Sprawdziłem MacBooka Neo za 2999 zł. Nie powinien być aż tak dobry
Nowiutki kolorowy MacBook Neo to pierwszy prawdziwy Mac dla mas. Sprawdziłem, czego mu brakuje i już wiem, dlaczego w tym konkretnym przypadku nie ma to znaczenia.

MacBook Neo jest najnowszym laptopem w ofercie Apple’a, który rzucił blady strach na producentów komputerów z systemem Windows. Ci w końcu dobrze wiedzą, że nie mają na razie na niego odpowiedzi. Chociaż to notebooka napędzany chipem ze smartfona (i to wcale nie ten najnowszej generacji!), to radzi sobie z obsługą pełnego desktopowego systemu operacyjnego, macOS-a.
MacBook Neo (2026), czyli Mac dla mas - recenzja
W ubiegłym tygodniu do oferty Apple’a dołączyły sprzęty dla najróżniejszych odbiorców. Dostaliśmy nowe wydajne MacBooki Pro (z chipami Apple M5 Pro i Apple M5 Max), nowe średniopółkowe MacBooki Air (z M5) i iPady Air (z M4), monitory (w tym kierowany do najbardziej wymagających, czyli Apple Studio Display XDR) oraz nowego taniego iPhone’a 17e. MacBook Neo, również tani, przyćmił je wszystkie.

No i nic dziwnego! To najtańszy laptop, jaki kiedykolwiek pojawił się w ofercie Apple’a. Firma wycenia go na 2999 zł, a do tego ze zniżką edukacyjną można kupić go o 500 zł taniej, czyli za 2,5 tysiąca bez złotówki. Nie ma przy tym wątpliwości, że to właśnie do uczniów i studentów kierowany jest ten sprzęt i to w takich kategoriach na niego trzeba patrzeć.
MacBook Neo bynajmniej nie jest sprzętem dla profesjonalistów ani nawet prosumentów zajmujących się przede wszystkim obróbką wideo oraz zdjęć, ani tym bardziej dla osób, które chcą tworzyć maszyny wirtualne, odpalać lokalnie modele sztucznej inteligencji, grać w topowe tytuły z kategorii AAA itd. To maszyna do pisania, komunikacji i przeglądania sieci - z czym akurat radzi sobie wybitnie.
MacBook Neo - specyfikacja
Zacznijmy od tego, że mamy tu do czynienia z 13-calowym laptopem o naprawdę smukłej obudowie. Waży dokładnie tyle samo, czyli 1,23 kg, co MacBook Air z 13,6-calowym wyświetlaczem, a tak jak jest o niecałe półtora milimetra od niego grubszy, tak jest zarówno o około pół centymetra węższy, jak i o niecały centymetr płytszy. To naprawdę kompaktowy i wygodny w transporcie sprzęt.

MacBook Air 13” (2026) z chipem Apple M5 jest przy tym znacznie, znacznie droższy - bo w jego przypadku cennik zaczyna się od 5499 zł, a MacBook Neo jest niemal dwukrotnie tańszy. Wymusiło to, rzecz jasna, pójście na pewne kompromisy. Największym z nich jest ten krzemowy słoń w pokoju, czyli procesor, którym w tym przypadku jest Apple A18 Pro z 8 GB RAM-u i dyskiem 256 GB w bazowej wersji.
MacBook z procesorem z iPhone’a nie brzmi zbyt zachęcająco, prawda?
Nie jest to jednostka z tych najnowszych topowych iPhone’ów 17 Pro, do których trafił chip Apple A19 Pro, tylko z iPhone’ów 16 Pro wydanych półtora roku temu! Mylą się jednak okrutnie osoby, które myślą, że ta maszyna będzie wkurzać swoją ślamazarnością i będzie wykładać się na najprostszych zadaniach. Okazuje się, że smartfonowy chip z 2024 r. w pełni radzi sobie i to nie tylko z gołym macOS-em.
Apple A18 Pro z desktopowym systemem operacyjnym pod względem takiej ogólnej wydajności dorównuje chipom Apple M1, czyli tym pierwszym procesorom Apple’a opartym o architekturę ARM do komputerów. Te do dziś radzą sobie naprawdę nieźle w pracy biurowej. Do tego nowszy od nich Apple A18 Pro w przypadku niektórych zadań, jak np. renderowanie w blenderze, jest 2-krotnie szybszy!





















Wiele osób obawiało się przy tym, że wąskim gardłem będzie tutaj te 8 GB pamięci operacyjnej, ale w przypadku tego komputera nie czułem potrzeby, by mieć jej więcej. Dzięki temu, że mamy do dyspozycji szybkie SSD, oprogramowanie może korzystać w razie potrzeby z niego, a macOS zarządza zasobami sprawnie - uruchomiłem kilkadziesiąt apek i się między nimi płynnie przełączałem.
W praktyce trzeba się naprawdę postarać i zostawić masę procesów otwartych w tle, takich jak np. renderowanie wideo, aby MacBook Air dostał prawdziwej zadyszki. Pamiętajmy jednak, że przeznaczeniem tego komputera jest robienie notatek w szkole czy na studiach, udział w konferencjach, redagowanie dokumentów itd. W przypadku tych zastosowań mocy obliczeniowej bynajmniej nie brakuje.
Kultura pracy MacBooka Neo również zasługuje na uznanie.
Nowy laptop Apple’a, podobnie jak ostatnie modele z linii MacBook Air, nie ma w ogóle aktywnego chłodzenia w postaci wiatraków. Dzięki temu komputer jest naprawdę cichutki - bez problemu można korzystać z niego w bibliotece lub na spotkaniu. Nie trzeba też za każdym razem, gdy siadamy do pracy, łapczywym wzrokiem rozglądać się po otoczeniu w poszukiwaniu gniazdka.

MacBook Neo wyposażono w akumulator o pojemności 36,5 Wh, a wedle specyfikacji ma zapewnić 16 godzin strumieniowania wideo lub 11 godzin surfowania po sieci z użyciem połączenia Wi-Fi. To niemal tyle samo, co w przypadku MacBooków Air. Co ważne, te zapewnienia pokrywają się z praktyką - nie sposób go rozładować w ciągu dnia przy wykorzystywaniu go zgodnie z przeznaczeniem.
Równie istotne jest to, że MacBooki z chipami Apple Silicon pracują z tą samą wydajnością po podłączeniu ich do gniazdka, jak i na zasilaniu z akumulatora, więc ładowarkę w zasadzie możemy zostawiać w domu. Trzeba tylko pamiętać, żeby wyposażyć się w nią we własnym zakresie, gdyż producent w Europie już nie dorzuca do pudełek z laptopami zasilaczy.
Na szczęście w przypadku MacBooka Neo wystarczy podłączyć go do ładowarki o mocy zaledwie 20 W, aby naładować ogniwo. Tyle mocy zapewniają dzisiaj zwykle kostki od smartfonów, więc jeśli takową mamy, to super - wystarczy. W przeciwnym razie trzeba zasilacz dokupić, ale nie musi on oczywiście pochodzić od Apple’a, bo do ładowania służy port USB-C (a kabel z dwoma takimi końcówkami w zestawie jest).

A co jeszcze potrafi MacBook Neo?
Znacznie więcej, niż można byłoby podejrzewać! Ustaliliśmy już, że to maszyna do pracy biurowej, ale poradzi sobie również z okazjonalnym montowaniem wideo - i to w 4K. Pomagają w tym dodatkowe silniki do kodowanie o dekodowania wideo, a chip Apple A18 Pro z 6 rdzeniami CPU i 5 rdzeniami GPU zapewnia sprzętową akcelerację H.264, HEVC, ProRes i ProRes RAW oraz ray tracingu.
Podkreślam przy tym, że to nie jest maszyna skrojona pod tego typu zadania, no ale sobie z nimi radzi - podobnie jak z odpalaniem gier wideo! Udało mi się uruchomić na tym komputerze z procesorem rodem z telefonu nawet natywną wersję Cyberpunka 2077 na macOS-a; oczywiście w niskich detalach i bez pełnej płynności, no ale i tak robi wrażenie, że dało się tę produkcję uruchomić.
Z kolei jeśli chodzi o pracę, to w moim przypadku ten sprzęt jest więcej niż wystarczający, bo opiera się ona głównie o obsługę Wordpressa, przeglądanie źródeł, komunikację (tekstową i wideo) i obróbkę materiałów graficznych. To wszystko nie robi na MacBooku Neo żadnego wrażenia, a efekty pracy można podziwiać na naprawdę niezłej jakości wyświetlaczu.

MacBook Neo nie dostał przy tym oczywiście OLED-a ani nic z tych rzeczy, ale zamontowano w nim wspomniany już 13-calowy panel odświeżany w 60 Hz, którego rozdzielczość to 2408 na 1506 pikseli (219 ppi); jasność dochodzi do 500 nitów. Obraz jest ostry i klarowny, a matryca zapewnia pokrycie przestrzeni barw sRGB (da się przełączyć ją w tryb P3, aczkolwiek tutaj pokrycie nie jest już pełne).
Wściekle żółty (i nie tylko)
W przypadku testowanego modelu mieliśmy do czynienia z żółtą wersją kolorystyczną komputera, która przywodzi na myśl cytrynę. Oprócz tego komputer dostępny jest w barwach indygo, różowej oraz jedynej neutralnej, czyli srebrnej. Nie jest to zaskoczeniem - to sprzęt kierowany do młodych ludzi, którzy mogą być zainteresowani tym, by ich elektronika nie była do bólu szaro-buro-nudna.
Jeśli z kolei chodzi o porty, to nie mamy tutaj MagSafe’a, ale w obudowie znajdziemy minijacka i dwa złącza USB-C. Jedno z nich, to bliżej klapy, działa w standardzie USB 3, podczas gdy to drugie - w standardzie USB 2. Dobra wiadomość jest przy tym taka, że jeśli podepniemy akcesorium, takie jak np. dysk przenośny do wolniejszego portu, to macOS nas poinformuje, że drugi port byłby szybszy.

Warto przy tym dodać, że USB-C w standardzie USB 3 zapewnia obsługę standardu DisplayPort 1.4, więc można do tego komputera podłączyć bez problemu zewnętrzny monitor - a ten może zając się ładowaniem laptopa. Maksymalna obsługiwana rozdzielczość to przy tym 4K przy 60 Hz (nie wyciśniemy potencjału z ekranów 5K, no ale to nie z myślą o MacBooku Neo projektowano panele Apple Studio Display).
Na pokładzie mamy też nowoczesne moduły łączności, w tym Wi-Fi 6E oraz Bluetooth 6, a w ramce nad wyświetlaczem zmieściła się kamerka o rozdzielczości Full HD. Czarne paski dookoła panelu nie są przy tym tak wąskie, jak w MacBookach Air, no ale przynajmniej nie mamy tu notcha. Obecne są za to głośniki z obsługą dźwięku przestrzennego Dolby Atmos i dwa mikrofony kierunkowe.
MacBook Neo - czy warto?
Tak w zasadzie to mamy na pokładzie wszystko, czego uczeń, student lub typowy konsument albo pracownik biurowy potrzebują. Jeśli szukacie akurat laptopa do nauki, surfowania po necie, słuchania muzyki, oglądania seriali i wideocalli, a macie budżet wynoszący do 3 tys. zł (lub 2,5 tys. zł, jeśli łapiecie się na zniżkę), to po stokroć tak, warto ten komputer kupić.

Apple’owi jak nigdy udało się wstrzelić idealnie w tę niższą półkę cenową w przypadku laptopów - tak jak wcześniej z Makiem mini w przypadku desktopów. Do tego, jeśli chodzi o suche wyniki w benchmarkach, to pod względem wydajności podczas pracy z użyciem pojedynczego rdzenia zawstydza laptopy z Windowsem, a przy użyciu wielu rdzeni - te z podobnej lub nawet nieco wyższej półki cenowej.
Apple oferuje przy tym MacBooka Neo w droższej wersji, czyli z 512 GB pamięci wewnętrznej oraz… czytnikiem linii papilarnych Touch ID (bez opcji dołożenia RAM-u). Dopłacamy za te dwie rzeczy jednak aż pięć stówek, a tak jak skaner odcisków palców to fajny bajer, tak da się bez niego żyć - więc opłacalność tej inwestycji zależy od tego, czy faktycznie ta dodatkowa pamięć jest potrzebna.
A kiedy nie warto kupować MacBooka Neo? Tylko jeśli budżet jest z gumy i możesz bez problemu wysupłać na zakup komputera dodatkowe środki, czyli od 5,5 tys. zł na MacBooka Air w wersji 13,6-calowej. Jest on, rzecz jasna, lepszym wyborem - ma w końcu chip Apple M5 z 16 GB RAM-u i 512 GB pamięci, od razu Touch ID w zestawie, lepszy ekran i inne bajery, takie jak MagSafe i pojemnościowy gładzik.

MacBook Neo zagospodarował niszę i urządził się w niej sam.
W przypadku MacBooka Neo producent zdecydował się na oszczędności w tych obszarach, w których mógł sobie na to pozwolić - jednocześnie skupiając się na tym, by kluczowe podzespoły z perspektywy grupowy docelowej były możliwie jak najlepsze. To, iż ten komputer powstał, jest tym samym świetną wiadomością dla wszystkich - a więc nie tylko dla osób, które planują go kupić.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone marce Apple:
MacBook Neo ma świetny stosunek ceny do jakości, którego nie sposób osiągnąć, jeśli zdecydujemy się dzisiaj na laptopa z Windowsem. Producenci sprzętów z systemem Microsoftu będą musieli teraz się mocno postarać, aby ich produkty z tego segmentu cenowego były lepsze niż do tej pory - bo na razie w bezpośrednim starciu przegrywają z nowym produktem Apple’a.. Z kretesem.

Na koniec warto zaś dodać, że najtańszy laptop pod jednym względem deklasuje pozostałe notebooki Apple’a. Okazuje się, że w przypadku MacBooka Neo producenta zadbał o to, aby łatwo się go naprawiało. Może i nie dołożymy mu pamięci ani większego dysku, ale za to wszystkie podzespoły, na czele z akumulatorem i klawiaturą, demontuje się łatwiutko z użyciem śrubokręta.
Sprawny serwisant rozłoży ten komputer na czynniki pierwsze w zaledwie sześć minut bez konieczności chociażby odklejania akumulatora i jego późniejszego doklejania przy składaniu sprzętu do kupy. Możliwość szybkiej i taniej naprawy w przypadku komputera, który uczeń albo student wrzuca do plecaka lądującego potem w różnych dziwnych miejscach, to zdecydowanie istotna zaleta.



















