Sprzęt  / Felieton

MacBook Pro z M1 właśnie zabił iPada Pro. Nie ma sensu kupować drogiego tabletu

Picture of the author

Procesory Apple M1 są tak dobre, że rykoszetem obrywa iPad Pro. W moich oczach ten sprzęt stracił jakikolwiek sens, a jeszcze dwa miesiące temu rozważałem jego zakup.

Jeszcze nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale nowe procesory Apple M1 są ogromym przełomem i zmianą status quo na rynku. Na naszych oczach dokonuje się skok technologiczny, jakiego nie było od bardzo dawna w segmencie komputerów osobistych.

Cichy, chłodny i bardzo wydajny laptop? Do niedawna można było wybrać tylko dwie cechy jednocześnie.

Pierwsze MacBooki z procesorem M1 zapewniają moc na poziomie desktopowych procesorów Intela wysokiej klasy, a jednocześnie pracują niczym tablet. Nie grzeją się i przez zdecydowaną większość czasu pozostają bezgłośne. Wentylator w MacBooku Pro słychać tylko przy długotrwałym, pełnym obciążeniu procesora, a nawet wtedy sprzęt jest znacznie cichszy od wszystkich poprzednich MacBooków Pro.

Potwierdzają to nie tylko opinie fanów Apple, ale też testerów, którzy od lat stawiają na Windowsa. Tony Northrup - ewangelista Windowsa - mówi, że czas przesiąść się na Maka. Linus Sebastian prowadzący słynne Linus Tech Tips, wypowiada się o M1 w podobnym tonie, choć jest osobą, która nie przepuści okazji do wbicia szpilki Apple'owi.

Apple M1 testuję już od ponad dwóch tygodni. W tym czasie Apple przekonał mnie, że nie warto kupować dwóch sprzętów, bo wystarczy jeden.

Dokładnie dwa miesiące temu zamówiłem iMaca 5K 2020 z procesorem Intel i7. Od długiego czasu potrzebowałem mocnego komputera do projektów wideo i miałem już dość czekania na zapowiadaną od ponad roku „nową generację iMaków”. Postanowiłem, że kupię dopracowane i sprawdzone rozwiązanie, które jest znane i polecane od lat. Bez czekania na nowinki i bez kupowania w ciemno obietnic Apple’a o gruszkach na wierzbie.

Po zainwestowaniu w dobrego iMaca planowałem za jakiś czas dokupienie podstawowego MacBooka Pro lub iPada Pro z klawiaturą. Obecnie wystarczy mi komputer stacjonarny, ale za jakiś czas, kiedy branża się rozmrozi, a wyjazdy służbowe powrócą, planowałem powrócić do tematu wyboru przenośnego sprzętu uzupełniającego domowy zestaw.

Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że Apple miał wielkie problemy z dostawami wyższych konfiguracji iMaca. Na komputer czekałem siedem długich tygodni, a termin dostawy cały czas był przesuwany. W międzyczasie Apple pokazał nowe MacBooki z procesorem M1, a do mnie zdążył dojechać testowy egzemplarz podstawowego MacBooka Pro, który zmienił wszystko.

Okazało się, że ten niepozorny, malutki komputerek radzi sobie z montażem wideo w Final Cut Pro tak samo lub wręcz lepiej niż dwukrtonie droższy iMac. Dało mi to do myślenia. Kilka dni później zrezygnowałem z zamówienia iMaca i zamówiłem MacBooka Pro M1.

M1 jest tak dobry, że wywraca dotychczasową politykę Apple.

Zastanówmy się. Dotychczas Apple proponował mi mocny komputer stacjonarny i bardziej kompromisowy komputer przenośny - bądź tablet - do wyjazdów. Koszt takiego zestawu to kilkanaście tysięcy złotych. Byłem gotowy zostawić takie pieniądze u Apple’a, a użytkowników takich jak ja są przecież tysiące.

Po premierze M1 okazało się, że wystarczy mi sam MacBook. W domu podłączam go do zewnętrznego monitora i używam go z zewnętrzną myszką i klawiaturą. Mam więc wydajny „desktop”, który po odłączeniu jednego kabelka staje się komputerem przenośnym. Małym, lekkim i bardzo wydajnym.

W efekcie wydałem u Apple połowę tego, co zamierzałem, mając jednocześnie te same możliwości. A może nawet większe, za sprawą większej wydajności w scenariuszu mobilnym.

To wszystko sprawia, że w moich oczach iPad Pro traci jakikolwiek sens.

iPad Pro jest tabletem o dużej mocy. Nie ma co prawda takiej bazy oprogramowania jak MacBook, ale w moim przypadku usprawniłby pracę przy wideo i zdjęciach. Selekcję i część obróbki mógłbym zacząć w podróży lub na wyjeździe, a później dokończyłbym całość przy komputerze.

Porównajmy teraz ceny. Większy iPad Pro z pamięcią 512 GB kosztuje 6400 zł. Dodajmy do tego klawiaturę Magic Keyboard, a kwota wzrośnie do 8100 zł. Jeśli dorzucimy rysik, mamy na liczniku już 8720 zł.

Tymczasem podstawowy MacBook Pro M1 z dyskiem 512 GB kosztuje… mniej, bo 7700 zł. Wariant z 16 GB RAM i dyskiem 512 GB kosztuje 8700 zł, czyli tyle, ile iPad Pro z klawiaturą i rysikiem.

No dobrze, ale powiecie, że iPad zapewnia inny poziom mobilności. Czy aby na pewno? iPad Pro 12,9” z klawiaturą Magic Keyboard jest - uwaga - większy od MacBooka Pro! Zestaw z iPadem ma ok. 29 x 24 x 2,2 cm, podczas gdy MacBook ma wymiary 30 x 21 x 1,56 cm. To może przynajmniej iPad będzie lżejszy? Owszem, ale tylko nieznacznie. Duży iPad z klawiaturą waży 1,29 kg, a MacBook Pro 1,4 kg. Różnica to 110 g, czyli praktycznie tyle, co tabliczka czekolady.

Nie neguję graficznych możliwości iPada Pro. W wielu branżach dotykowy ekran i rysik są ostatecznym argumentem za wyborem, jednak w moim przypadku, kiedy szukam dość lekkiego a przy tym wydajnego urządzenia mobilnego, iPad Pro traci sensu zakupu. To wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli iPad, to tylko w najtańszej wersji i tylko do multimediów.

Cała ta sytuacja jest zupełnie nie w stylu Apple. Okazuje się, że mogę wydać w tej firmie dwa razy mniej pieniędzy, a wszystkie moje potrzeby będą pokryte i to z nawiązką. Apple w takim wydaniu naprawdę da się lubić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst