Gry  /  Recenzja

Gramy bez prądu: World of Tanks: Gra Figurkowa przenosi zasady z gry wideo na stół w salonie - recenzja

Picture of the author

Wargaming - producent oraz wydawca darmowej gry World of Tanks - szturmuje nowe sektory rynku. Białoruska firma przypuszcza atak na przeżywający drugą młodość świat gier planszowych, wnosząc do niego nie tylko miniaturowe modele czołgów, ale także rozwiązania charakterystyczne dla komputerowej i konsolowej gry wideo.

World of Tanks: Gra Figurkowa to prosta, stosunkowo niedroga i rozgrywana w dosyć krótkich sesjach produkcja bitewna. Tytuł może stanowić wprowadzenie do świata tak zwanych bitewniaków, reprezentowanych przez znane serie Warhammer 40 000 czy Star Wars X-Wing. Wyróżnikiem figurkowego WoT-a jest przystępność i prostota, co stanowi stosunkową rzadkość w przypadku realistycznych gier o tematyce drugiej wojny światowej.

Zamiast przenikających się elementów dowodzenia, zasobów i zaopatrzenia czy morale żołnierzy, mamy po prostu czołgi. Bojowe maszyny wyrażone w miniaturowych modelach, gotowe do strzelania z armat już od pierwszej tury. Jak łatwo się domyślić, gra stanowi ciekawą pozycję dla tych osób, które nie mają doświadczenia z planszówkami bądź nie chcą męczyć się z przesadnie skomplikowanymi zasadami. Powierzchowne przyswojenie zasad nie trwa tutaj dłużej niż pół godziny.

World of Tanks: Gra Figurkowa rzuca przeciwko sobie rywali, którzy najpierw wspólnie tworzą pole bitwy.

Gracze naprzemiennie układają płaskie, kartonowe elementy zestawu na kwadratowym obszarze o wymiarach 90 na 90 centymetrów. W ten sposób pole bitwy wypełnia się budynkami, murami, zagajnikami oraz wzgórzami. Tutaj dochodzimy do pierwszej, ale fundamentalnej wady gry na licencji Wargamingu.

W zestawie startowym World of Tanks nie znajdziemy odpowiedniej maty, mapy czy chociażby składanej tekturki o wymiarach podanych w instrukcji. Arenę 90 na 90 centymetrów musimy określić sami. Nie jest to oczywiście zadanie trudne, ale szkoda, że wydawca nie pokusił się o tak prosty dodatek do zestawu.

Do zabawy w World of Tanks: Gra Figurkowa zawsze potrzebujemy minimum dwojga chętnych. W oczywisty sposób ogranicza to możliwości wykorzystania planszówki. W praktyce duet sprawdza się najlepiej. Zasady mogły zostać tak przemyślane i uproszczone, aby nadawały się do szybkiego przyswojenia przez każdego, nie tylko weteranów gier bitewnych. World of Tanks: Gra Figurkowa to gra, której uczysz się w pół godziny, a później grasz przez pół godziny.

Z czterema czołgami nie odtworzymy bitwy pod Kurskiem, ale jest szybko i przyjemnie.

Na zestaw startowy do gry World of Tanks: Gra Figurkowa składają się cztery modele czołgów średniej klasy, w proporcjach 1:100. Producent wspomina o pomalowanych miniaturkach, ale te zostały po prostu pokryte jednobarwną farbą. O pozostałe detale, oznaczenia i dodatkowe elementy musimy zadbać już sami, o ile kręci nas malowanie i upiększanie kolekcji malutkich pojazdów. Na plus trzeba z kolei zaliczyć wykorzystanie odmiennych barw, dzięki czemu nawet niedzielni czołgiści szybką zaczną odróżniać poszczególne miniaturki, bez posiłkowania się kartami pojazdów.

Modele są odpowiednio nafaszerowane detalami, ale jakość niektórych elementów mogła być lepsza. Wieża jednego tanka z mojego zestawu nie trzyma się kadłuba. Gdy chwycę go podwoziem do góry, wieża po prostu wypada. Obawiam się także o wytrzymałość luf. Te są bardzo cienkie, ale niezbyt elastyczne. Zniszczenia armat wydają się wyłącznie kwestią czasu, o ile nie chuchamy i nie dmuchamy na modele, bawiąc się nimi również z młodszym rodzeństwem.

Cztery początkowe czołgi umożliwiają prowadzenie potyczek 2v2 lub każdy na każdego. To świetne konfiguracje na początek, ale po -nastej rozgrywce doskwiera ograniczona liczba tanków. Grając w figurkowe World of Tanks nieustannie towarzyszą mi myśli, jak ciekawsze i bardziej skomplikowane taktyki mogłbym wdrażać, gdybym tylko posiadał więcej stalowych bestii na gąsienicach. Z drugiej strony, ograniczenie zestawu startowego do zaledwie czterech czołgów sprawia, że Gra Figurkowa idealnie nadaje się do szybkich, półgodzinnych potyczek przed niedzielnym obiadem. Sprzątanie pola bitwy również jest szybkie i proste.

Zasady w World of Tanks: Gra Figurkowa nie powinny być dla nikogo problemem.

Krótka instrukcja została wzbogacona o praktyczne przykłady prosto z kartonowego pola bitwy oraz tabele skrótów, co pozytywnie świadczy o producencie. Niestety, w polskiej wersji dokumentu znajduje się błąd (strona 7) mogący wprowadzać nieco zamieszania. Jeśli jednak przeczytamy ogólne zasady od deski do deski, w mig rozpoznamy potknięcie występujące w przekładzie. Jako całość, instrukcja jest bardzo czytelna i zrozumiała.

