Kosmos  / Felieton

Komercjalizacja badań kosmosu stała się faktem. Oby NASA nie weszła w ślepą uliczkę

Prywatne przedsiębiorstwa oferujące rakiety i transport ludzi i towarów agencjom kosmicznym stały się codziennością. Dotyczy to nie tylko sektora telekomunikacyjnego, ale i badań kosmosu. NASA również korzysta z usług tego typu firm - np. SpaceX.

SpaceX przeprowadziło dotąd kilkanaście misji zapewniających zasoby Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS - International Space Station).

NASA nie dysponuje już budżetem takim jak dawniej - i próbuje nadążyć za tymi zmianami. Jednym z efektów wysiłków mających na celu znalezienie dodatkowych funduszy jest otwarcie się na komercyjną współpracę pomiędzy Agencją a prywatnymi firmami.

Odbywa się to z różnym, czasem lepszym, czasem gorszym, skutkiem.

W lipcu 2019 roku NASA ogłosiła tzw. otwarcie się na nome komercyjne możliwości, wśród których znajduje się umożliwienie używania stacji lub jej aparatury przez prywatne firmy oraz możliwość przyjmowania turystów na ISS. Agencja umieściła w swoim ogłoszeniu małe, ale zdawałoby się sensowne zastrzeżenie: firmy będą musiały udowodnić, że potrzebują środowiska mikrograwitacyjnego do swoich celów.

Jak się okazało, cele te mogą być różne - również rozrywkowe. Dziś już wiadomo, że firma z Las Vegas planuje wysłanie czwórki turystów na Stację, a kolejne wycieczki planowane są z, jak się zdaje, obfitującej w milionerów Rosji.

Czasami pomysły firm, które chcą wykorzystać International Space Station do swoich celów, są dość… naciągane.

Jakiś czas temu Adidas wysłał w kosmos piłki futbolowe swojej produkcji, rzekomo aby przetestować charakterystykę ich lotu w warunkach mikrograwitacji. Dawno nie widziałem pomysłu PR tak szytego grubymi nićmi. Adidas zapowiada już wysłanie hmmm… adidasów. Żeby oczywiście przetestować je w warunkach mikrograwitacji. Bo tego właśnie potrzebujemy.

Pomysłów tego typu jest więcej. Na ISS wysyłane jest np. wino (bo gdybyśmy kiedyś zostali mieszkańcami kosmicznej kolonii pozaplanetarnej, musimy wiedzieć czy nasze chardonnay się będzie odpowiednio starzało).

Najbardziej bezsensownym „skokiem na kosmos” wydaje mi się jednak pomysł już upadłej firmy Space Roasters, która planowała zaprojektować tak pojemniki na kawę, aby ziarna uległy odpowiedniemu wypaleniu podczas spadaniu w atmosferze. Nie zmyślam tego, na początku roku firma usilnie zbierała pieniądze inwestorów, którzy mieli wspomóc ją w tym szlachetnym przedsięwzięciu. Jak wylicza Ars Technica w linkowanym artykule, filiżanka takiej kawy musiałaby kosztować 500 dol.

Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, na jakie jeszcze pomysły wpadną firmy, aby podpiąć się pod kosmiczne pseudobadania.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst