Tech  / Artykuł

Od teraz każdy nosi w kieszeni małego tłumacza symultanicznego. Transkrypcja w Google Translate dostępna dla wszystkich

Podróżować co prawda przez jakiś czas nie będziemy, ale Google właśnie udostępniło nową funkcję Tłumacza, która może na zawsze zmienić nasze wyjazdy zagraniczne.

Mówcie co chcecie o tłumaczu Google – że niedokładny, że nie rozumie kontekstu, że to, że tamto: rozumiem. Jako filolog angielski z wykształcenia i człowiek, który przez kilka lat na studiach brał udział w programie poprawy jakości tej usługi, doskonale znam jego ograniczenia.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że Google Translate to niesamowita technologia. Wszystkie popularne języki świata dostępne pod ręką, na zawołanie! Możliwość tłumaczenia dowolnego tekstu i napisu, od ręki! Gdybyście powiedzieli o takim urządzeniu waszym rodzicom i dziadkom 20-30 lat temu, pewnie zapytaliby, w jakiej książce Science Fiction o tym przeczytaliście, bo to przecież niemożliwe, by taka technologia istniała naprawdę. A jednak.

Teraz Tłumacz Google stawia kolejny krok i pozwoli tłumaczyć rozmowy w czasie rzeczywistym.

Funkcja tłumacza symultanicznego w Google Translate sama w sobie nie jest niczym nowym. Jej przedsmak zobaczyliśmy już na Google I/O 2018 podczas demonstracji słuchawek Pixel Buds oraz w rozlicznych prezentacjach inteligentnych głośników.

Ba, od grudnia ubiegłego roku mogą z niej korzystać np. hotele – wystarczy urządzenie stacjonarne z Asystentem Google’a, obsługiwany język i już można tłumaczyć.

Teraz jednak funkcja tłumacza symultanicznego trafia wprost do aplikacji na urządzenia mobilne, a co za tym idzie: staje się dostępna dla wszystkich.

Transkrypcja mowy w Tłumaczu Google – jak to działa?

Zasada działania jest banalna: Tłumacz nasłuchuje tekstu mówionego i przedstawia go w formie pisemnej, przetłumaczonej od razu na docelowy język. Czyli pełni de facto rolę tłumacza symultanicznego, tłumaczącego na bieżąco to, co ktoś mówi do nas w innym języku.

W praktyce daje nam to możliwość prowadzenia konwersacji między dwoma osobami w dwóch różnych językach, gdzie Tłumacz Google pełni rolę pośrednika i tłumacza.

Google zastrzega, że póki co funkcja działa najlepiej, gdy na raz do aplikacji zwraca się jedna osoba, więc ten „czas rzeczywisty” to na razie daleko idąca metafora. Tym niemniej konwersacja bilingualna jest możliwa, o ile tylko każdy z rozmówców da aplikacji czas na wysłuchanie tego, co się do niej mówi.

Po polsku nie pogadamy, ale to kwestia czasu.

Póki co funkcja transkrypcji dostępna jest w 8 językach: angielskim, francuskim, niemieckim, hindi, portugalskim, rosyjskim, hiszpańskim i tajskim.

Nie mam jednak wątpliwości, że z czasem w aplikacji pojawi się także obsługa języka polskiego, wszak jesteśmy rynkiem z ogromnym potencjałem na wykorzystanie tego typu usług, choćby ze względu na rozliczną Polonię rozsianą po świecie.

We wspaniałych czasach żyjemy (jeśli na moment zapomnimy o szalejącej pandemii). W czasach, gdzie bariery językowe przestają mieć jakiekolwiek znaczenie i nawet jeśli od „mowy wspólnej” rodem z powieści Tolkiena dzielą nas jeszcze dekady, tak dzięki usługom jak Tłumacz Google już dziś możemy porozumiewać się między sobą tak, jakbyśmy wszyscy mówili jednym językiem.

Coś pięknego.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst