Cierpliwość popłaca. Warto wystawić się na tę nieprzyjemność
Kiedy musieliście na coś czekać i wcale was to nie zdenerwowało?

Mój ulubiony artysta zapowiedział wydanie singla. Nie jest to rzecz wyjątkowa w świecie muzyki, ale tu sytuacja była nieco inna. Miał to być nowy utwór wydany po długiej przerwie, a co najważniejsze, zapowiadający album. A tego nie mieliśmy już od bitych sześciu lat! Świeże piosenki grane były na koncertach, ale nie wiedzieliśmy, kiedy usłyszymy je na płycie i czy w ogóle. Teraz mieliśmy otrzymać zapowiedź, więc dla fanów było to prawdziwe święto.
Nowa piosenka miała pojawić się o określonej porze: w konkretnym dniu i godzinie. Tyle że północ w niektórych miejscach na świecie wybija wcześniej niż w innych. Globalna wioska nagle przestała istnieć. Sąsiad, który przed chwilą wyrażał opinię o tytule płyty, zniknął. Znowu wróciliśmy do świata, który jest ogromny i ma granice, a więc związane z tym absurdalne prawa. To zabawne, gdy jest sylwester i śledzi się, że gdzieś tam daleko jest już nowy rok, a my ciągle tkwimy w starym. Kiedy jednak chodzi o rozrywkę i przyjemności, uderza niesprawiedliwość. Nagle jesteśmy tymi gorszymi, którzy na swoją kolej muszą czekać. To nie fair.
Żadne granice nie są szczelne, nigdy nie były i nie będą. Na forum ktoś wrzucił więc link z piosenką. Można było poczuć się jak w dawnych czasach, kiedy na zachodzie coś mieli, a u nas trzeba było sprowadzać to sposobem, znać odpowiednie osoby albo przynajmniej takie, które mają znajomości. Ba, nie trzeba cofać się do minionych epok. Jeszcze na przełomie XX i XXI w. o guście muzycznym decydowały osoby, które miały dostęp do sieci – słuchało się więc tego, co dana osoba była w stanie załatwić.
Moje oczekiwanie było niepoważne, bo przecież od piosenki dzieliły mnie tylko godziny, a nie systemy i technologiczne ograniczenia, ale gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nawet chwilowo niedostępna zabawka jest zakazanym owocem.
Ten prosty przykład pokazuje, jak bardzo nie lubimy czekać
Niecierpliwość nie daje spokoju. Nikt nie chce czekać kilku godzin, trzeba znaleźć sposób, by przechytrzyć i jednak mieć wcześniej. Znowu trzeba znać metody – prostsze, bo chodzi o wklepanie adresu forum i wejście w odpowiedni wątek, ale to zawsze jakaś praca. Oczywiście ten bunt ma rozsądne argumenty. Podziały czasowe w 2026 r. to relikt przeszłości, dziwny niedzisiejszy zwyczaj, więc przemyt piosenki jest po prostu przywróceniem sprawiedliwości. Mimo wszystko ten sprzeciw dużo mówi też o potrzebie szybkości. Wszystko chcemy mieć tu i teraz, na już.
I przecież to życzenie jest bardzo często spełniane. Daje nam się pozory kontroli nad sytuacją, widzimy, że wszystko pędzi, jest na czas – możemy śledzić kuriera na mapie na żywo, a kiedy odbieramy paczkę, ekran pokazuje, jak niewiele czasu nam to zajęło. Pośpiech jest czymś naturalnym. To zwolnienie jest aberracją. Wszystko ma być szybsze, dlatego w sklepach mamy kasy samoobsługowe, będące obietnicą krótszych kolejek, a niebawem zakupy będziemy skanować telefonem przy wkładaniu do koszyka, żeby nie tracić czasu na wyciągnie produktów przy kasie.
Poczułem się jak buntownik, kiedy nie skorzystałem z okazji i nie kliknąłem w link z piosenką. Poczekam, na spokojnie, aż przyjdzie moja kolej - uznałem. Buntownik? Raczej gapa. Dają, to bierz. Nie mógłbym nawet zasłaniać się piractwem, po prostu przegapiłem szansę.
