar systemu Arrow 3, który ma w przyszłości chronić nie tylko Niemcy, ale po części także przestrzeń powietrzną państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Kupiony w ramach wielomiliardowego kontraktu Arrow 3 jest jednym z najbardziej zaawansowanych systemów na świecie. Jego zadaniem jest przechwytywanie rakiet dalekiego zasięgu, nawet poza atmosferą, zanim zdążą zbliżyć się do terytorium NATO. Nic więc dziwnego, że z wojskowego punktu widzenia to obiekt najwyższej wartości – idealny cel dla każdego, kto chce sprawdzić, jak wygląda niemiecka obrona od kuchni.
Oficjalna inauguracja radaru z udziałem najwyższych dowódców Luftwaffe odbyła się na początku grudnia. Dwa dni wcześniej nad instalacją pojawiły się drony. Przypadek w takim miejscu i takim terminie trudno uznać za szczególnie prawdopodobny.
Drony nad Annaburger Heide i pudło przy próbie zestrzelenia
Według wewnętrznego raportu Bundeswehry, do którego dotarły niemieckie media, 1 grudnia około godziny 16:40 nad radarem w Annaburg zaobserwowano 3 podejrzane drony. Maszyny miały krążyć na wysokości około 100 m bezpośrednio nad instalacją.
Najpierw wykrył je system technicznej detekcji. Następnie na miejsce skierowano mobilny zespół szybkiego reagowania, który użył własnych dronów rozpoznawczych. Gdy zagrożenie uznano za realne, wydano zgodę na użycie broni.
Do próby zestrzelenia wykorzystano karabin G27P ze specjalną izraelską optyką Smash X4, opracowaną właśnie do zwalczania małych dronów. Mimo tego zestawu, uchodzącego za jedno z bardziej zaawansowanych narzędzi tego typu, bezzałogowców nie udało się trafić. Maszyny zdołały zmienić pozycję i zniknęły z pola widzenia. W efekcie incydent trafił nie tylko na biurka dowódców, ale też do wojskowej żandarmerii i służb kontrwywiadowczych. Zawiadomiono także policję.
To nie pierwszy raz. Bundeswehra widzi w tym wzorzec
W raporcie wojskowych zwrócono uwagę, że nie chodzi tutaj o pojedynczy epizod. To już drugi odnotowany przypadek, gdy nad radarem Arrow 3 pojawiają się nieznane drony. Tym razem miało ich być kilka, a sam system jest określany jako wysokowartościowy.
W ocenie Bundeswehry wszystko wskazuje na działanie z premedytacją. Jako najbardziej prawdopodobny scenariusz opisano celową próbę rozpoznania – sprawdzenia, jak reaguje baza, jakie środki używa do obrony i jakie ma procedury w razie zagrożenia. Do tego dochodzi fakt, że incydent miał miejsce tuż przed uroczystą inauguracją obiektu, co tylko wzmacnia wrażenie, że ktoś zaplanował ten lot bardzo precyzyjnie.
Dla Niemiec to o tyle kłopotliwe, że Arrow 3 ma stać się jednym z filarów europejskiej architektury bezpieczeństwa. Jeśli nad takim obiektem drony mogą swobodnie krążyć, a próba ich strącenia kończy się fiaskiem, to sygnał wysyłany na zewnątrz nie jest szczególnie budujący.
Drony nad bazami Patriot i lawina incydentów
Na początku 2025 r. serię podobnych zdarzeń odnotowano w bazie Schwesing w Szlezwiku-Holsztynie, gdzie szkolono ukraińskich żołnierzy przy systemach Patriot. Tam także wielokrotnie zgłaszano obecność dronów, a lokalne procedury obrony nie zawsze okazywały się skuteczne.
Śledztwo w tej sprawie ostatecznie umorzono. Prokuratura potwierdziła wprawdzie, że w styczniu i lutym doszło do 8. dni wzmożonych obserwacji, ale nie udało się ustalić ani sprawców, ani ich motywacji.
Według danych niemieckiej policji federalnej tylko w 2025 r. na terenie Niemiec zarejestrowano ponad tysiąc podejrzanych lotów bezzałogowców nad obiektami wojskowymi, infrastrukturą krytyczną i lotniskami. W praktyce oznacza to, że niemal każdego dnia ktoś testuje czujność i możliwości obrony.
Rosyjski ślad? Eksperci mówią o testowaniu granic
W nieoficjalnych rozmowach eksperci coraz częściej mówią o tzw. rosyjskim śladzie. Część takich lotów ma przypominać taktyczne sondowanie, czyli sprawdzanie, jak wygląda rozmieszczenie radarów, jakie są martwe strefy, ile czasu zajmuje reakcja i jakimi środkami dysponuje obrona.
W przypadku Arrow 3 stawka wydaje się szczególnie wysoka. System został zaprojektowany m.in. z myślą o przechwytywaniu potencjalnych pocisków balistycznych z kierunku Rosji. Dla Moskwy wiedza o tym, jak funkcjonuje infrastruktura wspierająca tę tarczę, ma więc nie tylko znaczenie symboliczne, ale i czysto wojskowe.
Przeczytaj także:
Jednocześnie warto pamiętać, że małe, komercyjne drony są dziś dostępne praktycznie dla każdego – od służb specjalnych po zwykłych miłośników latania, którzy niekoniecznie zdają sobie sprawę, że ich hobby w nieodpowiednim miejscu może wyglądać jak zaplanowana operacja. Nie wykluczone więc, że część z incydentów to czysty przypadek.
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google







































