Monitoring domu w 5 minut i zero kabli. Sprawdziłem: nie potrzebujesz fachowca
Powoli zbliża się lato, a co za tym idzie - wyjazdy, urlopy i ogólna nieobecność w domu. Warto więc przygotować się na to, żeby mieć cały czas podgląd tego, co dzieje na naszej posesji. Tym bardziej, że takie zabezpieczenie nie wymaga specjalnych umiejętności i zajmie nam kilka minut.

Czego najlepszym dowodem jest fakt, że dwie najnowsze testowe kamery zainstalowałem pewnego dnia... na szybko przed śniadaniem. Czas poświęcony na instalację każdej z nich nie przekroczył kilku minut, a w jednym przypadku prawdopodobnie wyrobiłem się w dwie minuty.
Ale po kolei.
Co to w ogóle za kamery, że tak łatwo się je montuje?

Tapo C660, widoczne na zdjęciu powyżej, i Tapo 630, widoczne na zdjęciu poniżej:

Obie te kamery wyglądają zupełnie inaczej, każda z nich oferuje też odrobinę inny pakiet możliwości, ale łączą je przede wszystkim dwie rzeczy.
Po pierwsze - te kamery nie wymagają od nas niczego.
W szczególności - nie wymagają od nas doprowadzania żadnych przewodów. Internet? WiFi. Zasilanie? Z wbudowanego akumulatora (6700 mAh w C630 i 10 000 mAh w C660) i - w jednym i drugim przypadku - panelu fotowoltaicznego.
Jedyne, co musimy zrobić, to wybrać miejsce, w którym chcemy te kamery umieścić, a potem ewentualnie sprawdzić, czy w danym miejscu posesji jest zasięg WiFi. Jak nie ma, to wiecie, co trzeba z tym zrobić.
Potem zostaje nam zamontować kamerę i... już. Nasza robota jest skończona. Aczkolwiek jest tutaj mały haczyk - albo raczej bonus.
Po drugie - łatwiej się już naprawdę nie da.
W jednym i drugim zestawie kamery dotarły do mnie od razu z panelami fotowoltaicznymi i teraz mamy dwie opcje.
Pierwszą przetestowałem z C660 i obejmowała ona osobną instalację panelu i kamery. Oznacza to konieczność wkręcenia dwóch kompletów śrub do zamocowania "baz", a potem nałożenia kamery i panelu, a potem spięcia ich dołączanym do zestawu przewodem.
Wysiłku i kombinacji jest w tym równe zero, a zysk jest taki, że jeśli chcemy mieć kamerę w miejscu, gdzie nie ma za dużo słońca, to możemy sobie przerzucić panel np. na drugą stronę, gdzie to słońce już jest. Tak zresztą było w moim przypadku.
Aczkolwiek - może być łatwiej.

Ta druga opcja - dostępna zarówno dla C660, jak i C630 - obejmuje instalację i panelu, i kamery, na jednej i ten samej "bazie". I tak przy C660 widać na powyższym zdjęciu zaślepkę zamontowaną pod panelem (również w zestawie), natomiast przy C630 zamontowałem już wszystko razem:

Oznacza to, że przykręcamy tylko jedną bazę, wykorzystujemy jeden komplet śrub, a potem wklikujemy panel, kamerę i łączymy je krótkim przewodem. To tyle - gotowe, ładne i schludne, aczkolwiek pamiętajcie, żeby włożyć zaślepki śrubek - ja o tym do zdjęć zapomniałem, a z nimi uzyskujemy dużo przyjemniejszy efekt.
I to jest cały proces instalacji kamery?
Pomijając sięgnięcie po aplikację Tapo, żeby tam - w jakieś 40 sekund - dodać kamerę, to tak, to wszystko. Jeśli mamy wybrane miejsce i przygotowaną wkrętarkę albo inną wiertarkę, to cały proces zajmuje kilka minut, a przy montażu "łączonym" - jeszcze mniej.
W zamian otrzymujemy pełnoprawną kamerę do monitoringu, która jest niezależna od zewnętrznego zasilania, a do tego - jeśli będzie taka potrzeba - możemy ją błyskawicznie przemontować w inne miejsce.
Określenie "pełnoprawny" nie jest tutaj przesadą.
Pomimo tego, że obie kamery nie należą do przesadnie drogich, a do tego są zasilane z akumulatorów, oferują cały szereg funkcji, których po tego typu sprzętach byśmy się nie spodziewali.
Przykładowo - jak najbardziej są w stanie zapisywać obraz w trybie ciągłym, a nie tylko wtedy, kiedy wykryją ruch. Możemy nawet ustawić je tak, żeby nagrywały przez całą dobę co jedną sekundę, a jeśli ruch zostanie wykryty - żeby nagrywały w pełnej możliwej jakości. W rezultacie nie przegapimy nic - nawet jeśli nie szukamy na nagraniach czegoś, co nie było ruchem albo mogło nie zostać za taki ruch uznane przez algorytmy kamery.
Dodajmy do tego jeszcze opcję w pełni lokalnego zapisu, konfiguracji stref wykrywania, dwukierunkowe audio, automatyczne wykrywanie m.in. ludzi i zwierząt oraz pojazdów, a także brak konieczności wykupowania jakichkolwiek subskrypcji i mamy niemal komplet.

Niemal, bo do tej listy trzeba też dopisać chociażby funkcję syreny alarmowej (W C660 jest głośniejsza, jeśli to dla kogoś ważne), diody pozwalające uzyskać kolorowy obraz w nocy i dodatkowe oświetlenie, ale i na tym nie koniec.
Obie kamery dzielnie i skutecznie rozwiązują też inny problem, tj.:
"Ile kamer powinienem kupić?"
W przypadku Tapo C660 i C630 odpowiedź brzmi: prawdopodobnie mniej, niż podejrzewasz. Obie kamery wyposażono bowiem w funkcję podążania za wykrytym obiektem. Sami wybieramy przy tym, czy kamera ma podążać za każdym typem obiektu, czy może np. tylko za ludźmi, a za zwierzętami nie, a potem możemy się cieszyć, że na dobrą sprawę jedna kamera jest w stanie pokryć obszar, który normalnie wymagałby większej ich liczby.
Przykładowo: C660 rejestruje, że ktoś przychodzi od frontu. Na dobrą sprawę, przy obiektywie ustawiony na stałe, byłbym w stanie stosunkowo szybko zniknąć z jej zasięgu.

Tak się jednak nie dzieje, bo C660 po prostu podąża za mną obiektywem i to w niemal dowolnym zakresie. Już nawet tutaj, na poniższym zrzucie ekranu, standardowo byłbym poza zasięgiem kamery. Jestem jednak w centrum kadru i mógłbym pójść jeszcze dalej i dalej, gdyby nie to, że zaraz kończy mi się działka.

Jeśli więc ktoś ma układ posesji, w którym np. większość odwiedzających zawsze przychodzi z jednego kierunku - niespecjalnie jest powód, żeby kupować więcej kamer. Wystarczy ustawić C660 czy C630 właśnie w tym kierunku, a potem już naprawdę sprawne algorytmy zrobią za nas wszystko, śledząc szczegółowo drogę każdego przybysza.

Można oczywiście zadać w tym miejscu pytanie: a co się stanie, jeśli ktoś podejdzie od frontu, ale ustawi się za kamerą. Odpowiedź na szczęście brzmi: spokojnie. Obie kamery są w stanie obrócić się tak, że pokrywają właściwie 360 stopni pola widzenia, więc małe szanse, żeby cokolwiek im umknęło, nawet jeśli będzie się starało ukryć za albo pod kamerą.
Którą z tych dwóch kamer bym wybrał?
Trudne pytanie, biorąc pod uwagę głównie fakt, że obie są u mnie zamontowane od dłuższego czasu i na dobrą sprawę z obu jestem tak samo zadowolony. Obie po prostu wykonują swoje zadania tak, jak powinny - nagrywają, informują, świecą, a ich montaż jest wręcz śmiesznie prosty.
Trudno jednak udawać, że obie te kamery są takie same, tym bardziej, że w sklepie różnica między nimi (w zestawie z panelami) to około 200 zł.

Tapo C660 zaoferuje nam bez wątpienia lepszy, bardziej szczegółowy, a do tego - opcjonalnie - bardziej płynny obraz. O ile bowiem C630 to maksymalnie 2880 x 1620 pikseli i 15 klatek, o tyle C660 to już 3840 × 2160 pikseli i 20 klatek na sekundę, uzupełnione - dzięki wyższej rozdzielczości - o większy zakres cyfrowego przybliżenia bez "pikselozy". Z drugiej strony - już to 3K w C630 jest naprawdę przyjemnej jakości i nie widzę powodu, żeby na to narzekać. Tym bardziej, że moje prywatne ogrodowe kamery (też zresztą Tapo) oferują 2K i... są więcej niż wystarczające.
Głównych przewag C660 - które w pełni uzasadniają różnicę w cenie - doszukiwałbym się więc gdzie indziej. Po pierwsze - mamy tutaj znacząco większy akumulator. Tak, obie kamery będzie bardzo trudno rozładować w standardowych, domowych warunkach, ale większy akumulator to po prostu większy akumulator.
Moją ulubioną różnicą w przypadku C660 było jednak coś zupełnie innego, czyli... obsługiwane standardy WiFi. O ile C630 pozostaje przy coraz bardziej zatłoczonym paśmie 2,4 GHz, tak C660 obsługuje i 2,4, i 5 GHz. A to oznacza, że jeśli mamy dobry zasięg WiFi, to skorzystamy z mniej zakłóconego i po prostu lepszego pasma. I tak - to potrafi naprawdę zrobić różnicę i absolutnie nie jest standardem w tym segmencie.
Niezależnie jednak od tego, co bym wybrał, fakt jest jeden:
Nie wyobrażam sobie już opuszczać na dłużej domu bez komfortu świadomości, że w każdej chwili mogę sprawdzić, co się dzieje w jego bezpośredniej okolicy. Czy więc sięgniecie po C630, czy 660 - nie ma aż tak wielkiego znaczenia.
Najważniejsze, że z jedną i drugą kamerą wystarczy kilka kliknięć - niezależnie od tego, gdzie jesteśmy - żeby zobaczyć czy wszystko jest w porządku przy naszym domu. Zresztą nie trzeba nawet otwierać ręcznie aplikacji i oglądać wideo na żywo - jeśli coś będzie nie tak, dostaniemy powiadomienie.



