A jednak trochę delektowałem się tym oczekiwaniem – tym, że trzeba zwlekać
To w końcu rzadka sytuacja. Owszem, niby non stop na coś czekamy: na koniec pracy, na piątek, na urlop, na święto, na urodziny, na autobus, na wiosnę, na złotą jesień. Nic, tylko czekamy, jakby się nad tym dłużej zastanowić. A jednocześnie wszystko mamy na tacy, podsuwane pod nos, co pozwala zapomnieć, że istnieje taka cecha jak bycie zbyt niecierpliwym. Mało kto jest dziś w gorącej wodzie kąpany, a jeśli już kogoś tak opisujemy, to nie możemy się nadziwić, bo wyraźnie przesadza. Przecież jest taki wybór, przecież można skorzystać z czegoś innego.
Posłuchałem trochę na swoich zasadach, decydując o tym, kiedy słucham – oczywiście, nie do końca, bo najpierw utwór musiał w kraju się pojawić, musiał zostać odblokowany. Było to zaskakująco przyjemne. Tak samo cieszy mnie teraz oczekiwanie na płytę. Odliczanie dni. Po drodze będzie kolejny singiel. Czas będzie się wlókł, co jest miłą odmianą, bo przecież normalnie pędzi jak szalony.
Widzę to od kiedy nie oglądam seriali. Nie potrafię, straciłem tę umiejętność. Robię już z tego swoją cechę: jestem człowiekiem, który nie ogląda. Ani nowości, ani staroci. Czuję się wręcz trochę wykluczony. Na własne życzenie, ale wykluczenie to wykluczenie. Kiedy wyjdzie się z kręgu widzów, jest się zdziwionym, że ludzie nie mówią o niczym innym, jak tylko o nowych filmach i serialach. Kolejna zaskakująca obserwacja dotyczy właśnie czasu. Co chwila wychodzi coś nowego. Pierwszy sezon się jeszcze nie skończył, a drugi już jest. Przed momentem, dosłownie, na plakacie ogłaszano nową część, a tu już w kinach trzecia. Wiem, że jako widzowie możecie tak tego nie postrzegać, dłuży wam się czas jak mnie w oczekiwaniu na płytę, ale z mojej perspektywy tak właśnie to wygląda. Pstryk i jest.
Cierpliwość jest oczekiwana
Ciągle jesteśmy w okresie, kiedy postanowienia noworoczne się trzymają. Może drżą w posadach, są zagrożone, ale jest jeszcze wiara, że to nie koniec i uda się wrócić na właściwą ścieżkę. Ta potrzeba zaczynania od początku, od zera, od nowa, może trochę dziwić. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że wcale nie trzeba czekać na nowy rok, można zacząć w każdym momencie. A jednak ta data graniczna ma więcej mocy i magii, jest prawdziwą szansą.
Drugi powód: postanowienia dziś naprawdę łatwo wdrożyć. Mamy przecież aplikacje, które pilnują, przypominają i co najważniejsze, pokazują postęp. A jednak tak trudno trzymać się zasad. Jeszcze jeden dowód na to, że technologia zawodzi, nie pomaga tak, jakbyśmy od niej oczekiwali. Coś poszło nie tak.
Postanowienia są fascynujące, bo powracają. Może chodzi też o tę potrzebę czasu - że na efekty trzeba czekać, nie pojawią się od razu. To proces. Wielu chce iść na skróty, osiągnąć cel nawet nie jutro, a już, zaraz, dziś. Tymczasem to bardzo długa droga i czy nie to jest w niej tak bardzo pociągające? Że tak łatwo zboczyć, że musi upłynąć naprawdę wiele dni, tygodni, a nawet miesięcy, zanim zobaczy się upragniony cel? Postanowienia bardzo często nie wychodzą, ale nęcące i wyjątkowe jest w nich właśnie to, że nagroda nie będzie od razu.
"Zwolnij" – tak brzmi porada z niejednego poradnika, wyśmiewanego i lekceważonego. Wiem, że jest banalna, ale zaczynam ją jeszcze bardziej rozumieć. Zamierzam częściej czekać, cieszyć się z tego, że nie wszystko jest od razu. Celowo wyznaczać przyszłe nagrody – im odleglejsze, tym lepsze.
Zdjęcie główne: fandihikmawan / Shutterstock







































