Sprzęt  / Lokowanie produktu

Chcesz wyeliminować 99,99% bakterii w domu i zadbać o higienę? Parownica Kärcher będzie jak znalazł

185 interakcji
dołącz do dyskusji

Mniej więcej dwa lata temu kupiłem - dosyć przypadkowo - sprzęt, który naprawdę zmienił moje życie. I nie, nie chodzi mi wyjątkowo o kolejnego iPhone'a. Chodzi mi o... parownicę.

Historia tego zakupu była dość prosta. Najpierw - wprowadzając się do nowego domu - postanowiłem sobie sprawić porządny odkurzacz. Padło na model od Kärchera, który służy mi zresztą dzielnie do dziś, nawet pomimo tego, że używałem go bardzo intensywnie - wliczając w to sprzątanie po generalnym remoncie, a nawet... odkurzanie podjazdu.

Uporanie się z luźnymi zanieczyszczeniami było jednak tylko częściowym rozwiązaniem problemu. Mam ogródek, psa, dość błotnistą ścieżkę do domu, więc niezależnie od częstotliwości odkurzania podłodze wciąż było daleko do ideału. Problemem były także te zanieczyszczenia, których nie widać gołym okiem, m.in. bakterie. Co z tego, że podłoga pozornie wygląda na czystą, skoro na jej powierzchni utrzymują się szkodliwe mikroorganizmy?

Tutaj miejsce na osobistą wstawkę w osobistym tekście - uwielbiam sprzątać. Nienawidzę jednak myć podłogi z wykorzystaniem ręcznych mopów. Przetestowałem już chyba dziesiątki tego typu sprzętów i żaden nie przypadł mi do gustu. Zawsze zresztą w pewnym momencie miałem wrażenie, że już tylko rozcieram brud i brudną wodę, wszystko było wiecznie zachlapane, czas schnięcia był bardzo długi (więc pies z brudnymi łapami szybko znów zostawiał błotniste ślady), a do tego konieczne było stosowanie chemii, której po prostu staram się unikać, kiedy tylko się da. Chociażby dlatego, że mój kot nie zwraca uwagi na to, co i z czego piję i często trzeba było go odganiać od wiadra.

Poczytałem, posprawdzałem i pojechałem do sklepu po Kärcher SC2.

To właściwie najprostszy model w całej ofercie firmy Kärcher. Niewielki - przypomina pod wieloma względami bardzo mały odkurzacz, dzięki czemu łatwo go przechowywać i przenosić. Bez zbędnych - jak wtedy mi się wydawało - dodatków, ale za to z całkiem sensownym zestawem końcówek, szczotek i nakładek.

W sam raz, żeby sprawdzić, czy parownica jest faktycznie warta uwagi i czy zmienia cokolwiek w stosunku do standardowych sposobów mycia podłogi.

I zmienia bardzo dużo. Właściwie wszystko. Już tłumaczę dlaczego:

Po pierwsze - para pod ciśnieniem to jest moc.

Kärcher podaje, że w jego parownicach para jest wytwarzana pod ciśnieniem minimum 3 bar i jest wypuszczana z dyszy z prędkością ok. 170 km/h. Nie sprawdzałem, ale wierzę. Chociażby dlatego, że efekty mycia z wykorzystaniem parownicy są naprawdę świetne.

Przede wszystkim mycie parownicą potrafi wyglądać tak, jak na reklamach. Mamy brudną, odpychająco brudną podłogę, przeciągamy odpowiednią końcówką parownicy i już - czyste. Brakuje tylko tej migającej na chwilę gwiazdki, która miałaby podkreślić czystość powierzchni, ale poza tym wszystko się zgadza.

Do tego, dzięki sposobowi dystrybucji pary, nie trzeba podczas mycia podłogi parownicą Kärchera używać zbyt dużo siły. Jeśli trafimy na jakieś poważniejsze zabrudzenie, po prostu przeciągamy po nim odpowiednią końcówką trochę wolniej, żeby para lepiej zadziałała w danym miejscu. Przy bardzo trudnych zabrudzeniach możemy nawet na chwilę zatrzymać końcówkę w danym miejscu. To tyle - żadnego siłowania się z mopem, żadnego zdzierania brudu gąbką klęcząc na kolanach. Prosta, czysta robota.

Po drugie - można nią myć prawie wszystko

Prawie, bo gorąca para jest jednak w stanie wpłynąć negatywnie na niektóre materiały, ale tutaj wystarczy posłużyć się zdrowym rozsądkiem.

U siebie w domu myłem - i regularnie myję - parownicą właściwie wszystko. Zmywam nią podłogę - to oczywiste. Ale oprócz tego czyszczę też kaloryfery (w tym od środka). Regularnie przemywam blaty w kuchni i zlew, w którym z pewnością lubią legnąć się bakterie (Kärcher deklaruje, że mycie z wykorzystaniem parownicy zabija 99,99 proc. z nich). Myję nią kafelki za płytą grzewczą, usuwając tym tłuste plamy. Czyszczę framugi okien, same okna, kabinę prysznicową, ściany w łazience i okap. Od czasu do czasu SC2 przydaje mi się też do niecodziennych zadań - to właśnie dzięki jej pomocy udało mi się zdjąć bez problemów i śladów pozostawione na rok naklejki zabezpieczające na wymienionych oknach i parapecie.

SC2 okazało się też jedynym sposobem na to, żeby doczyścić jasne fugi (to nie był dobry pomysł...) między kaflami w korytarzu. Zwykłym mopem nie miałbym szans, a z gąbką na kolanach nie zamierzałem walczyć.

Spora w tej uniwersalności zasługa sporej bazy dodatków i końcówek. Przykładowo w komplecie dostaniemy to, co niezbędne - aktualnie w skład zestawu SC2 oprócz parownicy wchodzi jeszcze dysza podłogowa EasyFix ze ściereczką (do mycia dużych powierzchni płaskich), dysza ręczna (np. do mycia kabiny prysznicowej), a także okrągła szczotka do mycia mniejszych powierzchni. Dobry pakiet na start i przez wiele miesięcy całkowicie mi wystarczał, ale z czasem zdecydowałem się go rozbudować.

I tak np. do mojej kolekcji trafiła parowa szczotka turbo, która rewelacyjnie spisuje się w usuwaniu trudniejszych zanieczyszczeń. To właśnie z jej pomocą regularnie czyszczę fugi i to właśnie ona sprawia, że to zadanie jest jeszcze prostsze. Dokupiłem też specjalną dyszę do mycia okien i zestaw ściereczek, żeby móc częściej sprzątać bez ich prania.

I tutaj płynnie przechodzimy do kolejnego punktu...

Po trzecie - jest czysto. Również jeśli chodzi o sprzęt

Przy myciu mopem zakończenie mycia podłogi wcale nie jest końcem zabawy. Trzeba jeszcze umyć końcówkę, trzeba umyć wiadro, a po jakimś czasie i tak jedno i drugie nadaje się do gruntownego czyszczenia albo wymiany.

A tutaj? Tutaj po zakończonym myciu po prostu wrzucam ściereczkę do pralki lub piorę ją ręcznie, po czym rozwieszam i czekam aż wyschnie. Koniec. Czysto. Elegancko.

Natomiast co do czyszczenia samego urządzenia to właściwie go nie wymaga. Jedyne, co trzeba zrobić, to od czasu do czasu zalać zbiornik wodą, wrzucić specjalną pastylkę odkamieniającą i odczekać kilka godzin, po czym odlać wodę i na wszelki wypadek jeszcze raz przepłukać zbiornik. Robi się to raz na kilka miesięcy.

Czy kupiłbym jeszcze raz parownicę Kärcher?

Tak, bo jest nieporównywalnie łatwiejsza i przyjemniejsza w użyciu niż klasyczny mop. Tak, bo nie wymaga żadnej chemii, a efekt jest za każdym razem świetny. Tak, bo utrzymanie urządzenia w czystości jest banalnie proste. Tak, bo pomaga nie tylko zetrzeć widoczny brud, ale także likwiduje groźne bakterie. Tak, bo choć moja parownica jest regularnie używana od lat, to nie miałem z nią najmniejszych problemów.

Jedyne, nad czym bym się dwa razy zastanowił, to model. Mam do umycia ok. 80 m2, a posiadane przeze mnie SC2 jest wersją dość podstawową, z niezbyt wielkim zbiornikiem, którego dodatkowo nie można wyjmować do napełniania. Na 30-40 m2 pewnie SC2 spisuje się bardzo dobrze, ale - jako że mam jednak trochę więcej przestrzeni - pewnie sięgnąłbym kolejnym razem np. po SC4 z wyjmowalnym, dodatkowym zbiornikiem na wodę. Ewentualnie rozważyłbym też SC3, w którym para jest gotowa do pracy już po 30 sekundach od uruchomienia - w moim modelu trzeba niestety chwilę poczekać, zanim będzie można rozpocząć sprzątanie, choć nie mogę przyznać, żeby bardzo mi to przeszkadzało.

To jednak tylko detale i prawdopodobnie mój Kärcher SC2 będzie mi jeszcze długo dzielnie służył. Ostatnio nawet udało mi się ostatecznie pozbyć reszty mopowych akcesoriów, które trzymałem w składziku na wszelki wypadek. Po prostu już wiem, że nigdy nie będą mi już potrzebne.

* Wpis powstał we współpracy z marką Kärcher. Ale parownicę kupiłem sobie sam i sam musiałem nią myć podłogi (a także ściany, szyby, lustra i całą resztę). 

* Zdjęcia: Kärcher

Tagi: karcher
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst