Gry  / News

Można odetchnąć z ulgą. Bethesda potwierdziła, że „Wolfenstein 3" na pewno powstanie

„Wolfenstein 3" na pewno powstanie - informację potwierdził Pete Hines z Bethesdy. Ci, którzy po E3 i wynikach „dwójki” na PC bali się, że nie zobaczą kontynuacji przygód Blazkowicza, mogą odetchnąć z ulgą.

Nowe „Wolfensteiny”, wydawane od 2014, to nie tylko świetne FPS-y stawiające na oldskulowe rozwiązania i przypominające nam o niezwykłej ewolucji gier wideo w ciągu ostatnich dekad. To też, przede wszystkim, fantastycznie wyreżyserowane historie z charyzmatycznymi postaciami i świetnym aktorstwem.

W nowe „Wolfy” gra się jak w klasyczną strzelankę i ogląda niczym dobry serial. Na przestrzeni „The New Order”, dodatku „The Old Blood” i „The New Colossus” zdążyliśmy przywiązać się zarówno do Blazkowicza, jak i wszystkich postaci towarzyszących mu w walce z nazistami. Każdy, kto skończył „dwójkę” wydaną w zeszłym roku, wie, że gra zostawia miejsce na kontynuację. Twórcy zapowiadali też swego czasu, że zaplanowali współczesne „Wolfensteiny” na trylogię.

Mimo to podczas konferencji Bethesdy na ostatnim E3 zobaczyliśmy nie „Wolfensteina 3”, a samodzielny spin-off „Wolfenstein: Youngblood”. Ten ma rozgrywać się wiele lat po wydarzeniach z „The New Colossus”. Nie wcielimy się w nim w Blazkowicza, choć będziemy go szukać. „Youngblood” ma pojawić się w 2019 i wszystko byłoby pięknie, ale co z „trójką”?

Pete Hines w wywiadzie dla Metro zapewnił, że bez wątpienia powstanie „Wolfenstein 3”.

To ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, oczywiście, chodzi o fabułę, która wciąż wymaga ostatniego rozdziału. Zakończenie „dwójki”, choć z perspektywy czasu bardzo dobre i adekwatne do tego, o czym opowiadało „The New Colossus”, nie było prawdziwą kropką w historii Blazkowicza.

Po drugie pokazuje to, że warto stawiać na ambitniejsze podejście do tworzenia gier. Twórcy wiele ryzykowali, wskrzeszając markę w taki sposób - stawiając nacisk na narrację, większy nawet niż na samo strzelanie. W tym roku dowiedzieliśmy się, że „Wolfenstein 2: The New Colossus” na PC sprzedał się „tylko” w liczbie ponad pół miliona egzemplarzy. To znacznie słabszy wynik niż niecałe dwa miliony „Wolfenstein: The New Order”. Jasne, w przypadku pierwszej części działał hype wynikający z powrotu kultowej marki, niemniej różnica jest niepokojąca.

Wolfenstein 2: The New Colossus
Wolfenstein 2: The New Colossus

Jak widać, wyniki i tak musiały być zadowalające. Być może konsole nadrobiły, a PC oberwał za problemy z wydajnością? Tak czy inaczej „Youngblood” nie będzie „nagrodą pocieszenia”, tylko przystawką przed pełnoprawnym „Wolfensteinem 3”. Którego najwidoczniej opłaca się robić.

To budujące i wbija kolejny gwóźdź do trumny stwierdzenia „gry single player umierają”. Ta, jasne, umierają.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst