Infinix Note Edge zachwyca wyglądem. Ale zalet ma więcej
Infinix Note Edge wygląda świetnie, jest przyjemny w użytkowaniu. Sprawdziłem, jaki jeszcze jest ten telefon

Wjeżdżamy na pełnej w tegoroczne smartfonowe premiery. W lutym mieliśmy wysyp flagowców i ultra flagowców, natomiast marzec przynosi nam ciekawe premiery w segmencie smartfonów dla ludzi, który niektórzy nazywają segmentem średnim. Do Polski trafia właśnie Infinix Note Edge, a ja już miałem okazję go przetestować i zaraz wam o tym opowiem.
Infinix Note Edge - co to za zawodnik?
Smartfon prezentuje się następująco:
- MediaTek Dimensity 7100,
- 8 GB RAM, 128/256 GB pamięci na dane,
- 10-bitowy panel AMOLED 6,78 cala, rozdzielczość 2644 x 1208 pikseli, jasność maksymalna 4500 nitów, robocza 1600 nitów, częstotliwość odświeżania 120 Hz,
- Android 16 z nakładką XOS 16,
- główny aparat 50 Mpix, matryca 1/2,0", kamera do selfie 13 Mpix,
- bateria 6500 mAh, ładowanie przewodowe 45 W, zwrotne 10 W,
- głośniki stereo,
- IP65,
- wymiary 163,1 x 77,4 x 7,2 mm, waga 190 g,
Jak ktoś wam powie, że budżetowy smartfon musi wyglądać nudno, zachowawczo, bo materiały kosztują, to pokażcie mu Infinixa Note Edge. Dział designu powinien dostać medal za swoją pracę. Do mnie dotarła wersja zielona. Tył pokryty jest przyjemną w dotyku fakturą, z mieniącą się na złoto nazwą producenta. Wyspa aparatów jest błyszcząca, przycisk migawki jest złoty i całość tworzy świetny efekt. Gdybym wam nie powiedział do jakiego segmentu należy ten telefon, to pewnie myślelibyście, że to jakiś tajemniczy flagowiec.











Producent ma niestandardowe podejście do zestawu sprzedażowego. Ostatnio standardem w branży jest absolutny brak wszystkiego. Tymczasem otwieram Infinixa, a tam w środku znajduje się etui, szkło ochronne na telefon, kabel i słuchawki przewodowe na kabel USB-C. Odświeżający widok.

Z tyłu widzicie dwa obiektywy, ale jeden jest atrapą. Do tego dojdziemy później, ale zwróćcie uwagę na kwadracik po prawej stronie dolnego obiektywu. Jest to LED, który podświetla się na różne sposoby, kolory. Możecie ustawić w aplikacji sposób działania tego elementu. Jestem graczem, więc zawsze doceniam więcej światełek. Podkreślają, że designerzy odrobili lekcje.







Niektórzy powiedzą, że zakrzywiony ekran nie ma sensu w 2026 r., że tak się już nie projektuje telefonów. Być może, ale zawsze miałem słabość do takich kształtów, więc pod względem wyglądu jestem kupiony. A jak już jesteśmy przy ekranie, to nie mam do niego żadnych większych zastrzeżeń. Kolory były dobrze odwzorowane, kontrast doskonały, miło się na nim oglądało filmy i grało. Wiem, że na rynku są konkurenci, którzy nadal używają paneli LCD, więc cieszy decyzja Infinixa o użyciu znacznie lepszego wyświetlacza. Jedyne co czasem zgrzytało, to czas reakcji na zmianę oświetlenia. Tutaj zapewne jest to kwestia zmian w oprogramowaniu, więc nie podkreślam tego zbyt mocno. Smartfon mam w rękach od kilku dni i aktualizacje spływają regularnie, więc kto wie, co będzie za tydzień lub dwa.

Oglądanie umilają głośniki stereo, nad których strojeniem czuwała firma JBL. Grają czysto, ładnie i głośno. I co najważniejsze - Infinix zbalansował głośniki na tyle dobrze, że oba wydają się grać na takim samym poziomie. To nie jest takie łatwe wbrew pozorom. Dźwięk możecie dopasować do własnych preferencji za pomocą wbudowanego equalizera.
Dodatkową ciekawostką jest personalizowany dodatkowy przycisk boczny.

A jak działa Infinix Note Edge?
Zaskakująco dobrze. To nie jest demon wydajności i nikt tego nie obiecywał, ale jako całość to przyzwoity smartfon. Nie zanotowałem żadnych większych zacięć, może przy intensywnym graniu trochę zwalniał, ale nie był to drastyczny poziom. Tak naprawdę jedyne zacięcia, które się pojawiły w czasie testu to lagująca chwilę po uruchomieniu aplikacja aparatu. Przy czym nie występowały zawsze, dlatego prawdopodobnie nie jest to kwestia procesora, tylko aplikacji aparatu. Smartfon dobrze zarządza ciepłem, więc nie poparzycie sobie rąk. To urządzenie dla typowego użytkownika i zapewne większość z nich nigdy nie powie: mogłem kupić wydajniejszy smartfon, bo Infinix Note Edge jest pod tym względem bardzo dobrze zbalansowany.











Nakładka systemowa to autorski XOS 16. Jest całkiem przyjemna dla oka, Infinix obiecuje 3 duże aktualizacje systemu i 5 lat wsparcia bezpieczeństwa. Dużo możecie spersonalizować. System nie jest idealny, bo ma kilka niepotrzebnych aplikacji, ale nie jest to poziom POCO. Ciekawostką jest to, że ma coś w rodzaju AirDropa, który umożliwia wymianę plików pomiędzy telefonem, a iOS.

Bateria ma pojemność 6500 mAh i ma mieć unikalną funkcję. Nie jestem w stanie jej teraz przetestować, ale według producenta to pierwszy na świecie układ z samonaprawiającą się baterią. Dzięki temu jej żywotność ma być znacząco wydłużona w stosunku do rynkowych standardów. Po 2 tys cykli ładowania ma nadal mieć 80 proc. pojemności, czyli to około 6 lat. Czas pracy na jednym ładowaniu, to około 1,5 - 2 dni. Czas ładowania do pełna to jakieś 70-75 minut. W pół godziny napełnicie około 45 proc. baterii. Wartości są dobre i nie ma powodów do narzekania.
Infinix Note Edge ma własnego asystenta AI. Nazywa się Folax
Możecie oczywiście wybrać klasycznego Gemini, ale możecie również dać szansę autorskim rozwiązaniom. Asystent Folax działa w oparciu o chiński DeepSeek R1, ale korzysta się z niego przyjemnie. Radzi sobie z językiem polskim, można z nim rozmawiać głosowo. Sekcja AI jest mocno rozwinięta w urządzeniu. I wiecie co? Podoba mi się, że taki Infinix potrafi zrobić własnego, działającego asystenta głosowego, a taki Apple siedzi i duma nad Siri.







Co potrafi Folax? Robić notatki, przetwarzać tekst na obraz, dodawać napisy do filmów, umożliwiać tłumaczenie na żywo, pomaga redagować dokumenty i notatki, tworzy podsumowania stron i dokumentów. Całość jest przejrzysta, szybko dostępna i zapewne z wielu z nich będziecie często korzystać. Duży plus. A do tego większość usług działa natywnie na telefonie, dzięki czemu macie większe poczucie bezpieczeństwa.
Potrafi również generować tapety.





Aparaty, a raczej jeden aparat
Brak tu optycznej stabilizacji, nagrywanie jest obsługiwane maksymalnie do rozdzielczości 2K i 30 FPS. Infinix przyjął filozofię, w myśl której lepiej dać jeden aparat, ale lepszy, niż dwa słabe. Trochę to rozumiem, bo nie do końca rozumiem wkładanie do telefonów słabych aparatów ultraszerokokątnych, ale na rynku są pewne standardy, do których przyzwyczajeni są użytkownicy. Największym problemem jest to, że ten jeden aparat nie jest wybitny, to oczko, które nie wyróżnia się na tle konkurencji, ale i od niej nie odstaje. Powiem tak - nie będzie wstydu pokazać tych zdjęć, a przy dobrym oświetleniu efekty potrafią zaskoczyć. Trochę gorzej radzi sobie nocą. Takie robi zdjęcia:

























































Dochodzimy do kluczowej kwestii. Cena Infinix Note Edge
Ile powinien w 2026 r. kosztować telefon z jednym aparatem, ładnym designem, procesorem ze średniej półki i ekranem AMOLED? Infinix Note Edge kosztuje 1399,99 zł. To sporo.
Autorskie podejście do AI jest przyjemne i zaskakująco dobrze się sprawdza, smartfon ma świetny wygląd i mimo plastikowej konstrukcji daje poczucie obcowania z produktem premium. To jest dobre urządzenie w swojej klasie, ale troszkę za drogie. Przydałaby się promocja na start. Czy doczekamy się takiej? Czas pokaże.



