Każda rozgrywka składa się z tur, podzielonych na sekwencje ruchu, ostrzału oraz dowodzenia. Przemieszczanie pojazdów wojskowych oraz prowadzenie ognia jest ściśle powiązane z unikalnymi statystykami każdego tanka. Czołgi różnią się parametrami ataku, obrony, ruchu czy inicjatywy. Do tego dochodzą dodatkowe różnice wynikające z klasy czołgu, a także specjalne właściwości konkretnych modeli. Na to wszystko nakładamy karty załogi i modułów, które wcześniej sami wybieramy i układamy w ulubione zestawy.

Kluczowy element gry figurkowej - wymiana ognia - jest realizowany przy użyciu sześciu kostek dołączonych do zestawu. Skuteczność ostrzału rozstrzygamy zestawiając rzuty obrońców i atakujących, zmodyfikowane o wcześniej wspomniane karty, ale także sytuację na polu bitwy. Chowanie się za osłoną, flankowanie wroga, jazda z maksymalną prędkością, bliska odległość od celu - wszystko to modyfikuje rzuty atakujących i obrońców. Tym pierwszym zależy na zadaniu jak największych obrażeń, tym drugim na całkowitym ich uniknięciu.

Z wymianą ognia powiązany jest najlepszy element miniaturowego World of Tanks, mianowicie obrażenia krytyczne. Te zostały powiązane z losowanymi kartami konsekwencji, świetnie różnicującymi każdą rozgrywkę i każde starcie. Konsekwencje obrażeń krytycznych mogą być dewastujące. Na ich skutek czołgi są unieruchamiane, ich lufy potrafią eksplodować, a gracze są zmuszani do odrzucania kart załogi i modułów.

Problematycznym elementem figurkowego World of Tanks może być sam zasięg i system ostrzału.

Gracze miotają pociskami na całej długości pola bitwy, o ile widzą fragment kadłuba pojazdu przeciwnika. Pociski nie opadają, mając w nosie prawa fizyki. Gdy jednak wrogi tank znajduje się częściowo za budynkiem, notorycznie dochodzi do spornych sytuacji, w trakcie których trudno jednoznacznie przesądzić o możliwości oddania ostrzału bez karnego modyfikatora osłony: aby salwa nie została osłabiona, atakujący musi widzieć przynajmniej trzy z czterech rogów kadłuba, mierząc ze środkowego punktu wieży własnego czołgu.

Korzystamy więc z linijki czy metra krawieckiego, co wydłuża rozgrywkę, a w dłuższej perspektywie męczy obu dowódców. Tym bardziej polecam wyposażyć się we wskaźnik laserowy. Nie tylko z myślą o WoT, ale każdym innym bitewniaku. Ocena stopnia schowania/widzialności jednostki w grze bitewnej zazwyczaj spowalnia tempo rozgrywki. O ile jednak w przypadku bardziej rozbudowanych strategii pośpiech nie jest wskazany, tak szybkie potyczki WoT-a w odczuwalny sposób na tym cierpią. Liczenie rogów kadłuba jest sympatyczne za pierwszym, dziesiątym i dwudziestym razem, ale przy setnym pomiarze chciałoby się to usprawnić.

Jestem za to zauroczony tym, jak umiejętnie World of Tanks: Gra Figurkowa czerpie z mechanik dla gry wideo.

Sterując miniaturkami uśmiechałem się co jakiś czas pod nosem, widząc nawiązania do cyfrowego oryginału. Widać je zwłaszcza na przykładzie podziału na klasy (tiery) czołgów, z ich profilowaniem umiejętnościami klasowymi: lekkie tanki mają robić za agresywny, trudny do trafienia zwiad, średnie czołgi są dobre we flankowaniu i tak dalej. Do tego dochodzą karty załogi i modułów, z ikonami doskonale znanymi fanom gry wideo. Sam system doboru tych kart przypomina czas w garażu, spędzony na optymalizacji i ulepszaniu posiadanych maszyn.

World of Tanks: Gra Figurkowa to nie tylko kolejna gra z miniaturkami, pozwalająca dowodzić czołgami - tych na rynku są dziesiątki. Wyróżnikiem produktu jest wspólnota wizualna, konceptualna i tożsamościowa z popularną grą wideo. Przesuwając modele na panelach w salonie, od razu miałem w głowie produkcję Free2Play uruchomioną na komputerze, co jest gigantycznym sukcesem producentów. Czuć, że to produkt stworzony przede wszystkim dla fanów gry wideo, dopiero później miłośników planszówek.

Największe zalety:

  • Bardzo przystępne, proste do przyswojenia zasady
  • Szczegółowe modele czołgów
  • Nawiązania do rozwiązań z popularnej gry wideo
  • Szybkie starcia po 30 minut
  • Zmienność potyczek wywołana systemem obrażeń krytycznych

Największe wady:

  • System wskazywania i liczenia rogów kadłuba na dłuższą metę męczy
  • Skąpe możliwości zestawu startowego (cztery tanki, cztery płaskie domy)
  • Brak maty/podkładki/tektury o wielkości pola bitwy

Weterani bitewniaków znajdą szereg bardziej złożonych, skomplikowanych i satysfakcjonujących produkcji. Jeśli jednak szukamy nowej formy rozrywki, umilającej deszczowo-pandemiczny kwiecień, World of Tanks: Gra Figurkowa to rozwiązanie przystępne i uniwersalne. Musimy tylko znaleźć drugiego dowódcę, gotowego by stanąć z nami w szranki.

Produkcja jest zjadliwa cenowo (180 zł), łatwa do przyswojenia i może stanowić ciekawą odskocznię dla fanów komputerowego WoT-a, których w Polsce nie brakuje.

Czytaj również:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst